Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Kraje UE poparły polski KPO. Z jednym wyjątkiem

Premier Mateusz Morawiecki i szefowa KE Ursula von der Leyen. Warszawa, 2 czerwca 2022 r. Premier Mateusz Morawiecki i szefowa KE Ursula von der Leyen. Warszawa, 2 czerwca 2022 r. Mateusz Wlodarczyk / Forum
Akceptacja wartego miliardy euro Krajowego Planu Odbudowy nie oznacza, że Warszawa może już być pewna wypłat. Kilka krajów żąda od Brukseli bardzo drobiazgowego monitorowania, jak władza PiS realizuje tzw. praworządnościowe kamienie milowe.

Z dzisiejszej decyzji wyłamał się jeden kraj. To Holandia, która już kilka dni przed posiedzeniem ministrów finansów w Radzie UE uprzedziła, że nie poprze polskiego KPO (wstrzymała się od głosu). Amsterdam dowodził, że zbyt słabo zapisano praworządnościowe „kamienie milowe”, czyli elementy planu, od wykonania których zależą wypłaty. To nie przeszkodziło w akceptacji KPO, bo do tego potrzebna była tzw. większość kwalifikowana (55 proc. krajów reprezentujących 65 proc. ludności Unii).

Jednak wątpliwości mieli także inni członkowie Wspólnoty. Belgia, Dania i Szwecja dołączyły dziś specjalną deklarację, wzywając Brukselę do bardzo dokładnego kontrolowania, czy zobowiązania Warszawy w sprawie zasad państwa prawa będą wypełniane. Holandia przyłączyła się do tej deklaracji.

Czytaj też: Rząd PiS odmawia Unii i stawia na konfrontację

Polski KPO i taktyka von der Leyen

Polski KPO to 23,9 mld euro dotacji oraz 11,5 mld euro tanich pożyczek wypłacanych co sześć miesięcy w transzach aż do 2026 r. W obliczu kryzysu, inflacji i zbliżających się wyborów władza PiS potrzebuje tych pieniędzy jak kania dżdżu (zdążyła się już nawet nimi chwalić na billboardach).

Pierwszą zaliczkę, płaconą jeszcze „z góry”, Warszawa straciła w ubiegłym roku. Do wypłaty kolejnej transzy pod koniec 2022 r. (płacona będzie już „z dołu”) niezbędne jest spełnienie trzech warunków. Pierwszy: przyjęcie przepisów likwidujących Izbę Dyscyplinarną. Drugi: przyjęcie przepisów wykluczających dyscyplinowanie sędziów za treść ich orzeczeń, za pytania prejudycjalne do TSUE i za sprawdzanie, czy inne sądy są niezależne i bezstronne. W końcu trzeci warunek: otwarcie sędziom zawieszanym przez Izbę Dyscyplinarną ścieżki do rewizji tych decyzji przez niezawisły sąd (pierwsze rozprawy odwoławcze powinny nastąpić w ciągu kwartału, wyroki zapaść w ciągu 12 miesięcy od złożenia wniosku o uchylenie decyzji).

Właśnie z powodu powolnego przywracania sędziów na początku czerwca przeciw polskiemu KPO zagłosowało w Komisji Europejskiej dwoje z trojga głównych wiceszefów Komisji Europejskiej, czyli Frans Timmermans i Margrethe Vestager.

Dzisiejsza decyzja oznacza natomiast, że Rada UE generalnie akceptuje taktykę Ursuli von der Leyen, która jesienią zawęziła sporne kwestie praworządnościowe mające wpływ na nasz KPO do trzech wymienionych wyżej kwestii. Poza KPO pozostawiła natomiast dwie inne sprawy, równie ważne i podnoszone przez obrońców praworządności: tzw. neo-KRS oraz Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej.

Czytaj też: 69 mln euro kar. Bruksela wysyła wezwanie do zapłaty

Czy będzie problem z „ustawą Dudy”?

Decyzja Rady UE jest natomiast sprzeczna z rezolucją Parlamentu Europejskiego, który w zeszłym tygodniu wezwał ją do odrzucenia wniosku Komisji Europejskiej (o akceptacje polskiego KPO) do czasu wykonania przez Warszawę wszystkich praworządnościowych wyroków TSUE, oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. „Parlament Europejski przypomina, że stosowanie się do wyroków TSUE i ETPC oraz przestrzeganie zasady nadrzędności prawa UE nie podlegają negocjacjom i nie mogą być traktowane jako karta przetargowa” – napisali europosłowie w rezolucji.

Jednak o ile w europarlamencie temat państwa prawa w Polsce cieszy się ogromną uwagą, o tyle przedstawiciele krajów Unii – pomimo regularnych debat w ramach procedury art. 7 – często wolą unikać wchodzenia w trudne spory o praworządność. „A my musimy manewrować w tej trudnej przestrzeni pomiędzy Parlamentem Europejskim a unijnymi rządami w Radzie UE” – tłumaczy jeden z naszych rozmówców w Brukseli.

Czytaj też: Z pisowskiej chmury żaden deszcz. Polska kary płaci i będzie płacić

Służby prawne KE wciąż pracują też nad oceną tzw. ustawy Dudy, którą prezydent podpisał w tym tygodniu. W lutym jej projekt odmroził negocjacje nad polskim KPO, ale nie gwarantuje on całkowitej realizacji praworządnościowych „kamieni milowych”. „Kiedy Polska złoży wniosek o pierwszą ratę, wtedy będziemy to oceniać” – mówił oficjalnie w tym tygodniu komisarz Paolo Gentiloni. Najpoważniejsza teraz kwestia to zapis, że odwołania zawieszanych przez Izbę Dyscyplinarną sędziów powinny być rozpatrzone przez „niezawisły sąd ustanowiony na mocy prawa”. Chodzi o skład tworzonej „ustawą Dudy” nowej Izby Odpowiedzialności Zawodowej, która będzie się tymi sprawami zajmować. Poprawki senackie gwarantowały, że na pewno nie będzie powtórki ze składu Izby Dyscyplinarnej, bo wymagały siedmiu lat stażu w Sądzie Najwyższym (to wykluczało „neosędziów”). Ale Sejm poprawki Senatu odrzucił.

KPO za globalny CIT?

Polska do dziś blokowała unijną dyrektywę, której celem jest wdrożenie zeszłorocznego porozumienia OECD o minimalnej rzeczywistej stawce podatku CIT od dużych przedsiębiorstw na poziomie 15 proc. Ta reforma, nazywana „II filarem” porozumienia OECD, ma zwiększyć globalne wpływy z podatków o ponad 150 mld dol. rocznie.

Ani Warszawa, ani francuska prezydencja w Radzie UE nie przyznawały publicznie, że kluczowym elementem tej zagrywki o globalny podatek CIT są losy polskiego KPO. Ale akurat dziś władze Polski swą blokadę dla tego rozwiązania wycofały.

Tu problemy się jednak nie skończyły, bo swoje weto w tej sprawie zgłosiły właśnie Węgry, choć od kwietnia zapewniały o poparciu dla tej dyrektywy. Tu także rosną w Brukseli podejrzenia, że Budapeszt zaczyna po prostu grać o zatwierdzenie węgierskiego KPO.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną