Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Wojna o ropę. Czy Amerykanie wyjmą saudyjską kartę z talii Kremla?

Siergiej Ławrow na spotkaniu Rady Wspólnoty Państw Arabskich Zatoki Perskiej w Rijadzie Siergiej Ławrow na spotkaniu Rady Wspólnoty Państw Arabskich Zatoki Perskiej w Rijadzie Fayez Nureldine / AFP / EAST NEWS
Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow odwiedził niedawno Arabię Saudyjską. To najważniejszy partner Kremla w regionie i kluczowy sojusznik w walce z embargiem naftowym. I miejsce, do którego trafi jedna trzecia udziałów polskiej rafinerii Lotos.

Rząd PiS zapewnia, że zakup przez Saudi Aramco 30 proc. udziałów Lotosu nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Przeciwnie, wchodząc na rosyjskie podwórko, podważa rosyjską dominację na europejskim rynku ropy. Z partnerów w ramach OPEC+ mieliby stać się konkurentami – brzmiały uspokajające komunikaty polskich władz.

Tymczasem pół roku później, po ponad trzech miesiącach wojny w Ukrainie i w trakcie trudnych unijnych negocjacji w sprawie szóstego pakietu sankcji szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow poleciał na spotkanie Rady Wspólnoty Państw Arabskich Zatoki Perskiej na szczeblu ministrów spraw zagranicznych. Chciał uzyskać zapewnienie zwłaszcza od lidera regionu, czyli Arabii Saudyjskiej, że zagłosuje za przedłużeniem porozumienia OPEC+. Od 2016 r. państwa OPEC uzgadniają z Rosją kwoty wydobycia ropy naftowej, a to teraz kluczowe dla Putina. Tym bardziej że porozumienie wygasa już w lipcu.

Czytaj też: Nowe szaty tyrana. Co dziś przeraża Putina?

Rosja na granicy przetrwania

Nowa umowa jest niezbędna także dla arabskich producentów. Po pierwsze, kryzys międzynarodowy wywołany przez agresję Rosji destabilizuje rynek surowcowy. A zbyt wysokie ceny mogą zachęcić odbiorców ropy do przyspieszonych poszukiwań źródeł alternatywnych, np. zielonej energii. Po drugie, Rosja stała się ryzykownym partnerem. Już jest obciążona szeregiem sankcji, a według Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) produkcja ropy może spaść w kraju z obecnych 10 do 3 mln baryłek dziennie.

Stany Zjednoczone próbują wykorzystać sytuację i namówić arabskich producentów, by nie przedłużali porozumienia. Rosję to by zabolało, bo nie licząc efektów samego embarga, zostałaby pozbawiona wpływu na kształtowanie polityki podaży ropy na światowe rynki, jaki dziś zapewnia jej udział w OPEC+. Moskwa przewiduje, że szósty pakiet sankcji do końca roku ograniczy jej dostawy ropy do Europy o 90 proc., a w przygotowaniu jest siódmy, który jeszcze bardziej utrudni zdobywanie nowych rynków zbytu. Współpraca z arabskimi producentami to zatem dla Rosji kwestia przetrwania.

Czytaj też: Gospodarka państw arabskich

Kreml szantażuje żywnością

Ławrow poleciał więc do Rijadu w kluczowym momencie. Ze swoimi odpowiednikami z krajów Zatoki Perskiej rozmawiał za zamkniętymi drzwiami, a komunikaty prasowe były wręcz cyzelowane. Niepokój Moskwy podgrzał amerykański dziennik „Wall Street Journal”, który informował, że nie wszystkie kraje opowiadają się za kontynuacją formatu OPEC+, a niektóre rozważają zawieszenie Rosji w związku z sankcjami USA i UE.

Rosyjski dziennik „Izwiestia” 1 czerwca uspokajał, że to wyłącznie taktyka negocjacyjna. Za taką uznał również propozycję szefa saudyjskiej dyplomacji księcia Faisala bin Farhana Al Sauda, który w czasie spotkania z Ławrowem zapewnił, że jest gotów wesprzeć polityczne starania na rzecz rozwiązania ukraińskiego konfliktu. Już w marcu książę Mohammed bin Salman, faktyczny władca kraju, zaoferował Putinowi pośrednictwo w rozmowach z Kijowem.

Dlatego do Rijadu, tegorocznego gospodarza szczytu, szef rosyjskiej dyplomacji przyjechał z ofertą: obiecał uratować kraj przed głodem. Moskwa od kilku tygodni skutecznie straszy nim państwa regionu. Zakłócenia w zbiorach i eksporcie ukraińskiego zboża w połączeniu z sankcjami na Rosję spowodują – w opinii Kremla – załamanie się światowych dostaw żywności. Ławrow na nielicznych briefingach dla prasy spieszył z deklaracją, że jeśli problem rozminowywania wód przybrzeżnych Ukrainy zostanie rozwiązany, rosyjska flota zapewni okrętom swobodny przepływ po Morzu Śródziemnym i dalej do portów docelowych.

Czytaj też: Sankcje cofną Rosję prawie do epoki kamienia łupanego

Bliski Wschód „rozumie” Putina

Adresata gróźb o nieuniknionym głodzie wytypowano prawidłowo. Kraje Zatoki Perskiej importują większość, bo 80–90 proc. swojej żywności. Z Rosji zboże sprowadzają przede wszystkim Oman (65 proc., 4 proc. z Ukrainy) oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie (53 proc. z Rosji i 0,9 proc. z Ukrainy). Arabia Saudyjska w mniejszym stopniu, tutaj Rosja jest dopiero piątym dostawcą.

I bez tego szantażu kraje arabskie zachowują daleko idącą wstrzemięźliwość w sprawie agresji Rosji w Ukrainie, by nie powiedzieć: daleko idącą wrażliwość na argumenty Kremla. Opłacało się zainwestować w arabski serwis Russia Today, który od lat nasyca opinię publiczną propagandą. Kreml buduje tu swoją pozycję zgodnie ze strategią „swoich nie brasajem” (swoich, czyli sojuszników nie porzucamy), kretuje się też na „alternatywę wobec USA”. To daje Moskwie znacznie większą swobodę działania.

Ławrow jest pewien, że nawet jeśli Rijad ulegnie amerykańskiej presji, to szkoda dla Rosji nie będzie duża. Nie przeliczył się – z przecieków kuluarowych wynika, że Saudowie są zainteresowani kontynuowaniem współpracy, a więc przedłużeniem OPEC+. Dziennik „Izwiestia” idzie nawet dalej – powołując się na anonimowe źródło, stwierdza, że wszyscy członkowie Rady będą za.

Edwin Bendyk: Koniec epoki nafty

Czy Joe Biden uściśnie księciu dłoń?

W ostatni czwartek państwa OPEC zgodziły się za namową USA zwiększyć wydobycie ropy w lipcu i sierpniu. To spodziewane ustępstwo wobec Ameryki, Rijad już wcześniej sygnalizował, że jest gotów zwiększyć produkcję, żeby uzupełnić rosyjskie niedobory. I choć to raczej korekta niż znacząca zmiana, Biały Dom – jak donosi „Financial Times” – ucieszył się z tej decyzji.

Rozgrywka o Saudów nie została jednak rozstrzygnięta. Pod koniec czerwca planowana jest przełomowa, bo pierwsza od objęcia urzędu wizyta Joe Bidena w Arabii Saudyjskiej. Agencja „Reuters” informowała niedawno, że prezydent prócz Jerozolimy planuje złożyć wizytę w Rijadzie. Typowane są dwie daty. Pierwsza – po szczycie G7 w Niemczech (26–28 czerwca), druga – po szczycie NATO w Madrycie (28–30 czerwca).

Nawet jeśli nie doprowadzi to do ocieplenia wzajemnych stosunków, to będzie pierwszym krokiem na tej drodze. Tym ważniejszym, że znana jest głęboka uraza Mohammeda Bin Salmana wobec Bidena. Po zabójstwie dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w październiku 2018 r. Biały Dom nie wniósł wprawdzie oskarżenia przeciwko księciu, ale administracja Bidena izolowała MBS i rozluźniła relacje z Rijadem. W lutym 2021 r. Narodowa Agencja Wywiadowcza opublikowała raport stwierdzający, że Chaszodżdżiego zamordowano przynajmniej za zgodą bin Salmana. Departament stanu w odpowiedzi nałożył sankcje na 76 podejrzanych o udział w przestępstwie.

Uścisk dłoni Bidena i Mohammeda bin Salmana mógłby zmienić dotychczasową układankę, jeśli tylko uda się Amerykanom „wyjąć saudyjską kartę z rosyjskiej talii”. Nic nie jest jednak przesądzone. Tym bardziej że za dwa lata do Białego Domu może wrócić Donald Trump, a deficyt amerykański rekompensują Saudom Rosjanie, Chińczycy, a nawet – także na cenzurowanym w Waszyngtonie – Izrael Naftalego Bennetta. Nie wspominając o Polsce, która pozwala zdobywać im cenne przyczółki na flance wschodniej, kluczowej w planach USA z punktu widzenia powstrzymywania agresji Rosji – partnera Rijadu.

Czytaj też: Czy świat poradzi sobie bez ropy z Rosji?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną