Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Trzy tygodnie wojny. Fronty groźnie zamarły. Rosjanie nie odpuszczą

Pożar jednego z magazynów w Charkowie, 16 marca 2022 r. Pożar jednego z magazynów w Charkowie, 16 marca 2022 r. Stringer / Reuters / Forum
Wbrew temu, co do tej pory twierdzili wojenni teoretycy, dziś możliwy jest konflikt pozycyjny jak w czasie I wojny światowej. Coraz częściej pojawiają się apele, żeby NATO aktywniej włączyło się w działania na Ukrainie.

Utrzymuje się stagnacja na frontach i może dziwić, że wbrew temu, co do tej pory twierdzili eksperci, dziś możliwy jest konflikt pozycyjny. Sytuacja zamarła jak w okopach pod Ypres czy Verdun, a każde natarcie kończy się ciężkimi stratami bez konkretnych zdobyczy. A przecież teoretycy przekonywali, że dziś wojny mogą się toczyć tylko dynamicznie – są czołgi, transportery, jednostki zmechanizowane, logistyka jest zmotoryzowana, zatem i manewry powinny być odważne. Mamy wszak wojska zdolne wysadzać desanty na tyłach przeciwnika i obchodzić obronę.

Czytaj też: Raport z frontu. Czekanie na przełom

Na wojnie trzeba trzech rzeczy

Ale to wymaga co najmniej trzech rzeczy. Po pierwsze, trzeba umieć to robić, mieć sprawne dowodzenie wykorzystujące szybko każdy błąd przeciwnika, organizować współdziałanie różnych rodzajów wojsk – czołgów z piechotą, artylerią i lotnictwem.

Po drugie, potrzeba przewagi informacyjnej, doskonałego rozpoznania opartego na różnych urządzeniach, jak bezpilotowe aparaty latające, którymi wojska należy odpowiednio nasycić. Niezbędne jest dobre rozpoznanie radioelektroniczne. A i to nie wystarczy – efekty tego rozpoznania trzeba też szybko opracować, opisać, co z tego wynika, i rozesłać na wszystkie szczeble dowodzenia. Dlatego Amerykanie mają całe brygady wywiadu (intelligence brigade). Zamiast żołnierzy z karabinami i granatnikami siedzą przed ekranami okularnicy, analizując, łącząc informacje w bazy danych, rysując pełny obraz sytuacji i nieustannie dbając o dystrybucję wyników swojej pracy. To dzięki nim dowódcy wiedzą, co się dzieje, natychmiast zauważają każdy błąd przeciwnika, każdą lukę w obronie, która za trzy–cztery godziny zniknie, bo zostanie załatana batalionem itd. Dzięki tym danym ogień artylerii i lotnictwo można kierować na konkretne, ważne obiekty, niszcząc je bronią precyzyjną, synchronizując akcję umiejętnie i skutecznie.

Po trzecie, trzeba zyskać przewagę w powietrzu i umieć ją wykorzystać. Rosjanie wykazują aktywność na poziomie jednego lotu bojowego dziennie na maszynę albo i rzadziej. I lotnictwo, i artyleria strzela bez sensu w miasta, zadając ludziom cierpienia – z wojskowego punktu widzenia skutek tego jest żaden.

Szczerek: Lecę do schronu! Ukraina walczy z całym poświeceniem

Kijów, Mariupol, Odessa, Charków, Chersoń

Rosjanie oczywiście próbują. Nie uderzają już głową w mur pod Browarami, wysunęli się nieco na południe, w stronę Bieriezania, by przeciąć trasę z Kijowa przez Boryspol. To ostatnia otwarta droga do stolicy po wschodniej stronie Dniepru.

Wciąż bezskutecznie szturmują Mariupol, którego obrona stała się już legendarna. Tam zginął gen. mjr Oleg J. Mitjajew, dowódca 150. Irdycko-Berlińskiej Dywizji Zmechanizowanej z 8. Armii Gwardii, która atakuje od strony Doniecka. Pozostaje pytanie, co robił na pierwszej linii – czyżby z obawy przed degradacją osobiście chciał kierować walką? Takie zdarzenia świadczą o coraz większej rosyjskiej desperacji i bezsilności.

Ukraińscy dowódcy nie dają się też najwyraźniej nabrać na demonstrację 14 statków pływających w pobliżu Odessy. Są wśród nich okręty desantowe, ale nie ma opcji, by na pokładzie była więcej niż jedna brygada piechoty morskiej, są raczej dwa bataliony z odpowiednim wsparciem. To zdecydowanie za małe siły, by wysadzać desant na odległości większej niż 100 km od własnych wojsk, które dramatycznie utknęły pod Mikołajewem i nie mają szans się połączyć.

Pomysł, żeby 6. armia spod Charkowa obeszła miasto, nacierając na Dniepr i łącząc się z czołówką 8. Armii Gwardii, która zmierza spod Doniecka, by w ten sposób okrążyć dużą grupę ukraińskich wojsk – wydaje się zupełnie nierealny. Kontratak właśnie ponownie odrzucił rosyjskie wojska usiłujące obejść miasto od zachodniej strony. Myślenie o natarciu na głębokość 200–300 km to zatem tylko marzenie.

Znaczny sukces odniosły za to ukraińskie siły, które dokonały ataku na zajęte przez Rosjan lotnisko w Chersoniu. Dorwały na ziemi śmigłowce i kilka z nich zniszczyły w pięknym stylu. Przypuszczalnie przy użyciu wyrzutni rakietowych Toczka U, które w Rosji zastąpiły Iskandery.

Czytaj też: Heroiczny Charków. Rosjan powitały koktajle Mołotowa

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Nierealna propozycja Kaczyńskiego

Propozycja wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, by NATO podjęło się prowadzenia na Ukrainie operacji pokojowej, wydaje się zupełnie nierealna. Nie ma nawet takiej podstawy prawnej. Wszystkie dotychczasowe operacje militarne Sojuszu albo doraźnych koalicji, czy to w Iraku, czy na Bałkanach, prowadzono na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jej stały członek ma dziś prawo weta i jest agresorem.

Operacja typu „peace enforcement” (wymuszenie pokoju) zatem nawet w świetle prawa międzynarodowego oznacza włączenie się do wojny. Reakcję Rosji łatwo przewidzieć i zapewne nikt by Putina nie powstrzymał – ogłosiłby, że kraj jest zagrożony, i podjął działania.

Drugi typ operacji pokojowej, czyli „peace keeping” – najpopularniejszy, z udziałem słynnych błękitnych hełmów – wymaga z kolei dwóch rzeczy. Po pierwsze, musiałoby nastąpić zawieszenie broni i odsunięcie wojsk od siebie na kilka kilometrów. Po drugie, na wprowadzenie wojsk ONZ musiałyby się zgodzić wszystkie strony konfliktu. Tu znów odbijamy się od Rosji.

Propozycja była tak nierealna, że nikt z NATO czy Unii Europejskiej nie podjął się jej skomentować. Jakby w ogóle jej nie było, choć pewnie niejednemu oficjelowi z Waszyngtonu czy Brukseli, jak ją usłyszał, wygłoszoną w imieniu NATO bez żadnego uzgodnienia, gazeta wypadła z ręki. Chyba jednak przywykli do polskiej dyplomacji, która charakteryzuje się finezją słonia w składzie porcelany.

Strefa bez lotów nad zachodnią Ukrainą?

Jedyna możliwość to teraz być może wprowadzenie strefy bez lotów, i to też nie nad całą Ukrainą, ale nad jej zachodnią częścią. Pozostaje wątpliwość, czy uwzględniamy Kijów. Ogłoszenie takiej strefy na zachód od Dniepru byłoby i tak wielkim wyzwaniem dla NATO, głównie z politycznego punktu widzenia. Wymuszenie strefy też nie byłoby łatwe, bo startujące z Polski, Słowacji czy Rumunii myśliwce musiałyby być tankowane w powietrzu. Jak Rosja zareagowałaby na zestrzelenie swojego samolotu i śmierć załogi, jeśli dokonałby tego amerykański, niemiecki czy polski myśliwiec? Przypomnę, że Turcy mają już na koncie zestrzelenie rosyjskiego Su-24 nad Syrią i zabicie dwuosobowej załogi, ale Rosjanie i tak dostarczyli im potem przeciwlotnicze zestawy rakietowe S-400 Triumf, bo polityka ma swoje dziwaczne meandry.

Jeśli jednak nic nie zrobimy, Rosjanie zamęczą Ukrainę na śmierć i będą kontynuować tę krecią robotę, dopóki nie odtworzą strefy wpływów z czasów ZSRR, co najmniej. To naprawdę kwestia czasu. Jeśli ktoś uważa, że ta wojna będzie dla nich jakimś otrzeźwieniem, uświadomi Rosjanom ich niemoc, to ja żadnych takich oznak nie widzę. Czy coś wskazuje na to, że Rosja w Ukrainie odpuszcza? Nie, jedynie, czego się nauczy, to żeby następnym razem lepiej się przygotować.

Czytaj też: Były prezydent Estonii o Rosji, która musi ponieść klęskę

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną