Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Biden coraz słabszy. Zbyt ostrożnie obchodzi się z Putinem?

Mimo dobrych ocen Joe Bidena za granicą za politykę USA wobec rosyjskiej inwazji w kraju prezydent cieszy się coraz mniejszym poparciem. Mimo dobrych ocen Joe Bidena za granicą za politykę USA wobec rosyjskiej inwazji w kraju prezydent cieszy się coraz mniejszym poparciem. Jonathan Ernst / Reuters / Forum
Mimo dobrych ocen Joe Bidena za granicą za politykę USA wobec rosyjskiej inwazji na Ukrainę w kraju prezydent cieszy się coraz mniejszym poparciem.

Według średnich notowań z czterech ostatnich sondaży tylko 39 proc. Amerykanów wyraża aprobatę dla sposobu sprawowania rządów przez Bidena, natomiast 55 proc. ocenia je negatywnie. To najniższe słupki w czasie jego prezydentury i gorsze niż wyniki dwóch ostatnich demokratycznych prezydentów Billa Clintona i Baracka Obamy w analogicznym okresie – po 15 miesiącach pierwszej kadencji. Słabnąca popularność Bidena to fatalna wiadomość dla Partii Demokratycznej przed tegorocznymi wyborami do Kongresu. I nie najlepsza dla sojuszników USA w czasie wojennej konfrontacji z Rosją.

Amerykanie nie wierzą w putinowskie zwyżki cen

Poparcie dla prezydenta spadło we wszystkich grupach elektoratu, które głosują zwykle na demokratów – wśród kobiet z 51 proc. w styczniu do 44 proc. obecnie, wśród Latynosów z 48 do 39 proc. Dotyczy to także niezależnych wyborców, z których w styczniu 36 proc. wystawiało Bidenowi dobre oceny, zaś obecnie tylko 32 proc. Młodzi Amerykanie (do 30 lat), którzy w wyborach w 2020 r. także głosowali w większości na Bidena, dziś są rozczarowani jego rządami. Pochwala je tylko 43 proc., a 57 proc. wyraża dezaprobatę.

Niewielki skok w górę po wygłoszonym przez prezydenta w marcu w Kongresie orędziu o stanie państwa – zwykle następujący przy takiej okazji – okazał się przejściowy. Z badań opinii wynika, że przyczyną słabnącego poparcia są krajowe problemy jego administracji. Przede wszystkim gospodarka. Bezrobocie spadło w marcu do rekordowo niskiej wysokości 3,6 proc., umiarkowany boom trwa, ale wzrost dochodów pożera inflacja, według oficjalnych statystyk sięgająca już 7,9 proc., co jest najwyższym wskaźnikiem od 40 lat. Wzrosły ceny benzyny, żywności i mieszkań, a więc dóbr powszechnego użytku. Rząd próbuje tłumaczyć, że wszystko drożeje z powodu wojny – Biały Dom mówi o „Putin′s price hike” (putinowskiej zwyżce cen) – ale Amerykanie nie dają temu wiary. Bardziej przekonuje ich narracja prawicy, według której inflację nakręciły hojne wydatki na programy społeczne, uchwalone przez demokratyczną większość w Kongresie. To tylko po części prawda, ponieważ zwyżka cen jest naturalną reakcją na raptowny wzrost popytu po opanowaniu pandemii.

Poza gospodarką popularności nie przysparza Bidenowi wzrost przestępczości, zwłaszcza z udziałem przemocy, oraz trwający od początku jego kadencji napór nielegalnych imigrantów na granicę z Meksykiem. Konserwatywne media wykorzystują to jako dowód kryzysu, strasząc, że przybysze z południa będą obciążeniem dla budżetów stanowych na świadczenia socjalne, a wielu z nich może być zakażonych koronawirusem. Mimo to Biden zapowiedział uchylenie tzw. Title 42, czyli specjalnego zarządzenia wprowadzonego przez Trumpa, pozwalającego na deportację nielegalnych imigrantów bez rozpatrywania ich wniosków o azyl ze względu na covid. Prezydent uczynił to najpewniej pod naciskiem lewicy, ale zapowiedź wywołała protesty także wielu demokratów, zwłaszcza ubiegających się w tym roku o reelekcję do Kongresu, ponieważ dostarcza dodatkowych argumentów ich republikańskim oponentom. Uchyleniu Title 42 sprzeciwia się nawet umiarkowany senator z Delaware Chris Coons, tradycyjny sojusznik Bidena.

Biden zbyt ostrożny wobec Putina?

Ciekawe, że większość amerykańskiego społeczeństwa nie jest zadowolona z polityki Bidena w sprawie wojny w Ukrainie, przychylnie na ogół przyjmowanej przez sojuszników Ameryki. Według sondażu telewizji NBC News 70 proc. Amerykanów niespecjalnie ufa w jego zdolności do poradzenia sobie z rosyjską inwazją. W sondażu NPR/Ipsos większość respondentów uznała, że prezydent jest „zbyt ostrożny” w polityce wobec Putina. Ponad 60 proc. uważa, że należy udzielać Ukrainie poparcia, o jakie zabiega, chociaż jedynie 20 proc. jest zdania, że trzeba jej dać wszystko, o co prosi, nawet jeśli oznacza to ryzyko eskalacji wojny poza jej granice. Tylko 36 proc. wyraziło opinię, że odpowiedź Bidena na wojnę jest właściwa.

Krytyczną ocenę tłumaczy zapewne częściowo bezwzględna propaganda prawicy. Niemal wszyscy politycy republikańscy i konserwatywne media, z telewizją Fox News na czele, lansują tezę, że do inwazji mogło nie dojść, gdyby Biden nie okazał wcześniej słabości, przede wszystkim chaotycznie wycofując wszystkie wojska z Afganistanu. Niektórzy twierdzą, że sankcje na Rosję powinny być zastosowane jeszcze przed napaścią, co ich zdaniem mogło Putina powstrzymać. Obecnie do intensywniejszej pomocy wojskowej – dostarczania na Ukrainę np. samolotów MiG-29, czołgów i systemów rakietowych, a nawet wprowadzenia tam stref zakazu lotów (no-fly zones) – wzywają także w telewizji niektórzy eksperci militarni, przeważnie emerytowani generałowie, w tym związani z ekipami poprzednich demokratycznych prezydentów.

Czytaj też: Ukraina jako pionek. Dlaczego media drukują narrację Putina?

Biden taki po prostu jest

Nie jest jasne, ilu Amerykanów odpowiadających w sondażach, że trzeba „dać Ukraińcom więcej”, przewiduje i bierze pod uwagę możliwe konsekwencje zwiększania pomocy wojskowej. Można natomiast podejrzewać, że sceptycyzm wobec Bidena jako wodza naczelnego wiąże się z postrzeganiem jego osobowości. Przemawiając, 79-letni prezydent nie porywa tłumów, mówi często niewyraźnie, zacinając się i myląc, co prawica podchwytuje jako rzekomy dowód jego słabnącego intelektu. W rzeczywistości Biden zawsze był skłonny do gaf, niezdyscyplinowanego gadulstwa i mówienia rzeczy nieprzemyślanych. Tymczasem w okresach kryzysu, jak obecnie, od prezydenta USA społeczeństwo oczekuje silnego przywództwa, optymalnie na miarę Churchilla – do którego dziś porównuje się tylko Wołodymyra Zełenskiego.

Niezależnie od tego, na ile przyczyną niskich ocen Bidena jest styl jego prezydentury, faktem jest, że jego spadające notowania źle wróżą demokratom przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Wybory w połowie pierwszej kadencji urzędującego prezydenta są zawsze – jak uczy historia – swoistym plebiscytem na temat jego rządów. Przewaga demokratów w Kongresie jest dziś minimalna i według wszelkich prognoz i analiz obie jego izby przejdą po wyborach w ręce republikanów. Oznacza to, że pozycja Bidena będzie wtedy jeszcze słabsza, co musi się, niestety, odbić także na jego polityce zagranicznej. Słabnący prezydent będzie bardziej podatny na presję opinii publicznej. Pytanie, jak wpłynie to na jego postawę w dalszej konfrontacji z Rosją, wydaje się retoryczne.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną