Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

42. dzień wojny. Grób nieznanego cywila. Rosja stawia wszystko na jedną kartę

Groby cywilów w Mariupolu Groby cywilów w Mariupolu Alexander Ermochenko / Reuters / Forum
Bucza to tylko wierzchołek góry lodowej. Ukraińskie wojska pomału rozminowują Borodziankę, Makarów, Hostomel, Iwankowo i wszędzie trafiają na ślady takich samych zbrodni.

Grób nieznanego żołnierza jest symbolem w wielu krajach. W wojennej zawierusze nie da się wszystkich zidentyfikować, choć żołnierze noszą tzw. nieśmiertelniki, blaszane identyfikatory na szyi. Zawsze mnie zastanawiało, kto na wypadek wojny zajmuje się identyfikacją zwłok i pochówkiem; jeszcze w szkole oficerskiej w latach 80. powiedziano mi, że robią to orkiestry wojskowe, których rola w samych działaniach bojowych nie jest duża. Zwykliśmy gorzko żartować, że grób nieznanego żołnierza to pomnik niewydolnej wojskowej administracji, która nie radzi sobie z zadaniami ewidencyjnymi.

W Ukrainie pojawiła się całkiem nowa kategoria. To grób nieznanego cywila. Skala okrucieństwa jest tak wielka, że pojawiły się już krzyże z opisem: „Tu leży mężczyzna, ok. 40 lat, zbyt zmasakrowany, by dało się go rozpoznać”. Rosjanie nie dbali o pochówki ani ukraińskich cywilów, których pozabijali, ani nawet własnych żołnierzy, których ciała nadal znajdują się na terenach wyzwolonych na wschód i zachód od Kijowa. Nie wycofywali się w panice, ale na rozkaz własnego dowództwa. Po prostu nie chciało im się ani chować, ani zabrać zwłok swoich kolegów. Jak się jest w rosyjskim wojsku, to kolegów się zresztą raczej nie ma.

Czytaj też: „Zaczystki” są specjalnością Rosjan. To nie faszyzm, tylko rusizm

Misz-masz. Rosyjskie wojska na Białorusi

Rosjanie, którzy przywlekli się na Białoruś, tworzą bezładną, pomieszaną grupę. Według doniesień nie ma ani jednej batalionowej grupy bojowej, która nie straciłaby przynajmniej 30 proc. stanów. Co ciekawe, celem wycofania miało być wydobycie sił, które można jeszcze rzucić do walki w Donbasie. Ale nie ma czego rzucać. Najpierw trzeba tę bandę uporządkować, rozdzielić poszczególne jednostki, ustalić dokładnie ich stany, dostarczyć nowy sprzęt, naprawić i przejrzeć ten, który został ewakuowany – a to potrwa. Na szczęście Ukraina zyska dzięki temu czas, by lepiej się przygotować na obronę wschodniej i południowej strony państwa.

Jak było do przewidzenia, snujące się bezładnie rosyjskie pojazdy powodują wypadki. Białorusini pokazują je w sieci ochoczo i z jakąś satysfakcją, jakby nie darzyli Rosjan szczególną sympatią. Na jednym z filmików widać, jak policja aresztuje pijanego rosyjskiego kierowcę wojskowego kamaza. Rosjanie poruszają się często całą szerokością pasa ruchu, a czasem i dalej. Przez chwilę myślałem, że Putin może mieć pretensje do Łukaszenki, że zawinął mu żołnierza do ciupy, ale raczej się tym nie przejmuje. Gdyby mu Łukaszenka zabrał, dajmy na to, krowę, to inna bajka. Krowa jest pożyteczna.

Kolumny pokazywane przez Białorusinów to istna mieszanka pojazdów. Mam wojskowe nawyki, więc widzę to tak – gdy jedzie brygada piechoty zmechanizowanej, to najpierw jest pododdział rozpoznawczy, potem bataliony zmechanizowane ze swoimi kołowymi wozami BTR czy gąsienicowymi BMP, za nimi ciągniki ewakuacyjne, wozy dowodzenia, łączność, bateria przeciwlotnicza, tyły. Ma to jakiś sens. A po białoruskich drogach jedzie jakiś misz-masz, jakby z bazaru wracali. Trzy sztuki BTR, potem jakieś ciężarówki, bojowe wozy desantowe BMD, radiostacje, wszystko elegancko wymieszane...

Jeśli Rosjanie tak samo ruszają do walki, to nic dziwnego, że zbierają cięgi. Powinni uczyć się od naszego wicepremiera ds. bezpieczeństwa – widziałem w telewizji, jak się przemieszczał po sejmowym korytarzu według żelaznych kanonów taktyki. Przodem szperacz-zwiadowca, by sprawdzić, czy nie ma na korytarzu jakichś nieprzyjaznych dziennikarzy i czy wszystko już czeka, w tym otwarte drzwi do gabinetu. Dwuosobowa straż przednia, awangarda (w NATO – advanced party), która oczyszcza drogę z wszelkich przeszkód. Bokami – osłona skrzydeł (w NATO flanking operations), oddzielająca prezesa od wścibskich reporterów. A za nim straż tylna, ariergarda (w NATO – rear guard), dwóch rosłych chłopów. Tak się organizuje marsz ubezpieczony!

Czytaj też: Masowe groby, gwałty. Życie pod rosyjską okupacją

Gdzie zniknął rosyjski śmigłowiec?

W sieci pojawiło się też inne ciekawe nagranie. 4 kwietnia z lotniska Zjabrowka na Białorusi wycofywano rosyjską 15. Brygadę Lotnictwa Wojsk Lądowych z czterema eskadrami śmigłowców różnych typów, w tym nowymi szturmowymi maszynami Kamow Ka-52 Aligator. Rozmowa radiowa toczyła się między cywilną kontrolą ruchu lotniczego w okolicach miasteczka Homel a rosyjskimi załogami. Nagle przepadł gdzieś jeden Ka-52 o wojskowym numerze rejestracyjnym RF-04812. Wszyscy wywoływali go przez radio. Białoruska kontrolerka ruchu poinformowała, że w pobliżu punktu „trzy siostry” śmigłowiec zawinął na południe i poleciał na małej wysokości w głąb Ukrainy. Wiecie, co to za punkt „trzy siostry”? To styk granic trzech państw: Białorusi, Rosji i Ukrainy. Zadziwiające, że na Białorusi wciąż używa się tej nazwy!

Śmigłowiec przepadł, ukraińskie władze na razie na ten temat milczą. Nie potwierdzają ucieczki rosyjskiej załogi, więc sprawa jest bardzo ciekawa. Inna maszyna tego typu została zestrzelona gdzieś pod Iziumem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że stojący w zawisie Ka-52 oberwał z... kierowanej rakiety przeciwpancernej Stugna-P. No cóż, Rosjanie reklamowali ten śmigłowiec jako „latający czołg” i Ukraińcy najwyraźniej wzięli to sobie do serca.

Czytaj też: Czy Putin i inni mogą odpowiedzieć kiedyś za zbrodnie?

.Karolina Żelazińska/Polityka.

A Morawiecki gratuluje Orbánowi

Nie mam wątpliwości, że Europa walczy teraz o przetrwanie. Biorąc pod uwagę rosyjskie zbrodnie, fakt, że się w ogóle z nimi nie kryją, nie usiłują ich tuszować, odnosi się wrażenie, że Rosja postawiła wszystko na jedną kartę. Jak swego czasu Hitler. Nic Putina nie powstrzyma – NATO, sankcje, straty. Że ludzie poginęli? Znajdą się nowi. Zmobilizuje się przemysł, odbuduje sprzęt. Wojska się odtworzy, uzupełni, lepiej przygotuje i ponownie ruszą do walki. Pod kierownictwem Putina czy innym – tu się długo nic nie zmieni, dziesiątki lat indoktrynacji zrobiły swoje.

Tymczasem słucham premiera Morawieckiego ze szczególną uwagą. Pytany o gratulacje z powodu kolejnego zwycięstwa wyborczego Viktora Orbána zaczął mówić o Niemcach, że to prawdziwi szkodnicy Europy. Śmieszno i straszno, zwłaszcza z gratulacjami – polskie władze ubiegł Putin, który był pierwszy. Niemcy wyrazili właśnie zgodę na reeksport przekazanych kiedyś Czechom bojowych wozów piechoty BMP-1 po wojskach NRD, a Czesi dorzucili do tego czołgi T-72 i wszystko pojechało przez Słowację do Ukrainy. Ukraińscy żołnierze dość często pojawiają się też z nowoczesnymi niemieckimi wyrzutniami przeciwpancernymi Panzerfaust 3.

Czekam na ważną wiadomość od premiera: że dajemy Ukrainie nadwyżki ciężkiego sprzętu. Podpisaliśmy umowę na abramsy, pierwsze mają być w Polsce jeszcze w tym roku. Zróbmy dla nich miejsce w garażach, dajmy Ukrainie nasze T-72, a oni nas obronią przed Putinem. Inaczej sami będziemy z nim walczyć za parę lat.

Czytaj też: Czemu tu leziecie? Czyli jak działa system Putina

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną