Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

„Kreml wybrał słaby moment na gazowy szantaż”. Świat komentuje, chwali Polskę

W ocenie zachodnich mediów blokada dostaw gazu do Polski i Bułgarii to do tej pory najbardziej stanowcze działanie ofensywne Rosji wobec państw wspierających Ukrainę. W ocenie zachodnich mediów blokada dostaw gazu do Polski i Bułgarii to do tej pory najbardziej stanowcze działanie ofensywne Rosji wobec państw wspierających Ukrainę. Fotogramma / Zuma Press / Forum
W ocenie zachodnich mediów zakręcenie kurka z gazem Polsce i Bułgarii to do tej pory najbardziej stanowczy odwet Rosji za wspieranie Ukrainy. Ale skutki tego ruchu nie będą tak poważne, jak chciałby Putin.

„Polska wolałaby zapewne sama się zamrozić, niż zapłacić za cokolwiek Rosjanom” – komentuje Mark Galeotti, wykładowca University College London, jeden z najlepszych ekspertów zajmujących się rosyjskimi mechanizmami władzy. W porannym wydaniu podkastu „The Globalist” magazynu Monocle stwierdził, że decyzja o wstrzymaniu dostaw do Polski i Bułgarii, ubrana przez Gazprom w szaty zemsty za brak opłat w rublach, jest propagandowo mocna, ale może się okazać pyrrusowym zwycięstwem. Galeotti podkreśla, że Europa, choć zależna w jednej trzeciej od rosyjskich złóż, od dawna dywersyfikuje dostawców, przygotowując się stopniowo do całkowitego odcięcia Rosji od swoich rynku zbytu. W dodatku Kreml wybrał słaby moment na szantaż – zbliża się lato, temperatury nawet w Europie Środkowej są już w miarę wysokie, sezon grzewczy powoli dobiega końca. W listopadzie, mówi Galeotti, taki ruch wywołałby panikę, dziś jest najwyżej straszakiem.

Europa nie ulegnie szantażom Putina

Reuters pisze o rosyjskim „szantażu”, podkreślając, że decyzja o wstrzymaniu dostaw gazu to najpoważniejszy do tej pory ruch ofensywny Kremla. Dotychczas Moskwa tylko wysyłała groźby, gdy poszczególne kraje zapowiadały pomoc Ukrainie lub wstąpienie do NATO (jak Szwecja i Finlandia). Teraz przeszła do czynów, ale na europejskich przywódcach nie robi to na razie większego wrażenia.

Polska deklaruje, że poradzi sobie bez rosyjskiego gazu. Bułgarski minister energii Alexander Nikołow stwierdził zaś, że Rosja używa gazu jako instrumentu politycznego, a Bułgaria nie zamierza w tej walce uczestniczyć – władze w Sofii podjęły negocjacje o imporcie surowca z Turcji i Grecji. Co istotne, rosyjskie dostawy pokrywają aż 90 proc. zapotrzebowania na gaz w tym kraju.

„Financial Times” cytuje z kolei niemieckiego ministra gospodarki Roberta Habecka. Jego zdaniem „Europa okaże solidarność”, będzie też w dalszym ciągu „dywersyfikować źródła energii”, aby uniezależnić się od rosyjskich paliw kopalnych. Habeck poinformował dziennikarzy, że Niemcy nie odnotowały na razie spadku dostaw gazu, podobnie pozostałe kraje Europy. Jak dodał, Berlin i inne stolice nie dadzą się zastraszyć.

Gazeta opisuje zwiększone dostawy broni, które już płyną do Ukrainy, przytacza też słowa premiera Mateusza Morawieckiego, oskarżającego Moskwę o „gazowy imperializm”. Tylko Węgry mogą się wyłamać z solidarnego bloku przeciwko Rosji. „FT” przytacza deklarację szefa dyplomacji Petera Szijjarto, który zapewnił, że Węgry wciąż będą odbierać rosyjski gaz, choć nie zapłacą w rublach. Gazprom miał się na to zgodzić, bo pieniądze zostaną zdeponowane na prowadzonym w euro rachunku w Gazprombanku.

Paweł Kowal: Imperium do rozbiórki. Putina trzeba osłabić już teraz

Zwłaszcza Warszawa denerwuje Putina

Szerzej rosyjską perspektywę opisuje brytyjski „The Guardian”. Dziennik cytuje przewodniczącego Dumy Wiaczesława Wołodina, który wzywa Gazprom do „podobnej reakcji wobec wszystkich nieprzyjaznych państw”. Choć większość europejskich krajów nie odnotowała zmian w dostawach, na ruch Kremla zareagowały rynki surowców. Cena gazu, notuje „Guardian”, podskoczyła o 20 proc. W skali roku oznacza to siedmiokrotnie wyższe koszty zakupu.

Mimo to Europa nie zamierza ulegać naciskom. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stwierdziła: „Takie działania pokazują po raz kolejny, że Rosja nie jest wiarygodnym partnerem w dostawach surowców naturalnych”. Zapowiedziała też „skoordynowaną odpowiedź Unii” i prace nad planem zabezpieczenia energetycznego wspólnoty.

Media za oceanem sporo miejsca poświęcają roli Polski w całym wydarzeniu. „New York Times” zauważa, że Putina Warszawa denerwuje szczególnie mocno z powodu zaangażowania w pomoc Ukrainie od początku inwazji. Newralgiczny jest temat dostaw broni, które trafiają do Ukraińców przede wszystkim z terytorium Polski. Nasz kraj przeradza się też powoli w miejsce głównego zgrupowania wojsk NATO w tej części świata, co zdaniem „NYT” rozsierdza Kreml najbardziej. Warto odnotować też zdecydowaną postawę Bułgarii. Kraj „tradycyjnie prorosyjski” opowiedział się wyraźnie po stronie Ukrainy, inaczej niż np. stojąca okrakiem na barykadzie Serbia.

„Washington Post” pisze natomiast o możliwych konsekwencjach rosyjskiego szantażu i przejawia niewielki optymizm, obawiając się wybuchu „politycznego kryzysu” w Europie. I to mimo planów uniezależnienia się od Kremla i jego energetycznej polityki już w 2030 r. CNN cytuje z kolei polskich ministrów, w tym szefową resortu klimatu Annę Moskwę, która stwierdziła, że w Polsce „niedoborów gazu” nie będzie. Warszawa w amerykańskich mediach jawi się jako najbardziej antyrosyjska stolica, a polski rząd w ich ocenie jest gotów ponieść wszelkie konsekwencje za swój proukraiński kurs.

Czytaj też: Rosja nie jest tak odporna na sankcje, jak twierdzi Putin

Niemcy wciskają hamulec

Francuski „Le Monde” również pochyla się nad wytrwałością Bułgarii, między wierszami sugerując, że aż tak zdecydowanej reakcji po tym kraju mało kto we Francji się spodziewał. Hiszpański „El País” jest natomiast mocno krytyczny wobec Niemiec i Austrii, „potencjalnych łamistrajków” we wspólnocie. Oba kraje deklarują, że „nie są jeszcze gotowe” zerwać związków gospodarczych z Moskwą; Hiszpania widzi tu ryzyko zdrady europejskich ideałów. Perspektywa Madrytu jest jednak inna niż Berlina czy Wiednia – Hiszpania w ogóle nie sprowadza rosyjskiego gazu.

Wreszcie włoska „La Repubblica” z jednej strony chwali Polskę za ostry sprzeciw wobec rosyjskiej polityki, z drugiej zastanawia się, czy europejski sojusz będzie trwały. To postawa dość powszechna w tutejszych mediach. Włosi nie mają przekonania, że wspólna polityka się utrzyma, pośrednio wskazując na Niemcy jako najsłabsze ogniwo tej koalicji.

To pierwsza od lat sytuacja, gdy polska dyplomacja zbiera za granicą praktycznie same pochwały. Trzeba to podkreślić, nawet jeśli poświęcenie Warszawy przyszło mniejszym kosztem niż np. Bułgarii. Dobrą prasę wypada jednak przekuć w sukces polityczny i długofalową strategię. Warto, by polski rząd utrzymał miano najbardziej antyputinowskiego w Europie. A z tym akurat PiS może mieć niestety spore problemy.

Czytaj też: Kuracja odwykowa. Jak się uwolnić od rosyjskiej energii?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną