Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

„Naiwny, słaby, tchórzliwy”. Świat o postawie Franciszka wobec wojny

Władimir Putin i papież Franciszek. Watykan, 4 lipca 2019 r. Władimir Putin i papież Franciszek. Watykan, 4 lipca 2019 r. Inetti-Picciarella / Ropi / Zuma Press / Forum
Postawa Franciszka wobec rosyjskiej napaści na Ukrainę jest co najmniej kuriozalna. Papież wciąż uchyla się od krytyki Moskwy, niebezpiecznie podsyca też teorie spiskowe, za co krytykują go niemal wszystkie światowe media.

„Nie można dać wiary teorii, że jedno suwerenne państwo atakuje drugie” – powiedział Franciszek w rozmowie z włoskim dziennikiem „Corriere della Sera”, a słowa te komentuje m.in. amerykański portal The Daily Best. Podsumowując jego strategię komunikacyjną opartą na bezpiecznych, wycofanych komentarzach, serwis zauważa, że im dłużej trwa wojna, tym bardziej Franciszek się kompromituje. Głośno mówi o wewnętrznej potrzebie zaangażowania się w rozwiązanie konfliktu, ale brzmi to kuriozalnie, skoro Putin nie odbiera nawet telefonów z Watykanu, a sam papież z powodu problemów z kolanem nie planuje wyjeżdżać do Rosji. Wciąż unika też bezpośredniej krytyki Kremla i nie nazywa rzeczy po imieniu.

Daily Beast zauważa, że słowa Franciszka mogą być paliwem dla teorii spiskowych. Papież poddaje w wątpliwość sens dalszej obrony Ukraińców, w wojnie widzi „szansę na sprzedaż śmiercionośnej broni”, winnych szuka raczej w społeczności międzynarodowej niż po stronie Rosji. Gdyby czytać to dosłownie, podsumowuje Daily Beast, można by wręcz uznać, że oczekuje od Ukraińców poddania się, a od reszty świata – wstrzymania dostaw sprzętu. Putina udobrucha sam, tylko nie wiadomo jak.

Franciszek symetrysta

Europejska odsłona serwisu „Politico” skupia się na kontrowersyjnych słowach Franciszka o „NATO szczekającym pod drzwiami Rosji”. Podtrzymując tę symetrystyczną interpretację, Franciszek wskazał, że odpowiedzialność za rozlew krwi spoczywa (również) na Zachodzie. Obecność sił NATO w sąsiednich krajach zdaniem papieża „sprowokowała” Rosję do działania. Portal zauważa też upór Franciszka, by najpierw spotkać się w Moskwie z Putinem, a dopiero później z władzami Ukrainy w Kijowie. Nie spotka się natomiast z patriarchą Cyrylem, ponieważ – jak donosi „Politico” – obaj uznali, że mogłoby to zostać dwuznacznie odebrane. Serwis próbował uzyskać komentarze od służb prasowych Watykanu i rosyjskiej ambasady przy Stolicy Apostolskiej – bez powodzenia.

Na dysonans pomiędzy wyobrażeniami Franciszka o sile watykańskiej dyplomacji i jej realnej sprawczości wskazuje z kolei prestiżowy magazyn „Tablet”, zajmujący się rolą religii we współczesnym świecie. Gazeta zwraca uwagę na pesymistyczny ton, z jakim o wojnie wypowiada się papież. W jego ocenie szanse na pokojowe rozwiązanie konfliktu są niskie, ale zdanie opiera głównie na porażkach starań Watykanu o mediacje. Magazyn zauważa, że Franciszek ignoruje kontekst międzynarodowy, potępiając wojnę za jej naturę, ale nie wskazując winnych jej rozpętania. To jednak nie powinno dziwić, podkreśla dziennikarka Inés San Martín. Franciszek prezentował taką postawę właściwie od początku pontyfikatu, w tym tonie wypowiadał się o konfliktach w Syrii, Iraku, Afryce Subsaharyjskiej. Zawsze szukał „ukrytego interesu międzynarodowego” i robi to teraz.

Czytaj też: Niespodziewana wizyta Franciszka w rzymskiej ambasadzie Rosji

Franciszek pacyfista

Papieża za siedzenie okrakiem na ideologicznej barykadzie krytykują jednogłośnie media głównego nurtu. Stacja CNN podważa sens negocjowania z Putinem w Moskwie, co najwyraźniej jest podstawą papieskiej strategii wobec wojny. Włoski dziennik „Il Fatto Quotidiano” wskazuje z kolei na ciągłość polityki Watykanu: Stolica Apostolska zawsze opowiadała się po stronie pacyfizmu i jak najszybszego zakończenia działań wojennych, a nie sprawiedliwości dla ofiar i rozliczenia winnych. Nie ma się co dziwić, że teraz jest podobnie – nawet jeśli słowa Franciszka brzmią naiwnie.

Zarówno brytyjski „The Guardian”, jak i amerykański „New York Times” poświęcają sprawie relatywnie mało miejsca, co również należy odczytywać jako brak zdziwienia deklaracjami głowy Kościoła katolickiego. „Times” chwali nawet Watykan za to, że jego emisariusze nadal są w Kijowie, podczas gdy inni dyplomaci dawno wyjechali. Na tym pochwały się kończą, bo Franciszek nadal nie zdobył się na odwagę, by wskazać agresora w toczącej się już 70 dni wojnie.

„Guardian” opisuje z kolei bezowocność papieskich starań, sugerując, że sprawczość i autorytet moralny Kościoła jako aktora na arenie międzynarodowej jest znacznie mniejszy niż kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu. Hiszpański „El País” o papieskiej bierności milczy, koncentrując się na innych tematach dotyczących Franciszka: jego komentarzach o funkcjonowaniu rodziny i podupadającym zdrowiu.

Putin nie słucha Watykanu

W gazetach południa Europy i całej Ameryki Łacińskiej próżno szukać płomiennej krytyki (a tym bardziej obrony) papieża. Włoskie media raczej milczą, więcej miejsca poświęcają skandalicznemu wywiadowi Siergieja Ławrowa w telewizji Rete 4, należącej do medialnego koncernu Mediaset Silvio Berlusconiego.

Nawet w rodzinnej Argentynie niewiele się o papieskim symetryzmie mówi. Też dlatego, że cały region postępuje podobnie. Rosja dla Ameryki Łacińskiej jest ważnym partnerem gospodarczym i strategicznym, rządy od Buenos Aires po Bogotę wolą nie stawać po niczyjej stronie, jeśli nie zostaną do tego zmuszone. I tak argentyński „Clarín” pisze szerzej o skandalach pedofilskich w Kościele, krytyki wobec Franciszka i jego bierności jest tam niewiele, a jeśli już, to ma raczej formę przekazu podprogowego niż jawnego uderzenia w Watykan.

Papieża bronią właściwie tylko media katolickie, najczęściej konserwatywne. Tu przedstawia się go jako wielkiego zwolennika pokoju, który jako jedyny zaangażowany (w jaki sposób?) gracz na światowej scenie nie przejmuje się wynikiem konfliktu, tylko jego ofiarami.

Pacyfizm Franciszka jest dla mediów kościelnych postawą godną podziwu, a nie manifestacją tchórzostwa i wycofania. Wszędzie indziej jego wizerunek pikuje. Miejscami tak bardzo, że kolejne jego kazania przechodzą bez echa. I to być może najdobitniejszy symbol upadku Stolicy Apostolskiej. Z dawnego imperium dyplomacji, na czele którego stał człowiek o dwóch twarzach: papież Jan Paweł II i polityk Karol Wojtyła, nie zostało już nic. Na świecie widzą to prawie wszyscy z Putinem na czele. Pytanie, czy dostrzega to ktokolwiek w samym Watykanie.

Czytaj też: Ukraińska cerkiew zrywa z Moskwą

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną