Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Żegnaj kawo i whisky. Sklepy i apteki w Rosji świecą pustkami

Puste półki sklepowe w moskiewskim supermarkecie. 22 kwietnia 2022 r. Puste półki sklepowe w moskiewskim supermarkecie. 22 kwietnia 2022 r. Vlad Karkov / Zuma Press / Forum
Puste półki, drożyzna, zamknięte ulubione sklepy – to cena, jaką przeciętny Rosjanin płaci za wojnę w Ukrainie. Władze próbują przekonywać, że nie ma powodów do paniki i wszystko jest pod kontrolą. Nikogo to jednak nie uspokaja.

Strach był pierwszą reakcją na sankcje i wyprowadzkę zachodnich marek z Rosji – ludzie rzucili się do sklepów, by zrobić zapasy podstawowych produktów. Ci, których było stać, kupowali również meble z Ikei, iPhone′y i ubrania ulubionych marek, zanim zniknęły. Pustoszały półki i galerie, wróciły kolejki, a z nimi przepychanki i awantury.

Przykładem zdarzenia w moskiewskiej sieciówce Perekrestok z artykułami spożywczymi. W połowie marca Anna N., jedna z klientek, opublikowała relację wideo, którą zamieścił u siebie portal Padiom. „Półki były puste. Brakowało soli, cukru, makaronu, kaszy gryczanej, został tylko drogi ryż – mówiła Anna dziennikarzom. – Ludzie rzucali się na towar, przepychali się, byli agresywni. Straszne”. I dodała: „Przecież trzeba być człowiekiem w każdej sytuacji. Bez cukru da się żyć”.

Czytaj też: To miała być szybka wojna. Jak długo Rosja wytrzyma?

Bez cukru da się żyć. A bez leków?

Władze przekonują obywateli, że nie ma powodów do paniki, a tym bardziej gromadzenia zapasów, gdyż wszystko jest pod kontrolą. I faktycznie jest pod kontrolą – wprowadzono limity sprzedaży cukru na jednego klienta, a rząd zabronił go eksportować do 31 sierpnia. Dlatego jest dostępny na czarnym rynku po zawyżonej cenie. Premier Michaił Miszustin mówi, że za proceder odpowiadają „łupieżcy”, a wicepremier Andriej Biełousow zapowiedział, że państwo będzie „bez skrupułów” ścigać odpowiedzialnych za to producentów i pośredników.

Nikogo to nie uspokoiło. W kwietniu centrum analityczne NAFI spytało Rosjan z 53 regionów o to, jakich niedoborów obawiają się najbardziej. Okazało się, że lekarstw (42 proc.), żywności i części samochodowych (30 proc.), elektroniki (27 proc.), towarów budowlanych i remontowych (26 proc.). Związana z Kremlem sondażownia WCIOM opublikowała wyniki swoich badań – 60 proc. Rosjan ocenia sankcje za dotkliwe w ich codziennym życiu.

Czytaj też: Wojna uwięziła rosyjskich turystów za granicą

Najbardziej odczuwają je chorzy. Już pod koniec marca stowarzyszenie rosyjskich lekarzy Vrachi.rf alarmowało, że brakuje 80 rodzajów leków: przeciwzapalnych, gastroenterologicznych, przeciwpadaczkowych, przeciwdrgawkowych, antydepresantów, specyfików dla pacjentów kardiologicznych, z chorobami tarczycy, a nawet onkologicznych.

„Potrzebuję leku przy profilaktyce zakrzepicy i zatorowości płucnej. Muszę go przyjmować codziennie, a wciąż nie mogę go znaleźć” – opowiada na forum lekarskim Swietłana. „Lekarz zaproponował mi alternatywę, lek krajowej produkcji, i ostrzegł od razu, że ma wiele skutków ubocznych”.

Historie pacjentów zalewają internet i stają się bardzo wrażliwym tematem społecznym. Nie są go w stanie zignorować nawet media rządowe, jak Rossija 24. Ałla Samojłowa, szefowa Roszdravnadzoru, federalnej służby nadzoru opieki zdrowotnej, przekonywała na antenie, że nie ma powodów do niepokoju, bo niedługo pojawią się w aptekach rosyjskie odpowiedniki. Władze szukają zamienników także w Chinach i Indiach.

Na początku kwietnia dziennik „RBK” informował, że przed wojną Rosja sprowadzała ponad połowę (55 proc.) lekarstw, na rynku dominowali zachodni dostawcy, jak niemieckie Bayer i Stada, szwajcarski Novartis czy francuskie Sanofi. Rosja kupuje też surowce, nie tylko substancje czynne, ale też półprodukty, a nawet folię i papier do pakowania.

Czytaj też: Rosja bankrutem? Nie tak szybko

Żegnaj kawo, oliwo, whisky...

Papier to zresztą odrębny problem. Pod koniec marca szkołom w Sankt Petersburgu doradzano wstrzymać egzaminy końcowe właśnie z powodu jego niedoborów. Informowali o tym nauczyciele z Wyborska i Krasnoselska. „Zwracamy uwagę, że trzeba oszczędzać papier i naboje [do drukarek], bo przed nami okres egzaminacyjny” – cytował zalecenia władz lokalny dziennik „Rotunda” w marcu.

Problem jest już ogólnokrajowy – papier biurowy stał się towarem deficytowym. Sprzedawcy ograniczają sprzedaż detaliczną do jednej ryzy na klienta. Brakuje też papieru do kas fiskalnych. Informację tę potwierdził Witalij Sinatow, dyrektor generalny rosyjskiego producenta taśm kontrolnych Sevit Group. Jeśli jest dostępny, to czterokrotnie droższy, w dodatku niewybielony. Jeden z największych producentów papieru w kraju Archangielska Papiernia alarmował o niedoborze chemikaliów – główny dostawca komponentów do przygotowywania odczynników wybielających wstrzymał dostawy do Rosji.

Brakuje większości produktów, do których Rosjanie zdążyli przywyknąć i które polubili w ostatnich 30 latach. Jak śledzie i makrele z Wysp Owczych czy czekolada szwajcarska (Lindt zamknął w Rosji wszystkie swoje sklepy). Ramaz Chanturia, szef stowarzyszenia Rosczajkofie, mówi o problemach z importem ziaren kawy, w większości sprowadzanej przez porty z Europy. Z powodu sankcji przewoźnicy po prostu odmawiają dostarczenia produktów na terytorium Rosji. Żegnaj zatem włoska kawo i włoski makaronie, oliwo z oliwek z Hiszpanii czy Grecji. Żegnajcie banany z Ekwadoru. „Rosja odbiera zwykle ok. 1,8 mln kartonów ekwadorskich bananów co tydzień. W tym tygodniu nie wyładowaliśmy nawet pół miliona” – mówił Vicente Wong, prezes Favorita Fruit, czołowego eksportera bananów.

Żegnaj czeskie piwo, żegnajcie luksusowe alkohole. Brytyjski Diageo, właściciel takich towarów jak whisky Johnnie Walker i White Horse, rum Captain Morgan, piwo Guinness i wódka Smirnoff, też wstrzymał dostawy. Podobnie jak francuski Pernod Ricard (whisky Chivas Regal, Jameson i Ballantine’s, tequila Olmeca czy wódka Absolut). Rosjanom pozostaje alkohol własnej produkcji, sprowadzany z „zaprzyjaźnionych krajów” lub wielokrotnie droższy nielegalny import.

Chiny, łady i dacze

Trudnych pożegnań jest więcej. Szczególnie bolesne są te z etykietą „made in the USA”, bo Rosjanie kochają swój kraj, lecz to, co amerykańskie, kochają jeszcze bardziej. Najlepszy Huawei nie zastąpi iPhone′a, choć przez brak nowych produktów z ugryzionym jabłkiem w logo wzrosła sprzedaż produktów od chińskich producentów.

Dziennik „Kommiersant” pisze też o większym popycie na używaną elektronikę. Nie bez powodu rząd wprowadził zakaz wywozu towarów niezbędnych do „zapewniania stabilności na rynku”, w tym smartfonów, monitorów, kamer, konsol, projektorów, twardych dysków, półprzewodników, układów scalonych, procesorów i mikroprocesorów. Na liście jest też szeroka gama pojazdów, sprzętu medycznego i przemysłowego.

Bardzo prozaiczne problemy ma poza tym każdy, kto planował remont. Dziś to nie tylko kosztowne, lecz i trudne do zrealizowania. Michaił Burmistrow, dyrektor generalny Infoline-Analytics, przestrzega, że latem zabraknie elementów hydraulicznych i rurociągów, narzędzi i chemii budowlanej, sprzętu inżynierskiego czy ogrodniczego. Krajowi producenci wykorzystują głównie zagraniczne surowce, najczęściej europejskie. Być może niektóre komponenty da się wymienić na chińskie, problem w tym, że mogą być gorszej jakości.

Myślenie w kategoriach „cała nadzieja w Chinach” może się okazać ryzykowne, bo grozi uzależnieniem od dziesięciokrotnie silniejszego sąsiada i kosztuje. Kuchnię włoską czy francuską da się wymienić na azjatycką, zachodnie auta na Ładę, a wakacje spędzić pod miastem w daczy. Putin sporo jednak ryzykuje. Gdy osłabnie efekt flagi, Rosjanie poczują, że znowu znaleźli się w samym środku wielkiej smuty. A tego boją się równie mocno co Putin rewolucji.

Czytaj też: Pucz albo rewolucja. Czy da się położyć kres rządom Putina?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną