Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

53. dzień wojny. Rosyjskie lotnictwo? Nadziwić się nie mogę

Ukraińskie wojska obrony terytorialnej badają miejsce, gdzie zestrzelono rosyjski Su-34. Czernihów, 6 kwietnia 2022 r. Ukraińskie wojska obrony terytorialnej badają miejsce, gdzie zestrzelono rosyjski Su-34. Czernihów, 6 kwietnia 2022 r. Serhii Nuzhnenko / Reuters / Forum
Mimo całej swej nieudolności Rosjanom udało się wywalczyć przewagę w powietrzu. Lotnictwo ma w tej wojnie dużą rolę do odegrania, również w działaniach lądowych.

Trzeba wyjaśnić, że przewaga powietrzna to pojęcie wojskowe i nie oznacza po prostu większej liczby lotnictwa. Przewagę może wywalczyć strona ze słabszym lotnictwem, jak Wielka Brytania w bitwie o Anglię w 1940 r. To stan, gdy jedna ze stron konfliktu jest skuteczna w powietrzu i ponosi straty do zaakceptowania, a druga działa sporadycznie i na bardzo ograniczoną skalę.

Co dzieje się na frontach w Ukrainie? Krótko – nie ma większych zmian. Rosjanie prowadzą intensywne ataki pod Iziumem i na wschód od niego, na południe od Borowej i pod Siewierodonieckiem. Nigdzie nie robią postępów większych niż 1 km. Za to stracili kolejnego generała: gen. mjr. Władimira Frołowa, zastępcę dowódcy 8. Armii Gwardii walczącej pod Mariupolem. Informację podały rosyjskie źródła, publikując relację z pogrzebu.

Paweł Reszka: Bucza, Irpień, Borodzianka. Jak tu zacząć nowe życie

Rosjanie stratni w powietrzu

Siły powietrzne Ukrainy wykazały zadziwiającą żywotność. Choć 24 lutego Rosjanie uderzyli na wszystkie jej lotniska wojskowe, zniszczyli – tylko te informacje zostały potwierdzone – sześć MiG-29 i jednego Su-27 na ziemi, kilka maszyn zestrzelili w powietrzu. Wróg też poniósł straty, i to chyba poważniejsze.

Lotnictwo Ukrainy przeniosło się na lotniska cywilne już przed wybuchem wojny, dlatego skutecznie stawiało czoła Rosjanom, okresowo wspierając także własne wojska lądowe. Udało się też ocalić przynajmniej część naziemnych radarów, które często zmieniają pozycje. To dzięki nim Ukraina znała sytuację w powietrzu, mogła naprowadzać myśliwce, alarmować wojska i miasta o nadciągających zagrożeniach.

Ocalała też część przeciwlotniczych zestawów rakietowych średniego zasięgu. Na przykład wokół Kijowa utworzyły one bardzo skuteczny pierścień obronny. Jeśli stolica jest atakowana, to głównie rakietami balistycznymi, rzadziej skrzydlatymi (manewrującymi), bo je łatwiej zestrzelić. O wiele mniej skuteczną obronę ma Charków, ale i tu rakiety przeciwlotnicze średniego zasięgu (odpalane z wyrzutni na gąsienicach) zniszczyły co najmniej kilka rosyjskich samolotów.

Podkast: Skąd się bierze odporność Ukrainy? I co będzie dalej?

Iskander bazy nie zniszczy

Największym problemem są dla ukraińskich sił powietrznych poniszczone lotniska. Tutaj dwa wnioski dla nas. Po pierwsze, bazy lotnicze muszą być bardzo silnie bronione. Tylko mocne bombardowanie lotnicze może unieruchomić je na dłuższy czas. Nie da się zniszczyć pasa startowego za pomocą Iskandera, można tak najwyżej wybić dziurę, którą w sześć godzin załata batalion remontu. Ma do tego specjalny sprzęt, w tym rozkładane na zasypanym dole maty pozwalające na błyskawiczną odbudowę strat. I to jest drugi wniosek dla nas – jedyny 16. Jarociński Batalion Remontu Lotnisk im. gen. bryg. Stanisława Taczaka to stanowczo za mało.

A gdyby pójść dalej i przyjąć znany ze Szwecji system z drogowymi odcinkami lotniskowymi? Lotnictwo jest doskonale zabezpieczone, ma blisko setkę odcinków autostrad i zwykłych szos, z których mogą operować samoloty bojowe. Szwedzkie lotnictwo jest nie do zniszczenia na ziemi. A przecież i my w czasach PRL szkoliliśmy się w startach i lądowaniach na drogach publicznych i specjalnych odcinkach. Każdy pułk miał poza własnym lotniskiem regularne lotnisko zapasowe (Płoty, Pieniężnica, Sąpolno, Broczyno, Oleszno, Wdzydze i wiele innych), własny drogowy odcinek lotniskowy albo dwa. Może w obliczu tego, co stało się w Ukrainie, warto wrócić do tej koncepcji?

Czytaj też: Polska zatyka dziurę w niebie. Efekt wojny w Ukrainie

Rakiety przeciwlotnicze zbierają żniwo

Co po drugiej stronie? Po początkowych wyczynach z bronią kierowaną, której lotnictwo rosyjskie używało i tak dość oszczędnie, samoloty bojowe przeszły do bombardowania zwykłymi, niekierowanymi bombami i ostrzeliwania celów z rakiet niekierowanych.

W Ukrainie odnotowano dosłownie pojedyncze przypadki użycia bomb KAB-500Ł kierowanych laserowo (spadły na budynek Obwodowej Administracji w Charkowie 1 marca i podobny w Mikołajowie 26 marca) i KAB-500Kr kierowanych telewizyjnie. Z pewnością podobne ataki wyprowadzano na budynki administracji w Kijowie. Nagłośnione przypadki użycia KAB-500 (nie wiadomo, której wersji) to ataki z 10 i 16 marca w Mariupolu. W pierwszym przypadku Rosjanie uderzyli na szpital położniczy, twierdząc, że mieścił się tam sztab pułku Azow, w drugim przypadku celem był teatr dramatyczny, w którym ukryli się cywilni mieszkańcy, w tym matki z dziećmi. Mogło zginąć ok. 300 osób.

Kiedy się temu przyjrzymy, okaże się, że kuleje w Rosji kwestia opracowania i masowej produkcji uzbrojenia kierowanego dla samolotów. Przecież całe używane uzbrojenie kierowane, rakiety przeciwradarowe Ch-31P, bomby z rodziny KAB-500, rakiety Ch-29 czy nawet Ch-59 – wszystko to pochodzi jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. Przynajmniej do 1991 r. pojawiały się prototypy takiej broni. Przez ponad 30 lat nie powstał żaden nowy sprzęt kierowany dla samolotów, który wszedłby do seryjnej produkcji. A zapasy starych rakiet i bomb precyzyjnych szybko się skończyły. I tak lotnictwo Rosji prowadzi działania powietrzne z epoki wojny w Wietnamie ponad pół wieku temu.

W tej sytuacji wsparcie wojsk oznacza podlatywanie na małej wysokości do wskazanych celów, samoloty często muszą krążyć, by się dobrze przyjrzeć i odróżnić wojska ukraińskie od własnych. Nic więc dziwnego, że krwawe żniwo zbierają przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe, które mogą strzelać tylko do nisko lecących samolotów i śmigłowców.

Nieco lepiej jest w przypadku rosyjskich śmigłowców bojowych, uzbrojonych w nowe rakiety przeciwpancerne 9M120 Ataka. Ale były opracowywane w 1985 r., a do uzbrojenia weszły w 1996 r. Rosjanie nadal nie mają na śmigłowcach rakiet kierowanych, które mogą być odpowiednikiem amerykańskich pocisków Helfire. Śmigłowce, teoretycznie łatwo dostępne dla wojsk, bo stanowiące element ich ugrupowania, też nie wykazują się największą skutecznością.

Paweł Kowal: Imperium do rozbiórki. Putina trzeba osłabić już teraz

Najcięższe bomby na świecie

Mimo wszystko rosyjskie lotnictwo może odegrać pewną rolę na polu walki, choć do niedawna zajmowało się głównie bombardowaniem miast, bezsensownie marnując swój wysiłek. Pożytek z militarnego punktu widzenia z tego żaden, za to większa wola walki po stronie Ukraińców.

Jaką więc rolę może odegrać? Taką jak do tej pory: ma głównie powstrzymywać kontrataki. Rosyjskie samoloty bombowe i szturmowe, śmigłowce bojowe oraz artyleria były głównym narzędziem zatrzymywania ukraińskich natarć. Wojska na ziemi zupełnie sobie z tym nie radziły. Mimo całej swej ułomności rosyjskie lotnictwo jest dostępne w stosunkowo dużej liczbie, bo na miejsce zestrzelonych maszyn na zatłoczone lotniska na północny wschód, wschód i na Krym ściąga się nowe samoloty z głębi kraju.

Rosjanie pokazali ostatnio, jak mogą użyć lotnictwa. Samoloty Tu-22M3 należące do 52. Ciężkiego Pułku Bombowego Gwardii lotnictwa strategicznego (Dalnaja Awiacja), stacjonujące na lotnisku Szajkowka pod Kaługą nieco na wschód od Białorusi, 15 kwietnia zbombardowały Mariupol, a konkretnie zakłady Azowstal, gdzie wciąż się bronią ukraińskie wojska. Użyli do tego celu bardzo starych bomb FAB-3000M-54 o masie aż 3 tony każda – to najcięższe bomby burzące na świecie. Wyjęto je z magazynów ze starociami, bo to jedyna rosyjska broń zdolna naruszyć lub nawet zniszczyć część podziemnych korytarzy.

Nikt na świecie nie używa tego uzbrojenia, bo jakiś czas temu opracowano specjalne bomby penetrujące do niszczenia podziemnych instalacji. Mają wzmocniony korpus, często przyspieszacze rakietowe i inteligentny zapalnik, który powoduje detonację dopiero we wnętrzu atakowanej instalacji, gdy pocisk wbije się już głęboko w ziemię. W Rosji, jak widać, niczego podobnego nie ma.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Kto przewalił pieniądze na modernizację?

Patrzę na to wszystko i nadziwić się nie mogę. Od 2009 r. trwa intensywna reorganizacja i modernizacja rosyjskich sił powietrzno-kosmicznych. Zamawiane są nowe samoloty, takie jak Su-30SM, Su-35 i MiG-35, które w istocie są starymi maszynami po face liftingu. Notabene produkcja tych ostatnich kuleje i do uzbrojenia wprowadzono całe dwie maszyny (osiem według innych źródeł). Nowe bombowce Su-34 rzucają stare bomby i strzelają rakietami niekierowanymi – to uzbrojenie jakby nie z tej epoki. Nowoczesne myśliwce piątej generacji o utrudnionej wykrywalności, jakimi Amerykanie dysponują już ponad ćwierć wieku, które eksportują (F-35) i na jakich latają też operacyjnie Chińczycy (własnej konstrukcji J-20), wciąż przechodzą w Rosji próby. I końca nie widać. Mowa o Su-57, czyli kompleksie bojowym PAK-FA. Uzbrojenia kierowanego – w Rosji jak na lekarstwo, w dodatku jest mocno przestarzałe. Rozpoznanie lotnicze jest bardzo ułomne, delikatnie mówiąc.

Można spytać: kto przewalił pieniądze na modernizację sił powietrzno-kosmicznych? Pewną wskazówką mogą być jachty rosyjskich oligarchów wielkości średnich wycieczkowców, niekiedy droższe niż zatopiony krążownik rakietowy „Moskwa”.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną