Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Można i trzeba już planować przyszłość Ukrainy

Irpień. 29 kwietnia 2022 r. Irpień. 29 kwietnia 2022 r. Valentyn Ogirenko / Forum
Wojny wygrywają ci, którzy mają lepsze, bardziej przekonujące wizje przyszłości – mówi Andrij Dlihacz, kijowski ekonomista, współtwórca Centrum Odbudowy Gospodarczej. Zapraszamy na kolejną debatę z cyklu „Ukraina mówi”.

Na spotkaniach „Ukraina mówi”, organizowanych od kilku tygodni przez Fundację Batorego i „Politykę”, ukraińscy eksperci, politycy, dziennikarze wojenni dzielili się do tej pory bieżącymi obserwacjami. Rozmawiali o celach walki, o tym, na co Ukraina jest w stanie się zgodzić podczas procesu pokojowego. A także o integracji europejskiej – bo nie można oddzielić planów dołączenia do Unii Europejskiej od planów odbudowy. Dlatego na trzecim spotkaniu specjaliści analizowali już pomysły na odbudowę i rozwój Ukrainy, które powstają, choć wydawałoby się, że wszystkie zasoby powinny być teraz mobilizowane do walki. Jak mówi Andrij Dlihacz, zwycięstwo na wojnie wymaga dobrej wizji przyszłości. Ona też motywuje wojsko do obrony terytorium.

Odbudowa Ukrainy. Ile to będzie kosztować?

Wiadomo już, że koszt odbudowy Ukrainy wyniesie od 800 mld do jednego tryliona dolarów. Z tego powodu w atakowanym kraju sześć zespołów (nie tylko w kręgach rządowych) opracowuje ciekawe, innowacyjne koncepcje na przyszłość. Wskazują też, z jakich funduszy można skorzystać. Nie tworzą jeszcze realnej strategii, bo tym według Dlihacza zajmie się dopiero 20 grup roboczych podlegających komitetowi koordynacyjnemu w Kijowie.

Pomoc finansowa, reparacje wojenne mogą być traktowane przez zagranicę jako zadośćuczynienie za wysiłek Ukrainy w walce o przyszłość Europy. To dałoby jej swobodę w wyborze kierunku rozwoju, który nie będzie przecież znacząco odbiegał od strategii UE. – Jesteśmy też jednym z liderów transformacji cyfrowej, rozwoju sztucznej inteligencji, nowego modelu finansowo-ekonomicznego, nowej medycyny – wymieniał Andrij Dlihacz. Jego zdaniem pomysły na przyszłość nie odnoszą się tylko do odbudowy po wojnie, bo podstawą gospodarki Ukrainy będzie rozwój kapitału, przyciąganie na jej terytorium utalentowanych ludzi. – Konieczne będzie oczywiście odnowienie i całkowita modernizacja naszej infrastruktury logistycznej, energetycznej, naszego przemysłu ciężkiego – wymieniał.

W trakcie spotkania „Ukraina mówi” towarzyszyli mu Hennadij Maksak, dyrektor Rady Polityki Zagranicznej „PRIZM”, ekonomistka Maria Repko z Centrum Strategii Ekonomicznej w Kijowie i Jarosław Żaliło, wicedyrektor Narodowego Instytutu Studiów Strategicznych. Do słów Dlihacza odniosła się Repko: – Andrij jest wizjonerem i zawsze mnie inspiruje, natomiast ja jestem pragmatykiem. Dlatego patrzę na to, jak nasza odbudowa może zostać sfinansowana – mówiła. – Jeżeli nie uda nam się powstrzymać wroga i odzyskać południa, to wizja przyszłości Ukrainy ulegnie zmianie. Przecież 50 proc. naszego eksportu szło do tej pory przez porty morskie. Nawet jeśli je odzyskamy, to Morze Czarne będzie stale zagrożone. Zatem nowe inwestycje będą możliwe tylko wtedy, gdy inwestorzy zyskają ubezpieczenia chroniące przed ryzykiem wojennych zniszczeń. Taka jest praktyka Izraela, w Egipcie podobne doświadczenia ma Bank Światowy. – Żeby w ogóle rozmawiać o przyszłości, powinniśmy zastanowić się nad rozwiązaniami dla problemów krótkoterminowych – twierdzi Repko.

Czytaj też: Najpierw Ukraina, potem Mołdawia? Coś tu się Rosji nie klei

Konieczne reparacje wojenne od Rosji

Ukraina straci od 20 do 45 proc. swojego PKB. Deficyt w budżecie w marcu sięgał 2,8 mld dol., w kwietniu i maju będzie to 5 mld. – Kosztem czego to uzupełnić? – pytała kijowska ekonomistka. – Zwracamy się do międzynarodowego społeczeństwa, aby nas wspierało poprzez przekazywanie niewykorzystanych środków, finansowanie grantowe, kredyty długoterminowe etc. Dlihacz zgodził się z nią, że w tym momencie nie ma jeszcze odpowiedzi na pytanie, z czego Ukraina może zbudować nową, innowacyjną, prosperującą gospodarkę. – Jeżeli nie otrzymamy reparacji od Rosji, to nie będziemy w stanie dać sobie rady. Nie wiemy też, na ile poważne jest zainteresowanie innych krajów, by pomóc Ukrainie – mówił.

Wielu polityków w Kijowie myśli również o realizacji planu zorientowanego na kwestie socjalne, bo Ukraińcy korzystający z takiej pomocy albo zależni od systemu rent i emerytur są w tej chwili w tragicznej sytuacji. Niemniej nastawienie na problemy społeczne będzie też poważną przeszkodą w przeprowadzeniu liberalnych reform. I bez pomocy finansowej z zagranicy nie uda się tych dwóch strategii ze sobą połączyć.

Czytaj też: Oleje się rozlały. Światu przez wojnę Putina grozi głód

Ukraińcy kontra orkowie. Jak opowiedzieć wojnę

Spotkania z cyklu „Ukraina mówi” tłumaczone są na język polski i na polski język migowy, można je obejrzeć na profilu Fundacji Batorego na Facebooku. Transmisja debat w języku ukraińskim jest dostępna na YouTubie. Czwarte spotkanie odbędzie się w środę 4 maja o godz. 17. Autorki i autorzy z Ukrainy zastanowią się, jak wojna wpływa na tożsamość ich współobywatelek i współobywateli. Jak rozumie siebie społeczeństwo prowadzące obronną wojnę przeciw imperialistycznemu agresorowi, który nie cofa się przed aktami ludobójstwa, by podporządkować sobie dawną kolonię. Czy jesteśmy świadkami ostatecznego etapu dekolonizacji, oderwania się od Rosji? Do jakich kodów kulturowych – takich jak rozpoznanie w rosyjskich żołnierzach tolkienowskich orków – odwołują się Ukraińcy, opowiadając sobie dramatyczne wydarzenia, których doświadczają?

O tym wszystkim opowiedzą:

  • Wira Ahejewa (Uniwersytet Narodowy „Akademia Mohylańska” w Kijowie)
  • Sofija Andruchowycz (pisarka, tłumaczka, publicystka)
  • Andrij Portnow (Uniwersytet Europejski Viadrina we Frankfurcie nad Odrą)
  • Mykoła Riabczuk (pisarz i publicysta).

Spotkanie poprowadzi Edwin Bendyk, prezes Fundacji im. Batorego i publicysta „Polityki”.

„Ukraina mówi”mat. pr.„Ukraina mówi”

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Mobbing i zachowania niepożądane. Czego w pracy robić nie wolno?

Wszelkie sprawy dotyczące dyskryminacji to mniej niż 1 proc. pozwów związanych z prawem pracy, a te o molestowanie to już zupełny ułamek ułamka.

Ewa Wilk
18.06.2018
Reklama