Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

46. dzień wojny. Kiedy (i jak) to się może skończyć?

Ukraińska armia zajmuje tereny opuszczone przez Rosjan. Ukraińska armia zajmuje tereny opuszczone przez Rosjan. i-Images/Zuma Press / Forum
Wszyscy zadajemy sobie pytanie: ile to jeszcze potrwa? Kiedy skończą się cierpienia narodu ukraińskiego? Jakie są możliwe scenariusze dalszego przebiegu tej wojny?

Zawsze istnieje obawa, że Ukraina przyjmie jakieś niekorzystne dla niej warunki pokojowe, tylko by przerwać gehennę swoich obywateli. Obecnie jednak, paradoksalnie, takie niebezpieczeństwo zmalało. Ujawnione zbrodnie wywołały tak potężną żądzę odwetu i wolę walki, tchnęły w naród ukraiński szaloną siłę, by wroga ze swoich ziem przepędzić. Jak tu oddać Rosjanom jakieś terytoria, by mogli na nich wyprawiać to samo, co w Buczy czy Mariupolu? Wszyscy chyba rozumieją, że taki pokój, który oddawałby Rosji ukraińskie ziemie, nie zakończy cierpień, wręcz przeciwnie – represje na zajętych terenach będą trwały w najlepsze i nikt nie będzie w stanie nawet udokumentować popełnianych zbrodni.

Dlatego myślę, że Ukraina niesiona sukcesem i dostawami nowego uzbrojenia z Zachodu, mając swoją siłę ducha, odwagę i wytrwałość, a także świadomość, czego mogą Rosjanie dokonać na zajętych przez siebie terytoriach, będzie walczyła do zwycięstwa. Istotą sprawy jest to, że Ukraina musi dostać wszystko, czego potrzebuje, bo czas gra na jej niekorzyść. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że Rosjanie przeanalizują efekty dotychczasowych działań i wyciągną wnioski. Nowy dowódca może choćby usprawnić współdziałanie między wojskami lądowymi a lotnictwem, które zacznie je skuteczniej wspierać. Zwłaszcza że gen. armii Aleksandr Dwornikow docenia wsparcie lotnicze. Kiedy dowodził w Syrii od września 2015 r. do czerwca 2016 r. niewielki rosyjski kontyngent lotniczy wykonał tam 9 tys. lotów bojowych.

Czytaj też: Nowy rosyjski generał do posprzątania bajzlu

Rosyjski atak: walki o Izium

Na szczęście do zaprowadzenia porządku w wojsku rosyjskim jest bardzo daleko. Nie ma jak szybko uzupełnić stanów osobowych wyszkolonymi żołnierzami, podczas gdy część rosyjskich batalionowych grup bojowych wycofanych spod Kijowa ma ledwie 30 proc. stanów wyjściowych. Jakimś cudem udało im się uzupełnić nowym sprzętem, przynajmniej częściowo, 4. Kantemirowską Dywizję Pancerną Gwardii, którą pchnięto przez Izium przodem, w kierunku na Słowiańsk i położony tuż obok Kramatorsk. Rzadka w tym rejonie sieć dróg powoduje, że kierunki działań wojsk są bardzo skanalizowane. Nie ma za dużego pola do manewru. Dlatego wojskom ukraińskim jest w miarę łatwo zorganizować tu dobrą obronę, tworząc kilka kolejnych linii. Rosjanie przełamią jedną linię obronną i od razu trafią na drugą, aż się całkiem wykrwawią. W tym czasie silny odwód dokona kontrataku i wyrzuci wroga z powrotem na pozycje wyjściowe.

Obejrzałem wspaniały reportaż „Ukraina kontratakuje. Bitwa o Łukjaniwkę” w TVN24. Pokazano w nim działania wojsk ukraińskich. Widać było staranne rozpoznanie – działanie aparatu bezpilotowego wokół obiektu ataku na rzecz batalionu, który atakował Łukjaniwkę położoną na północ od Mikołajewa. Widać było, że dowodzący ukraińską grupą uderzeniową nie wyobrażał sobie działania bez wnikliwego obejrzenia obiektu ataku z kamery drona. Oprócz tego miał też zwiadowców na ziemi, którzy długo obserwowali z ukrycia rosyjskie pozycje obronne. Potem był ogień nękający z moździerzy, a sam atak prowadził jedyny czołg, jakim Ukraińcy dysponowali w tym batalionie oraz kilka bojowych wozów piechoty użytych jako substytuty czołgu. Wraz z nimi blisko poszła piechota, która je osłaniała.

Zwróciłem też uwagę na instrukcję dla własnych piechurów: dostaniecie się pod rosyjski ogień – zatrzymajcie się, ukryjcie i wezwijcie artylerię (w domyśle: ze wskazaniem jej celów). Artyleria da salwę, a jak Rosjanie zamilkną, idziecie dalej. Lecz jak zaczną strzelać – to znów wezwijcie artylerię. To świetne współdziałanie czołgu, wozów pancernych, piechoty i artylerii zaowocowało tym, że Rosjanie zostali z Łukjaniwki wyrzuceni, dostając solidne cięgi, tracąc kilka czołgów i kilkanaście wozów pancernych i zapewne nawet kilkudziesięciu ludzi. Ukraińcy stracili dwóch, a kilkunastu zostało poważnie rannych, nie stracili jednak ani jednego wozu bojowego. Tak właśnie wygląda profesjonalne działanie.

Rosyjskie uderzenie na Słowiańsk i Kramatorsk będzie teraz decydujące. Zakładam, że Ukraińcy zdołają odeprzeć to natarcie, ale – niestety – może się zdarzyć też i tak, że po upadku Mariupolu rzucona na północ rosyjska 8. Armia Gwardii zdoła przełamać obronę pod Awdijiwką na północ od Doniecka. Wtedy silne rosyjskie zgrupowania będą szły naprzeciw siebie spod Iziumu i spod Doniecka. Gra będzie wówczas szła o to, by zdążyć wyprowadzić z worka te ukraińskie wojska, które walczą na wschód od tej osi, a zwłaszcza broniących Siewierodoniecka.

Ta część może się, niestety, Rosjanom udać w ciągu jakichś dwóch, trzech tygodni. Ale moim zdaniem, jeśli nawet i doprowadzą do spotkania rzuconej na nowy front 1. Armii Pancernej Gwardii od północy i 8. Armią Gwardii od południa, to będzie ich jedyny sukces. Marny sukces, ale coś, co można ogłosić 9 maja jako „wyzwolenie” Donbasu i ustanowienie lądowego połączenia z Krymem.

Czytaj też: Nadchodzi kluczowa bitwa o Donbas. Teraz liczy się każda godzina

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Wariant ambitny – droga do klęski

Zapewne Rosjanie podejmą równocześnie drugą ofensywę, ale tu sobie połamią zęby. Wyraźnie widać, że gromadzą oni nowe siły pod Czuhujewem na wschód od Charkowa. Mają stąd jeden kierunek natarcia, poza oczywiście wykorzystanym już kierunkiem na Izium. Mogą ambitnie usiłować obejść Charków od południa, przez Merefę i pójść na południe przez Krasnohrad na Dnipro – do tego celu mogą rzucić 2. Armię Gwardii i 20. Armię Gwardii. Mogą też wybrać równoległą oś z Czuchujewa na Pawłograd i pod Dniporo podejść od wschodu. Jednocześnie od południa przez Zaporoże mogłaby pójść na Dnipro 58. Armia i nowo ściągnięta 5. Armia. I zapewne będą dalej walili głową w mur pod Charkowem, całkiem już wykrwawiając swoją 6. Armię.

Tutaj jednak Rosjanie mierzą za wysoko. Na coś takiego nie mają po prostu sił, a podejmowane próby mogą skończyć się tylko jednym – dalszym wytraceniem jednostek wojsk rosyjskich. Myślę, że owa faza ofensywna wojsk rosyjskich potrwa jakieś trzy tygodnie, do początków maja. Później z braku sił Rosjanie przejdą zapewne do obrony, usiłując umocnić się na zdobytych terenach Donbasu i tej części obwodu chersońskiego, która łączy Donbas z Krymem.

Podejrzewam jednak, że jak tylko ukraińskie wojska powstrzymają rosyjskie natarcie, a przynajmniej te wielkie kleszcze Charków–Dnipro–Zaporoże, to natychmiast przejdą do kontrataków. Początkowo ich sukcesy nie będą duże, będą zdobywać poszczególne wsie, miasteczka. Potem jednak, jeśli tylko starczy im sił oraz realnej pomocy militarnej (sprzęt, sprzęt, sprzęt!) z NATO, zadadzą Rosjanom takie straty, że ci utracą całkowicie zdolność do efektywnych działań.

Faza ofensywna Ukrainy może potrwać od maja do lipca. Jeśli jednak Ukraińcy zdołają wyrzucić Rosjan z zajmowanych przez nich terenów, to ich pozycje negocjacyjne będą dużo mocniejsze. Zresztą w pewnym momencie Rosjanie dziesiątkowani kolejnymi ciosami może sami się cofną na pozycje sprzed 24 lutego 2022 r., choć to już mało prawdopodobne.

Czytaj też: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

A co jeśli Rosjanie nie uznają klęski?

Może się też zdarzyć, że gdy rosyjskie wojska zostaną wyrzucone poza granice Ukrainy latem tego roku, to Rosjanie nie będą – paradoksalnie – skłonni do podpisania pokoju ani nie będą tych wojsk wycofywać do garnizonów. Mogą zostawić takie zarzewie konfliktu, jakie zostawili w 2014 r. w Donbasie na kolejnych osiem lat. Owe zmagania w Donbasie w latach 2014–22 to niezauważony przez świat wrzód, rosyjski nowotwór toczący nie tylko zdrową ukraińską tkankę, ale mogący rozlać się na całą Europę. Świat tego nie zauważał, bo nie chciał, zachowując się jak dziecko, które w obliczu pożaru chowa się do szafy.

W takiej sytuacji trzeba by wprowadzić misję pokojową na granicę z Ukrainą, okresowo rotowaną, na przykład pod flagą Unii Europejskiej. Kontyngent początkowo musiałby być dość znaczący, ale później można by go radykalnie zmniejszyć. Chodzi o to, by Rosji uświadomić, że atak na ukraińskie ziemie byłby atakiem na całą UE, a jeszcze lepiej na NATO. Bo w takiej sytuacji w interesie wszystkich byłoby przyjęcie Ukrainy do NATO, by postawić Rosji zaporę.

Czas bowiem przypomnieć doktrynę prezydenta USA Harry′ego Trumana z marca 1947 r. powstrzymywania komunizmu (doctrine of communism containment). Można powiedzieć, że przeżywamy jakieś dziwaczne déjà vu. Zbrodnie wojenne i bombardowania miast – jak w II wojnie światowej. Trzy bitwy o Charków – całkiem jak w czasie tej wielkiej wojny. Nowy Lend Lease, też jak w II wojnie światowej. Po zakończeniu wojny pora zatem na doktrynę Trumana bis (doctrine of Russia containment) i plan Marshalla dla Ukrainy. Czyli pełna powtórka z rozrywki.

Czy o czymś zapomniałem? Acha, no tak. Pragnę państwu ogłosić: otóż od Murmańska na północy, przez Narwę i Psków, wzdłuż Bugu na polsko-białoruskim pograniczu, po Biełgorod i Rostów na Donem zapadła potężna żelazna kurtyna…

Czytaj też: Żelazem i mięsem. Chaos i okrucieństwo rosyjskiej armii

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną