Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Szantaż zbożowy Putina. Czas gra na jego korzyść

Rosja i Ukraina to dwaj najwięksi eksporterzy zboża do Egiptu. Na zdjęciu Banha, 16 maja 2022 r. Rosja i Ukraina to dwaj najwięksi eksporterzy zboża do Egiptu. Na zdjęciu Banha, 16 maja 2022 r. Ahmed Gomaa / Xinhua News Agency / Forum
Putinowska Rosja próbuje szantażu żywnościowego. Kartą przetargową jest zboże: ok. 22 mln ton, które utknęły w ukraińskich elewatorach i magazynach. Co z nimi zrobić?

Różne państwa potrzebują różnych zbóż w rozmaitych proporcjach, ale mniej więcej 22 mln ton samej pszenicy potrzebuje na rok ponad 100-milionowy Egipt, 2,2 mln ton kukurydzy rocznie to potrzeby 15-milionowego Zimbabwe. I tak dalej. Jest też tak, że już niewielkie niedobory jakiegoś rodzaju żywności wywołują nieproporcjonalnie duże zaburzenia, np. drożyznę, i dezorganizują zaopatrzenie. Od początku roku, m.in. za sprawą pocovidowej inflacji, wojny i towarzyszących jej kryzysów, ceny pszenicy poszły w górę o prawie połowę, a kukurydzy o ponad jedną czwartą.

Uwięzione ukraińskie zboże

Przez wojnę wiemy też, jak poważnym dostawcą żywności była Ukraina. Pozostawała numerem 1 wśród eksporterów oleju słonecznikowego, 4 w przypadku kukurydzy, 5 w handlu pszenicą. Odpowiadała za 14 proc. globalnego eksportu kukurydzy, 10 proc. pszenicy i połowę oleju ze słonecznika. W Afryce młynarzom już brakuje pszenicy i szuka się tańszych zamienników dla podstawowych zbóż, a David Beasley, szef Światowego Programu Żywnościowego ONZ, szacuje, że wojna w najbliższych miesiącach wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo żywnościowe 300 mln osób.

Zresztą to właśnie Ukraina dostarcza połowę pszenicy dystrybuowanej przez Światowy Program Żywnościowy, agendę mającą łagodzić skutki niedożywienia i głodu. Dotąd 98 proc. zbóż eksportowano morzem. Teraz słanie wszelkich produktów rolnych za granicę jest albo bardzo trudne, albo niemożliwe wobec blokady ukraińskich portów i całej północnej części Morza Czarnego przez Rosję. Statki nie dopłyną do nabrzeży, zaminowana jest też jakaś część prowadzących do nich tras.

Putin o rozłożenie min i przetrzymywanie zboża oskarża samych Ukraińców, mówił o tym w rozmowie telefonicznej premierowi Włoch Mario Draghiemu, który przejęty rozmiarem nadchodzących problemów, zwłaszcza w Afryce, namawiał rosyjskiego prezydenta do otwarcia portów. Wiceminister MSZ Rosji Andriej Rudenko z grubsza naszkicował plan, w którym Rosja gotowa jest otworzyć korytarz humanitarny dla statków. Co warte są takie korytarze, było widać na lądzie przy ewakuacji ludności cywilnej z obleganych miast, m.in. Mariupola, gdy dochodziło do częstszych ostrzałów ratowanych osób. Rosja jest gotowa otworzyć drogę do portów, ale w zamian oczekuje zniesienia sankcji na jej eksport i transakcje finansowe.

Czytaj też: Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego?

Czas gra na korzyść Moskwy

Tymczasem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nalega, by nie wchodzić w żadne z konszachty z Putinem, a jednocześnie wzywa świat do otwarcia dróg do portów. Wiadomo, że Rosja kradnie zboże i nim handluje. Między innymi firma Maxar regularnie dostarcza porcje zdjęć satelitarnych z rosyjskimi statkami, które na Krymie ładują zboże – możliwe, że skradzione Ukraińcom – i transportują je na Morze Śródziemne, gdzie zawijają do portów w Syrii i Libanie. Z kolei gen. Christopher Cavoli, nowy dowódca natowskich sił w Europie, nie wykluczał w Kongresie, że Ameryka może będzie musiała w jakimś zakresie wziąć udział w interwencji mającej zapobiec dalszej destabilizacji rynków żywności. Na obecnych perturbacjach korzystają bowiem grupy terrorystyczne, w tym Boko Haram, Al-Szabab i Państwo Islamskie, silne m.in. w Sahelu, strefie na południe od Sahary.

Na rosyjską pozycję negocjacyjną pracuje uciekający czas, za chwilę ruszą nowe żniwa. Rosja okupuje jedną piątą terytorium kraju, ale w innych regionach uda się sporo zebrać. Plony będą oczywiście znacznie mniejsze niż zazwyczaj, ale ziarno i tak trzeba gdzieś magazynować, a zboża, warzywa i inne produkty rolne przeznaczone na eksport trzeba wysłać. I znów – nie ma miejsca w elewatorach i magazynach na nowe zbiory i przyszłe zasiewy.

Czytaj też: Brazylia, kraj pogrążony w mroku. Nowa bieda i stary głód

Marchewka dla Putina

Robi się z tego trudne zadanie z etyki. Sekretarz generalny ONZ António Guterres mówi w duchu kompromisu, że świat mimo wszystko potrzebuje ukraińskiej i rosyjskiej żywności, a także – to marchewka dla Putina – objętych embargiem rosyjskich i białoruskich nawozów (horrendalnie drogich ze względu na ilości energii, też drożejącej, potrzebnej do ich wyprodukowania), bez nich nie uniknie poważnego kryzysu. Alternatywne szlaki lądem, w tym przez Polskę i dalej np. do portów niemieckich i rumuńskiego portu w Konstancy, to za mało.

Guterres uzasadnienie widzi w powadze sytuacji. W 2019 r. poważnymi brakami żywności dotkniętych było 135 mln osób, teraz to 276 mln. Dwukrotny wzrost to skutek pandemii, drożyzny, susz i deszczów padających w nieodpowiednich momentach w regionach ważnych dla globalnej produkcji żywności. Wojna w Ukrainie jest katalizatorem wszystkich tych procesów. Grozi też tym, że kryzys będzie się ciągnął, a ci, którzy są niedożywieni, w przyszłości staną na granicy głodu. Dziś faktycznie głoduje koło pół miliona osób, pięć razy więcej niż w 2016 r.

Solska: Coraz drożej na polskim talerzu. Putinflacja dopiero się zaczyna

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną