Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Mariupola już nie ma. To nigdy nie było rosyjskie miasto

Mariupola już nie ma. Widok miasta z 22 kwietnia 2022 r. Mariupola już nie ma. Widok miasta z 22 kwietnia 2022 r. Peter Kovalev / TASS / Forum
Trudno w to uwierzyć, jeszcze trudniej się z tym pogodzić. Środek Europy, 2022 r. Putin każe zburzyć półmilionowe miasto, mordować i porywać jego mieszkańców. Bomba spada tu co trzy minuty.

To prawda, Amerykanie w Wietnamie zabijali cywilów, w Iraku nie było śmiercionośnej broni, chemicznej ani jądrowej. Ale wydawało się, że jesteśmy dalej, coś takiego miało się już nie wydarzyć.

Długo nie było mi po drodze do Mariupola. Bo daleko, peryferie donieckiego obwodu. Bo Donieck to centrum administracji, wielki przemysł, wielkie pieniądze, Rinat Achmetow, Szachtar. A Mariupol trochę z boku. Dziesiąte miasto w Ukrainie. Może dlatego Wiktor Juszczenko pojechał tam podczas kampanii wyborczej jesienią 2004 r. To nie był Donieck, który należał całym sercem do Janukowycza, a jego witano tam obelgami. I był mniej zajadły niż Donieck, który zwalczał pomarańczowych. Mariupol wydawał się łagodniejszy, wielokulturowy, otwarty; mieszkali tu Ukraińcy, Rosjanie, Grecy, Włosi, Tatarzy, Żydzi, a nawet 4 tys. Polaków. Od dawna wszyscy obok siebie. Pojechałam i ja do Mariupola.

Mariupol. To nie było rosyjskie miasto

Jak cały wschód Ukrainy Mariupol był zdecydowanie rosyjskojęzyczny, co nie znaczy, że jest rosyjskim miastem. Ani że tylko Rosjanie tam żyją. Tak było historycznie. Rosja była blisko, w Rosji każdy miał znajomego, wujka, kuzyna.

Zresztą był czas, że Ukraina mówiła po rosyjsku chętniej niż po ukraińsku. Po pierwszym niepodległościowym wybuchu entuzjazmu do własnej ojczyzny gładko powrócono do rosyjskiego w domach i na ulicach. Tak było łatwiej. Po rosyjsku były książki, gazety, telewizja. Może opozycyjny 5 Kanał był dwujęzyczny, kto chciał i potrafił, mówił po ukraińsku. Nikogo nie dziwiło, że Donbas jest rosyjskojęzyczny, i nikomu to nie przeszkadzało. Oglądano tam częściej rosyjskie kanały, były od ukraińskich atrakcyjniejsze: więcej gwiazd, filmów, pieniędzy. Niestety także rosyjska propaganda od rana do wieczora wżerała się w głowy.

Ale atmosfera w Mariupolu różniła się od donieckiej nawet na pierwszy rzut oka. Mniej wypasionych aut, mniejszy rozmach, skromniej. Sercem Mariupola była huta Azowstal, ogromna i narzucająca styl życia. Azowstal zajął jedną czwartą powierzchni miasta – było przemysłowe. Zresztą przemysł metalurgiczny rozwijał się tu od XIX w. Większość produkcji stąd i innych zakładów ciężkiego przemysłu eksportowano do Rosji. Port handlowy też szybko nabierał znaczenia, by stać się – obok Odessy – ważnym i wielkim już w carskiej Rosji. Tędy transportowano zboże i węgiel, który do Mariupola docierał koleją, pochodzącą z tego samego okresu.

W niepodległej Ukrainie Mariupol był ważny w kontaktach handlowych, bo gospodarka rosła, a zwłaszcza eksport zboża. Nie dało się tego wywieźć koleją, porty były niezastąpione. Była też stocznia, uniwersytet i Akademia Morska.

Czytaj też: Skarby Donbasu. Czego Putin tutaj szuka? Może się przeliczyć

Plaża w mieście i smog

Mariupol leży nad Morzem Azowskim i to też tworzyło atmosferę tego miejsca. Portowe miasta są z reguły bardziej otwarte na świat, mają więcej przestrzeni, horyzont sięga dalej, jest większe poczucie wolności, nawet jeśli iluzoryczne. Rodzi się w takich okolicznościach marzenie o zdobyciu świata albo o spróbowaniu, jak wygląda. O przygodzie. Takie przecież były i Gdańsk, i Gdynia, a nawet Ryga, Tallin czy Odessa. Port daje oddech, to się czuło już po opuszczeniu dworca.

Była też plaża, co wydawało się cudne – piaszczysta plaża prawie w samym centrum miasta. Plażowanie było podobno jedną z ulubionych form spędzania czasu, woda latem miała nawet 26 st. Tylko była szara, jak to w portowych i przemysłowych miastach. A raczej tam, gdzie słowo „ekologia” nie miało znaczenia, bo tym zajmowali się głównie szaleńcy. Liczyły się produkcja, eksport i pieniądze, pieniądze.

W wielkiej hucie też nikt raczej o ekologii nie myślał. Mariupol osnuwał smog, o którym mówiono, że to nadmorska mgła. W Krakowie, gdzie studiowałam, też taki wisiał, nowohucki, trudno było oddychać, zwłaszcza jesienią i zimą. W Mariupolu domy były bardziej szare, a oddychać należało z umiarem. To podobno jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie. Było to widać nawet na chusteczce do nosa, jeśli się jej użyło.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Polityka i radzieckie zaszłości

Kiedy na wiec przylatywał do Mariupola Juszczenko, a był październik, lotnisko odmówiło zgody na lądowanie. Jak tłumaczono, z powodu gęstej mgły. Pamiętam, że mgła była faktycznie i nawet w mieście ograniczała widoczność. Samolot z Juszczenką skierowano do Doniecka, stamtąd opozycyjny kandydat dotarł do Mariupola samochodem, chyba taksówką. Było podejrzenie, że to nie pogoda, a niechęć do polityka kazała utrudniać mu życie w nadziei, że może wiec się nie odbędzie.

Oczekiwało go tutaj kilka tysięcy zwolenników. Wielki tłum, co nastrajało optymistycznie i dobrze rokowało. Ale była też grupa przeciwników zaopatrzonych w rosyjskie flagi i wykrzykujących paskudne, wrogie hasła. Podobno komuniści wszędzie na Wschodzie byli przeciw opozycji, popierali Janukowycza, wcześniej Kuczmę. Nikt nawet nie myślał, że Rosja może tu wkroczyć, cały ten świat stanie na głowie, miasta nie będzie, bloki mieszkalne będą straszyć wypalonymi oknami, słynny teatr legnie w gruzach, a reprezentacyjny deptak w centrum zryją bomby.

Wtedy wyglądało to na zwykłą walkę polityczną przed wyborami. W Mariupolu mieszkali Rosjanie, w XIX w. stanowili nawet większość, ale już w 1939 r. dominowali Ukraińcy. I to się nie zmieniło, miasto było ukraińskie. Pozostałości z czasów radzieckich trwały jak wszędzie, także na zachodzie kraju – pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, czerwone gwiazdy, socrealistyczne budowle... Pomnik Lenina. Mariupol aż do 1989 r. nazywał się Żdanow ku czci radzieckiego działacza. Ale to była Ukraina w każdym calu, przynajmniej dla mnie. Z czasem nawet coraz bardziej. W Mariupolu obchodzono też piękne święto ukraińskiej kultury: Dzień Wyszywanki.

Miał tutaj dwie huty i dużo więcej jeszcze Rinat Achmetow, najbogatszy Ukrainiec. Jego imperium było w Doniecku, ale szybko rosło i ogarniało też Mariupol. Był uważany za prorosyjskiego, do Rosji sprzedawał większość tego, co produkowały jego huty i kopalnie. Był sponsorem prorosyjskiej Partii Regionów Janukowycza, z jej list wszedł nawet do parlamentu. Skrytykował wojnę Putina w ostrych słowach, powiedział też, że jego firmy nie będą pracować pod rosyjskim reżimem czy okupacją. Wprawdzie pozostawał w konflikcie z Zełenskim, ale po rosyjskiej inwazji oświadczył, że to nie jest czas na spory, bo Ukraina jest jedna. A Mariupol jest ukraińskim miastem i zostanie odbudowany – także za jego pieniądze. Sporo majątku zresztą stracił, choć należy do osób, które się nie poddają, co trzeba mu przyznać.

Ale, całkiem na marginesie, może tej wojny by nie było, gdyby oligarchowie tacy jak Achmetow nie torpedowali reform, nie uprawiali korupcji politycznej, gdyby Ukraina była w NATO czy UE. Aleksander Kwaśniewski ciągnął na Zachód Leonida Kuczmę, jednak opór był silniejszy. To tylko gdybanie...

Czytaj też: Czemu tu leziecie? Czyli jak działa system Putina

Upadł mit o Donbasie

W 2004 r. obwód doniecki zagłosował na Janukowycza w ponad 90 proc. Juszczenko został prezydentem dopiero po pomarańczowym Majdanie, w trzeciej turze wyborów 26 grudnia. W Mariupolu byłam dobrych kilka lat później, też przy okazji kampanii wyborczej. Jechałam pociągiem z Doniecka. Miasto się rozrosło, może wyładniało; zbudowano nowe bloki, bardziej kolorowe i mniej radzieckie niż typowe chruszczowki, szare, z balkonami zamienianymi na spiżarnie, uginającymi się od worków z ziemniakami i beczek z kapustą. A może był słoneczny dzień, kiedy świat wydaje się ładniejszy? Smog wisiał jak zawsze. I zapach był jak dawniej – przemysłowego miasta, dymu, spalanego węgla i morza. Mariupol wciąż był najbardziej zadymionym miastem w Ukrainie albo i dalej.

Całą podróż przegadałam z panią, która pracowała w hucie jako księgowa. Opowiedziała mi, z umiarkowanym gniewem, że ekologią wciąż nikt się nie przejmuje. Liczą się pieniądze, nie czysta woda czy powietrze. Niedaleko plaży, mówiła, zatonął statek z ładunkiem chemii czy nawozów sztucznych; nawozy skaziły wodę, zmieniła kolor na bardziej turkusowy. Ludzie i tak chodzili na plażę, kąpali się. Tłumaczyła mi, że Donbas zawsze będzie głosował na Janukowycza i jego Partię Regionów, choć jak najbardziej uchodził za prorosyjskiego. Mówiła, że władza mało zajmuje się Donbasem, a powinna, bo utrzymuje kraj, zwłaszcza tych leniuchów z zachodu. Takie przekonanie panowało powszechnie. Że to nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, okazało się dopiero w 2014 r., kiedy w regionie pojawili się separatyści. Kijów wtedy wreszcie dokładnie policzył, co i jak.

Czytaj też: Prymitywna wiara w masę żelaza. Armia Rosji jak Titanic?

Rok 2014. To już była wojna z Rosją

W Mariupolu był wielki prawosławny sobór Świętej Trójcy i słynna prawosławna ikona Matki Bożej Mariupolskiej, zwana też wskazującą drogę (ma piękną twarz). Jest parafia, kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej i meczet Sułtana Sulejmana. Mariupol był zawsze wielokulturowy, mieszkali tu Tatarzy, Turcy, Ormianie, a wpływy Krymu były spore, podobnie jak Doniecka. Cerkwie, meczet, kościoły. Były. Czy stoją nadal? Nie wiem. Wszystkie kontakty się pourywały, milczą telefony. Był też ogród zoologiczny, nazywany zooparkiem. Nawet nie chcę myśleć, co się podziało z jego mieszkańcami.

Potem przyszedł 2014 r. Wybuchła wojna z separatystami, choć w rzeczywistości to już była wojna z Rosją, bo Moskwa stała za wszystkim, co się działo w Donbasie. Do Mariupola wojna też dotarła, nie mogło być inaczej. Ukraińska armia nie była w stanie temu zapobiec. Była za słaba, a przekonanie o przyjaźni Ukrainy i Rosji uśpiło czujność tak bardzo, że żołnierze nie mieli hełmów ani kuloodpornych kamizelek. Na ulicach doszło do zbrojnych walk. Separatyści okupowali Mariupol, przez wiele dni trwał ostrzał, zostali wyparci. Do walk doszło w kolejną rocznicę wygranej z faszyzmem, 9 maja, kiedy w Mariupolu odbywał się tradycyjny uroczysty pochód. Tym razem uczestniczyli w nim także separatyści, nasłani z Doniecka, który był już pod ich kontrolą. Ukraińska armia dotarła spóźniona. Miała zapobiec temu, co wydarzyło się w Doniecku i Ługańsku. Nie zapobiegła, wybuchły zamieszki. W centrum miasta, tam, gdzie do niedawna stał Teatr Dramatyczny.

Od pocisków zginęło kilku cywilów. To było propagandowe złoto dla Rosji. Dopiero dużo później okazało się, że to nie wojsko sprowokowało zajścia. Tego samego dnia zaatakowano posterunek milicji, napastnicy wdarli się do budynku, doszło do strzelaniny. Budynek podpalono. W sumie – scenariusz podobny do donieckiego. Do donbaskiego. Od kul snajperów zginęło kilku oficerów armii rządowej. Było jasne, że oddziały regularnej armii tracą kontrolę nad miastem. Mieszkańcy, dotychczas bierni i dość obojętni politycznie, skupieni na zarobkach i sprawach ekonomicznych, nagle ocknęli się na dobre. Pod wpływem rosyjskiej propagandy – bo jednak rosyjskie kanały były nadzwyczaj popularne – część osób uwierzyła, że walczy z faszyzmem nadciągającym z Kijowa wraz z nową, pomajdanową władzą. To byli wyborcy Partii Regionów. Pozostali poczuli się Ukraińcami jak nigdy dotąd. Bo dotychczas byli związani z regionem, doniecczyzną, czuli się bardziej mariupolanami niż Ukraińcami.

Mariupol został zaatakowany jeszcze dwukrotnie przez separatystów z użyciem broni ciężkiej. Ludzi dopadł strach, że miasto zostanie zniszczone, że stracą domy, pracę, jakiś swego rodzaju komfort. Dochodziło do napadów, rabunków, kradzieży. To się wcale nie zaczęło w 2022 r. Już wtedy ludzie, przerażeni i wściekli, ruszyli do obrony miasta, całkiem spontanicznie, oddolnie. Mówiło się, że sporą rolę odegrały pieniądze Achmetowa, który już wiedział, co nastąpiło w Doniecku, i chciał bronić interesów w Mariupolu. Okopy budowali wszyscy, starzy, młodzi, wciąż elegancko ubrane kobiety, w butach na wysokich szpilkach. Wznosili barykady. Pomagali ukraińskim żołnierzom, każdy jak potrafił. Wspólnym wysiłkiem udało się obronić. Miasto oparło się trzem gwałtownym próbom podboju.

Paweł Reszka: Bucza, Irpień, Borodzianka. Jak tu zacząć nowe życie

Mariupol, Donbas. Kawałki Ukrainy

W styczniu 2015 r. doszło do kolejnej próby. Ukraińcy ją też odparli – przy współudziale armii, słynnych już pułków Azow i Donbas. Pułki już wcześniej robiły w mieście porządek, przeganiały rabusiów. Kojarzone z ultraprawicową partią Prawy Sektor były jak czerwona płachta na rosyjską propagandę. To ich nazywano faszystami i przeciw takim jak oni nakręcano ludzi, straszono. Część wierzyła. Choć w wyborach do Rady Najwyższej Prawy Sektor poniósł kompletną klęskę. „Czy to, co zaszło, zmieniło mieszkańców?” – zastanawiał się Tomas Forro, słowacki reporter, autor świetnej książki o wojnie w Donbasie. I odpowiada, cytując swych rozmówców, że „ludzie w Mariupolu wciąż są podzieleni na dwie mniej więcej równe części – tych, którzy są wierni Ukrainie, i tych, którzy po cichu popierają separatystów z drugiej strony frontu”.

Przebiegał on zaledwie 30 km od miasta i niemal co noc dobiegały stamtąd echa wybuchów. „Ale z drugiej strony większość tych, którzy we wrześniu stanęli z łopatami do kopania rowów, chyba już na dobre pojęła, że ich miejsce jest na Ukrainie. (...) Mariupol jest doskonałym przykładem tego, jak w cieniu wojny Ukraina wreszcie z powodzeniem buduje swoją nową tożsamość. Stojąc twarzą w twarz z nieprzyjacielskimi czołgami, ludzie tworzyli jedność nie na gruncie etnicznym, lecz na zasadach obywatelskich” – pisze dalej Forro. I ma rację. Mariupol się zjednoczył, poczuł się ukraińskim miastem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Czytaj też: Putin wysyła na wojnę żołnierzy z Azji

Mariupol był ukraiński, a wtedy był też centrum ukraińskich uchodźców, którzy przyjeżdżali tu z całego okupowanego przez separatystów Donbasu, z miast i wsi, które znalazły się na linii frontu. W 2016 r. było ich zarejestrowanych aż 100 tys. Część wyjechała, inni zostali. Miasto zbiedniało, z trudem radziło sobie z problemami, z brakiem mieszkań, pracy, pieniędzy na zasiłki. Wojna zawsze prowadzi do biedy. Znów pojawiły się pretensje do rządu – że nie pomaga, nic nie robi, nie zajmuje się tym kawałkiem Ukrainy. Częścią Donbasu, jaka pozostała przy Kijowie.

Ale Mariupol nie został sam. Wraz z uchodźcami pojawiły się organizacje pozarządowe z Europy, a nawet świata. To dało miastu nową siłę, kreatywność. Odmłodziło je, otwarło na nowe myślenie. Miasto stało się nieformalnym centrum nieokupowanego Donbasu, gdy siedziba administracji obwodowej przeniosła się do Kramatorska. „Paradoksem jest, że gdyby nie wojna, nikt by się nami nie interesował. To jest gorzkie i ironiczne, ale z ośrodka oligarchów staliśmy się centrum kultury i sztuki” – mówi Tomasowi Forro dziennikarka Elena.

Choć autor nie ulega łatwym sądom, dostrzega też biedę, zatrutą rzekę, morze pełne plastiku i plam ropy, ludzką bezradność. Ale opisuje też optymistyczną scenę: „Na ziemi rozłożyli się kuglarze, którzy na dziurawym, zabłoconym chodniku na peryferiach miasta po prostu całkiem z niczego wyczarowują dla ludzi wspaniały pokaz światła i ognia, muzyki i nadziei, aby po zmroku wśród migocących iskier choć na chwilę zapomnieli o swym smutnym życiu za 100 euro miesięcznie i pomyśleli, że przyszłość jednak może być inna”. Elena też uważała, że Mariupol najgorsze ma za sobą. Forro znów jest w Donbasie, ciekawe, czy udało mu się spotkać ją i innych bohaterów książki, mieszkańców Mariupola.

Czytaj też: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Mariupol legł w gruzach. Nikt nie pomyślał

Port handlowy w Mariupolu po aneksji Krymu stał się z dnia na dzień niezwykle ważnym miejscem, stąd odprawiano wielką część zboża i wyrobów z hut Achmetowa. Ale nie trwało to długo. W listopadzie 2018 r. doszło do konfliktu z Rosją w Cieśninie Kerczeńskiej, łączącej Morze Azowskie z Czarnym. Płynące do Odessy trzy ukraińskie okręty zostały zaatakowane i przejęte przez Rosjan, sześciu marynarzy było rannych, 23 trafiło do niewoli. Poroszenko złożył wniosek o wprowadzenie stanu wojennego na 30 dni w obwodach graniczących z Krymem, wybrzeżem Morza Azowskiego, Czarnego i Naddniestrzem. Rosyjska blokada tych rejonów rozpoczęła się właśnie wtedy. Świat trochę się oburzył, ale szybko przeszedł nad tym do porządku. Tymczasem stocznia przestała produkować, a port stracił ostatnich klientów. Nikt nie pomyślał, że może być jeszcze gorzej.

A najgorsze miało dopiero nadejść – 24 lutego 2022 r. Z wojną, napaścią putinowskich wojsk. Rosjanie postanowili zdobyć Mariupol, przebić się na Krym, zająć Odessę, całe południe, a może nawet otworzyć sobie drogę do Naddniestrza.

Atak na Mariupol z ziemi i powietrza trwa od początku marca, to już dwa miesiące. Miasta wciąż broni pułk Azow, tak jak w 2014 r. 2 tys. żołnierzy okupuje tereny Azowstalu – nie zamierzają się poddać. Mieszkańcy kryją się w piwnicach i labiryncie podziemnych korytarzy pod ogromną hutą, która była tu kiedyś największym pracodawcą. Pytają: co im zrobiliśmy, że do nas strzelają? Brakuje jedzenia i leków. Ostrzału nie przerwano nawet w Wielkanoc, co trzy minuty spada bomba. „W Mariupolu nie ma żadnego nieuszkodzonego budynku, Mariupola nie ma” – powiedział właśnie Zełenski.

Specjaliści twierdzą, że nie da się go odbudować. Świat ma nadzieję, że Mariupol się obroni. Albo że obroni się to, co pozostało, gruzy i szkielety budynków, czarne od wybuchów. Zabytkowa wieża ciśnień na starym mieście, teatr, kopulaste cerkwie, dzielnice, parki, zoo – tego nie ma. Zwłoki leżą na ulicach, zdjęcia satelitarne pokazują zbiorowe mogiły, gdzie wrzucono tysiące ciał. Prorosyjskie sympatie, jeśli w ogóle jakieś tu były, poległy na zawsze pod ostrzałem gradów.

Podobno Putin chce zorganizować w Mariupolu paradę zwycięstwa 9 maja. Wierzę, że pułk Azow na to nie pozwoli.

Czytaj też: Rosyjska mentalność, dusza. Dlaczego jest, jaka jest?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
02.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną