Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Ból Buczy. Spacer tutaj to jak wizyta w kostnicy

Bucza Bucza Paweł Reszka / Polityka
Bucza liczy zabitych. Wszędzie groby – na trawnikach, między blokami, worki z ciałami w masowych mogiłach. Przez ponad miesiąc miasteczko było pod rosyjską okupacją.

Spacer po Buczy to jak wizyta w kostnicy. Ludzkie ciała i opowieści o tym, jak ginęli.

Proszę spojrzeć. Tam mogiła. Pochowane trzy osoby. Tu, gdzie wbite w ziemię patyki. I tutaj jeszcze jeden trup. Przy wejściu do piwnicy. Jeszcze nikt go nie zabrał – opowiada Petro Porostyna, kijowian. Do Buczy przyjechał na początku wojny, myślał, że będzie bezpieczniej.

Nie było. Rosjanie zaszli tu 27 lutego. Zaczęła się wegetacja. Rosjanie wściekli. Rozstawili blokposty na skrzyżowaniach. Walili po oknach nowo wybudowanych bloków.

Konstantin pracował na budowie: – Chyba dla zabawy. Tutaj nie było żadnego oporu. Wszyscy siedzieliśmy w piwnicach. Strach było wyjść nawet po wodę. Na blokpoście mogli przepuścić albo zabić.

Szczególnie paskudny był ten po sąsiedzku, na rogu Jabłuńskiej i Jaremczuka. Tam rozwalali ludzi na ulicy. Ciała cywilów leżały w błocie ze związanymi rękami.

Opodal rozstrzelany samochód. Pełno krwi. Biała karteczka z napisem „Dzieci”. Otwarty bagażnik. Wybebeszone walizki. Pewnie wojacy szukali pieniędzy. Ludzie, którzy uciekali z Buczy, bali się tego posterunku.

Wzdłuż Jaremczuka ślady włamań do domów. Wchodzili przez okna.

Czytaj też: Piekło w Buczy. Nawet twardzielom odbiera mowę

Śmierć zupełnie bez sensu

Na drugim końcu ulicy był blokpost przy szkole numer 3. Na szkolnym podwórku Rosjanie rozmieścili stanowiska artyleryjskie. Strzelali konkretnie – zostało kilkadziesiąt pustych skrzynek po nabojach. W samej szkole, wzdłuż korytarza, strzelnica. Gabinet dyrektora splądrowany. Kilka strzałów w duży plazmowy telewizor.

Nowa szkoła – mówi Aleksander, ukraiński oficer obrony terytorialnej.

W szkolnej piwnicy kryli się cywile. Kilkaset osób. W końcu rosyjskim wojakom przestało się to podobać. Wtedy zginęła Jula. „Żal, taka młoda, ładna dziewczyna”. Widziało to kilka osób: Ira, Żanna, Władimir. Śmierć zupełnie bez sensu. Ludzie gotowali wodę w kociołku na ognisku przed szkołą. I nagle nie wiadomo dlaczego Rosjanie zaczęli strzelać.

Opowie o tym Władimir Nikołajewicz Serbin, emeryt, mieszkaniec ulicy Sadowej: ­– Jakieś pretensje o to gotowanie. Że ktoś chce podpalić szkołę. I nagle jeden Ruski pociąga serią z kałacha. Ludzie rzucili się do ucieczki. Biegli do piwnicy. A ta Jula już tam została.

– No ale dlaczego?

– Ja nie wiem. Przyszedł wieczorem oficer. Jakby chciał jakoś to usprawiedliwić. I mówi: „Przecież my jesteśmy tutaj, żeby was chronić”. Rzucił nam dwie wojskowe racje żywnościowe. No panie! Kurwa mać! Dwie racje żywnościowe za życie tej dziewczyny?

– I poszedł?

– Poszedł, ale powiedział, że musimy się wynieść. Że cywile mają mieszkać w piwnicy w przedszkolu Jabłońka. No i poszliśmy. A Jula została.

Co się stało z ciałem Juli, nie wiadomo. Leżała w szkolnej piwnicy. Może ktoś pochował na trawniku? Może zawieźli pod cerkiew Apostoła Andrija Pierwozwannwo. Na tyłach są zbiorowe mogiły. Jedna, długa na 40 m, już zasypana. Druga jeszcze otwarta. Półprzysypane ciała. Z czarnych worków wystają ręce, nogi.

Czytaj też: Czy winni zbrodni w Buczy zostaną ukarani?

BuczaPaweł Reszka/PolitykaBucza

Babcia leży w sali numer 4

Całkiem niedaleko dom starców przy Michałowskiego 59 b. Babcie w pampersach. Sine. Umarłe. Nie miał się kto nimi zajmować. Wynieśli tylko z budynku. Leżą przy basenie. Nie starczyło worków. Owinięte szmatami. Bezradne.

I tak im się udało. Na trawniku obok basenu leży kobieta. Ot tak, po prostu. Nikt nawet nie zamknął oczu. Nikt nie przykrył ciała. Zapadła do wewnątrz. Zapomniana.

Sam dom starców robi dobre wrażenie. W holu przy wejściu, niedaleko zegara (był zbyt ciężki, żeby go ukraść), karteczka: „Babcia leży w sali numer 4”. I telefon komórkowy do jej syna. Może ktoś zadzwoni?

Mieszkańcy BuczyPaweł Reszka/PolitykaMieszkańcy Buczy

Bucza kiedyś miała 36 tys. mieszkańców – leżała przy Kijowie. Budowano tu na potęgę – bloki, szeregowce, domki. Deweloperzy zachwalali tę miejscówkę. Polecali tym, którzy chcą spokoju, odpoczynku od zgiełku wielkiego miasta.

Dziś jest opustoszała. W centrum przy ulicy Wokzalnej rozbita rosyjska kolumna. Czołgi, transportery, cysterny. Wpadły w pułapkę zaraz na początku wojny, rozbite przez ukraińską artylerię. Wszystko płonęło. Wozy, żołnierze. A buczanie nagrywali zgliszcza na komórki. Cieszyli się. Wysyłali w świat.

– Potem Ruscy chodzili po domach. Sprawdzali telefony – opowiadają mi mieszkańcy Srebin. – Jak znaleźli, to zaraz kłopoty. Znaleźli. Zaraz pytania: „Po coś nagrywał?”, „Może ty jesteś szpieg?”.

Na ulicach tylko pojedynczy ludzie. Ukraińska armia i prokuratorzy, który dokumentują zbrodnie wojenne popełnione w miasteczku.

Czytaj też: Scenariusz dla Ukrainy, którego nikt nie polubi

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną