Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Czy winni zbrodni w Buczy zostaną ukarani?

„Ta wojna to bilet dla Putina przed Trybunał w Hadze” – taki transparent trzyma uczestniczka demonstracji przeciw rosyjskiej inwazji na Ukrainę w Berlinie. Zdjęcie z 27 lutego 2022 r. „Ta wojna to bilet dla Putina przed Trybunał w Hadze” – taki transparent trzyma uczestniczka demonstracji przeciw rosyjskiej inwazji na Ukrainę w Berlinie. Zdjęcie z 27 lutego 2022 r. Stefan Boness / Panos Pictures / Forum
Prof. Jerzy Kranz zauważa, że zwykli żołnierze w praktyce nie stają przed międzynarodowymi trybunałami. Mogą być sądzeni przez sądy krajowe, gdy zbierze się dowody ich winy. A te mogą potem służyć do skazywania dowódców i przywódców politycznych także przed międzynarodowymi trybunałami. Czy dojdzie do tego w przypadku winnych zbrodni w Buczy i innych miejscowościach pod Kijowem?

Na terenach, z których wycofuje się rosyjskie wojsko, widzimy ślady potwornych zbrodni: ciała zastrzelonych przez snajperów cywilów, ciała zbezczeszczone i okaleczone, ciała osób torturowanych, zabitych z rękami skrępowanymi z tyłu, ciała zgwałconych i zamordowanych kobiet, dzieci. W samej Buczy już doliczono się 400 zamordowanych cywilów.

Z czym z punktu widzenia prawa mamy do czynienia? Z ludobójstwem (jak mówi prezydent Wołodymyr Zełenski)? Ze zbrodniami wojennymi? Czy to działania zaplanowane: terror, który ma cele polityczne, czy może zbrodnie kryminalne popełniane przez pojedynczych żołnierzy? I jakie to ma znaczenie dla odpowiedzialności sprawców?

Czytaj też: Czy Putin i inni mogą odpowiedzieć kiedyś za zbrodnie?

Bucza. Jak zakwalifikować tę zbrodnię

Ludobójstwo to najczęściej używane określenie. Ale bardziej w sensie potocznym i moralnym – jako zbrodnia masowego zabijania ludzi. Natomiast raczej nie w sensie prawnym. Definicja ludobójstwa w Konwencji ONZ ws. Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa z 1948 r. (jej współautorem jest polski prawnik Rafał Lemkin) mówi o czynie dokonanym „w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich”.

Prof. Jerzy Kranz, specjalista prawa międzynarodowego i UE, dyplomata, członek kilku polskich delegacji w rokowaniach międzynarodowych, wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, podkreśla, że sformułowanie „jako takich” ma kluczowe znaczenie. „Chodzi o to, że zbrodnię ludobójstwa popełnia się na członkach jakiejś grupy narodowościowej, etnicznej, rasowej lub religijnej z zamiarem jej zniszczenia w całości lub części i tylko z tego powodu, że są członkami takiej grupy, np. żydowskiej, plemienia Tutsi czy Jazydów. Na teraz w mojej ocenie zbrodnie na ludności cywilnej okupowanego obszaru w Ukrainie nie spełniają tej przesłanki” - mówi. Jako ludobójstwa w sensie prawnym nie traktuje się tylko zabijania. W tej samej definicji wymienia się również spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy; rozmyślne stworzenie dla nich wyniszczających warunków życia; wstrzymanie urodzin (np. przymusowe aborcje); przymusowe przekazywanie dzieci do innej grupy.

To, co się dzieje na terenach okupowanych przez Rosjan, może być kwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości (zbrodnia ludobójstwa jest jednym z jej rodzajów). Definicja ze statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego określa taką zbrodnię jako „którykolwiek z następujących czynów, popełniony w ramach rozległego lub systematycznego, świadomego ataku skierowanego przeciwko ludności cywilnej”. I wymienia „zabójstwo; eksterminację; niewolnictwo; deportację lub przymusowe przemieszczanie ludności; uwięzienie lub inne dotkliwe pozbawienie wolności fizycznej z naruszeniem podstawowych reguł prawa międzynarodowego; tortury; zgwałcenie, niewolnictwo seksualne, przymusową prostytucję, wymuszoną ciążę, przymusową sterylizację oraz jakiekolwiek inne formy przemocy seksualnej porównywalnej wagi; prześladowanie grupy z powodów politycznych, rasowych, narodowych, etnicznych, kulturowych, religijnych, płci lub z innych powodów powszechnie uznanych za niedopuszczalne na podstawie prawa międzynarodowego; wymuszone zaginięcia; apartheid; inne nieludzkie czyny o podobnym charakterze celowo powodujące ogromne cierpienie lub poważne uszkodzenie ciała albo zdrowia psychicznego lub fizycznego”.

Mamy także zbrodnie wojenne definiowane jako ciężkie naruszenia prawa i zwyczajów wojennych, zwłaszcza popełniane w ramach ogólnego planu politycznego i mające charakter powszechny. Tu z całą pewnością można zaliczyć umyślne bombardowania obiektów cywilnych – szpitali, szkół, teatrów, dzielnic mieszkaniowych. Do tego mamy zaminowywanie miast, łącznie z ukrywaniem pułapek pod ciałami zabitych. Wydaje się, że działania rosyjskich wojsk z rozmysłem skierowane są przeciwko ludności cywilnej. Są więc zbrodnią wojenną.

Czytaj też: Nic nie zostało z dawnego Donbasu. Taki jest bezsens wojny

Co zrobi Trybunał w Hadze

Rozważania nad kwalifikacją konkretnych czynów jako zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości czy ludobójstwa nie mają jednak zasadniczego znaczenia dla odpowiedzialności za nie. Wszystkimi tymi typami zbrodni może się zająć Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, który już przyjął skargę Ukrainy.

W prawie karnym trzeba udowodnić winę konkretnego człowieka, ocenić jego rolę w zbrodni. Na ile odpowiedzialność za zbrodnie na ludności cywilnej spadnie na Putina i jego ludzi, w tym ministrów i dowódców? A na ile na pojedynczych żołnierzy? Czy trzeba ustalać, kto konkretnie zgwałcił, zabił, torturował poszczególne osoby? Prof. Kranz zwraca uwagę, że zwykli żołnierze w praktyce nie stają przed międzynarodowymi trybunałami. Mogą być sądzeni przez sądy krajowe, gdy zbierze się dowody ich winy. A te mogą potem służyć do skazywania dowódców i przywódców politycznych także przed międzynarodowymi trybunałami.

Ale jest też koncepcja „zbrodni wieloosobowych”, polegających na „uczestnictwie” we wspólnym działaniu. Ich sprawcą może być np. rząd jakiegoś kraju czy część armii. Art. 6 statutu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze mówił o odpowiedzialności karnej za „współudział w planie lub w zmowie” dotyczącej dokonania zbrodni. Wystarczyło wykazać udział w „zmowie”, by zbrodnie jednego z jej członków obciążały pozostałych (takie podejście budzi kontrowersje).

Z kolei dla potrzeb Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii stworzono koncepcję „wspólnego przestępnego przedsięwzięcia”.

W tym sensie Putin odpowiada za zbrodnie na cywilach dokonywane przez rosyjskich żołnierzy. Odpowiadają za nie także dowódcy wojskowi, w tym dowodzący bezpośrednio na terenie, na którym zbrodni dokonano. Dlatego MTK mógłby na podstawie dowodów wydać międzynarodowy nakaz aresztowania prezydenta Rosji. W praktyce niemożliwy do zrealizowania, jeśli Putin nie wyjechałby za granicę lub nie został wydany przez Rosjan (tak sądzono zbrodniarzy z Rwandy czy Kambodży). Nie było do tej pory przypadków sądzenia zaocznego.

Czytaj też: Scenariusz dla Ukrainy, którego nikt nie polubi

Putin pozostaje bezkarny

Ukraińscy prokuratorzy dokumentują zbrodnie w Buczy i innych miejscowościach wokół Kijowa. Zbierają dowody. Ukraina dopuszcza również do tych miejsc zagranicznych dziennikarzy, którzy będą mogli być neutralnymi świadkami w ewentualnym przyszłym procesie. Działa prokurator MTK, przed którym zawisła ukraińska skarga.

Premier Mateusz Morawiecki rzucił pomysł powołania „międzynarodowej komisji do zbadania zbrodni ludobójstwa w miastach na Ukrainie”. „Zbrodnia ludobójstwa musi zostać we właściwy sposób opisana, udokumentowana i osądzona” – ogłosił na konferencji prasowej. W jej składzie widziałby lekarzy, prawników, kryminologów i innych specjalistów. Czy potrzebne jest takie mnożenie bytów? Prof. Kranz zwraca uwagę, że w poniedziałek Komisja Europejska zakomunikowała powołanie odpowiednich struktur międzynarodowych z udziałem Ukrainy, o czym premier Polski powinien wiedzieć.

Ale zbrodnie rosyjskiej armii oraz Putina i tak da się osądzić tylko, jeśli Rosja przegra tę wojnę, a Putin zostanie odsunięty od władzy i wydany w ręce międzynarodowych prokuratorów. Tak było ze zbrodniami w byłej Jugosławii czy – powtórzmy – Rwandzie i Kambodży. Zbrodnie tzw. II wojny czeczeńskiej nie zostały osądzone. A były nie mniej okrutne: szacunki mówią o 25–30 tys. cywilnych ofiar, w tym kilku tysiącach dzieci. Były porwania dla okupu, gwałty, tortury, rabunki. Odbyło się kilkanaście procesów o zbrodnie na ludności cywilnej przed rosyjskimi sądami wojskowymi. Wedle oficjalnych komunikatów jedenastu wojskowych zostało uznanych winnymi popełnienia zbrodni na cywilach podczas „antyterrorystycznych akcji” w Czeczenii. Część objęto amnestią, część zwolniono przed terminem.

Putin, który wywołał II wojnę czeczeńską, pozostaje bezkarny.

Czytaj też: Masowe groby, gwałty. Życie pod rosyjską okupacją

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną