Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Rosyjskie służby trzeszczą w szwach. Kogo tak naprawdę boi się Putin?

Prezydent Rosji Władimir Putin Prezydent Rosji Władimir Putin Sputnik / Reuters / Forum
Władimir Putin nie obawia się buntu w armii czy służbach. Boi się jednak charyzmatycznego generała, polityka czy innego lidera, którego gwiazda mogłaby teraz rozbłysnąć. Znajdzie się taki?

Były oficer FSO Wadim Zimin, który odpowiadał za nuklearną teczkę Putina, a wcześniej Borysa Jelcyna, tydzień temu trafił na intensywną terapię z ranami postrzałowymi ciała, w tym głowy. Rosyjskie media spekulują o jego próbie samobójczej związanej rzekomo z oskarżeniami korupcyjnymi. Po przejściu na emeryturę były ochroniarz Putina trafił do służby celnej i odpowiadał za kontrakty rządowe. Został oskarżony o łapówkarstwo, ale nie przyznał się do zarzutów i od grudnia czekał na proces w areszcie domowym w Krasnogorsku pod Moskwą.

Służby Putina, porażki wywiadu

To nie pierwsze takie sensacyjne doniesienie z kręgów Kremla. Od napaści na Ukrainę rośnie liczba tajemniczych samobójstw wśród menedżerów powiązanych z Gazpromem i przypadków zabójstw miliarderów. Podejrzliwość wzmaga czystka w służbach i przetasowania w najwyższych kręgach siłowników. Rodzą się pytania o lojalność wobec Putina i przyczyny narastającego krytycyzmu w ich szeregach.

Nawet kremlowska propaganda nie jest w stanie wciąż zapewniać, że „operacja” w Ukrainie idzie zgodnie z planem, a wywiad nie poniósł żadnej porażki, skoro uwięziono najwyższego generała odpowiedzialnego za przygotowanie inwazji pod tym kątem. Siergiej Biesieda, szef Piątej Służby FSB zajmującej się wywiadem w Ukrainie, trafił najpierw do aresztu domowego, a potem został przeniesiony do Lefortowa, więzienia, w którym NKWD rozstrzeliwało wrogów państwa. 29 kwietnia pojawił się za to jako urzędujący szef na pogrzebie Nikołaja Leonowa, weterana radzieckiego KGB.

Powrót Biesiedy nie oznacza, że Putin nadal ufa „swojej służbie”, zwłaszcza w kwestii ukraińskiej. Nie świadczy też o tym, że bardziej ufa wojskowym. Niewątpliwie wzmocnili się, odkąd w 2012 r. szefem resortu został Siergiej Szojgu, i to nie tylko za sprawą ewidentnych porażek FSB. GRU coraz częściej wchodzi w drogę służbom cywilnym, m.in. przejmując edukację patriotyczną w szkołach i patronując Junarmii. To eksperci z biura wojskowego pomagają Putinowi pisać historię na nowo. Dominacja GRU jest w istocie przejawem typowego dla czasów radzieckich sposobu zarządzania służbami. Putin, jak przywódcy ZSRR, steruje konfliktem między służbami cywilnymi i wojskowymi.

Czytaj też: Dzieje rosyjskich zabójstw politycznych

Raczej oficerowie niż szpiedzy

Symptomem zmian jest awans gen. Władimira Aleksiejewa, pierwszego zastępcy szefa GRU. W maju Putin powierzył mu odpowiedzialność za wywiad w Ukrainie. Co ważne, Aleksiejew nie jest typowym oficerem sztabowym, lecz doświadczonym specnazowcem. Karierę zaczął w siłach specjalnych, a nie w dyplomacji wojskowej. Nadzorował 14. Zarząd, któremu podlegają specjalsi, w 2011 r. został szefem sztabu i pierwszym zastępcą szefa GRU. Brał udział w działaniach w Donbasie, odpowiadał za operację w Syrii, był też zamieszany w ataki hakerskie podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 r. Ameryka objęła go za to sankcjami. W związku z otruciem Skripala w Wielkiej Brytanii w 2018 swoje sankcje nałożyła zaś Europa. „To twardzi i lojalni oficerowie, mają swoje metody, ale w żadnym wypadku nie są wyrafinowanymi szpiegami” – pisze o GRU para dziennikarzy śledczych Irina Borogan i Andriej Sołdatow w „The Moscow Times”.

Federalna Służba Bezpieczeństwa to z kolei głównie narzędzie represji. Inaczej niż w 2014 r. nie widać teraz wszechogarniającej szpiegomanii, mimo że służby koncentrują się na wyłapywaniu dywersantów. To oficerowie prowadzą filtrację, jeśli więc wzrośnie liczba ataków na cele krytycznej infrastruktury w kraju, oni za to odpowiedzą.

Dlatego szef służby granicznej gen. Władimir Kuliszow postuluje w rozmowie z „Moskowskowo Komsomolca” przywrócenie jednostki zajmującej się, jak kiedyś Smiersz, wyłącznie tropieniem szpiegów. Jak dodał, służby zidentyfikowały dotąd ok. 250 potencjalnych dywersantów gotowych zdestabilizować sytuację w kraju. Ale służby są jego zdaniem rozdrobnione, obciążone dodatkowymi zadaniami i mają trudności z koordynowaniem działań, zatem „Śmierć szpionom” – jak nazywano Smiersz – jest po prostu niezbędne.

Czytaj też: Rosja nie taka potężna. Nawalny kompromituje FSB

Kreml ma nowe powody do obaw

Andriej Sołdatow z portalu Agentura.ru, uznany dziennikarz śledzący zmiany w rosyjskich służbach, twierdzi, że choć nie są one wolne od podziałów i rywalizacji, to jest w nich niewielki potencjał buntu. W podkaście Meduzy 7 czerwca ekspert podkreślał, że przyświeca im idea służby „przez duże S”. „Nie wykazują też zdolności do poważnej konspiracji” – dodał. Rosyjscy oficerowie zawsze byli w tym kiepscy. Jak przypomniał Sołdatow, ostatnią poważną próbą wojskowego zamachu stanu było powstanie dekabrystów w 1825 r.

Od połowy maja widać jednak pewien nowy mechanizm niepokojący dla Kremla. Gdy rosyjska machina wojskowa zaczęła odczuwać trudy wojny, o ginących generałach, ofiarach wśród żołnierzy, problemach logistycznych i dziurach w dowództwie mówili już nie tylko krytycy Kremla i dziennikarze, ale też weterani, którzy używają w tym celu Telegrama, najpopularniejszego komunikatora w kraju.

To oni weryfikują propagandę Kremla i stawiają niewygodne pytania. Informacja o zatonięciu flagowego okrętu Floty Czarnomorskiej „Moskwa” przeszła w zasadzie bez większego echa, ale gdy w drugiej połowie maja Rosjanie próbowali przeprawić się przez Doniec, a całą batalionową grupę taktyczną zdziesiątkował ukraiński ostrzał, wojskowi głośno pytali o straty i o to, dlaczego nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Czytaj też: Rosja Putina straszy Litwę. NATO musi być bardzo czujne

„Zacznijmy walczyć na serio”

Weterani co prawda są krytyczni, ale nie występują z pozycji antywojennych. Domagają się raczej bardziej radykalnych działań i wyznaczenia ambitniejszych celów w Ukrainie. Na przykład Igor Striełkow (Igor Girkin), były oficer FSB i minister obrony separatystycznych władz Donieckiej Republiki Ludowej, dziś szef ruchu Noworosja, poddaje w wątpliwość sposoby prowadzenia „operacji” i nawołuje wprost: „Nazwijmy wojnę wojną, ogłośmy mobilizację i zacznijmy walczyć na poważnie”.

Jeszcze większy posłuch ma były pułkownik wywiadu wojskowego Władimir Kwaczkow, charyzmatyczny, szanowany przez wojskowych, wielokrotnie odznaczany za operacje bojowe w Afganistanie i Czeczenii, aresztowany w 2005 r. pod zarzutem próby zamachu na Anatolija Czubajsa. Został uniewinniony i ponownie aresztowany, tym razem za wzniecanie buntu wśród wojskowych, nawoływanie do siłowego obalenia władzy i działalności terrorystycznej. W 2013 r. Kwaczkowa skazano na 13 lat kolonii karnej, Sąd Najwyższy z czasem złagodził ten wyrok. Za to w 2021 r. skazał jego współpracowników na 15 i 10 lat kolonii karnej za działalność w Milicji Ludowej Rosji, uznanej za organizację terrorystyczną i zdelegalizowaną w 2015 r.

Kogo naprawdę boi się Putin

Putin nie obawia się buntu w swojej armii czy służbach. Boi się natomiast charyzmatycznego generała, polityka czy innego lidera, którego gwiazda mogłaby teraz rozbłysnąć. Kreml doskonale wie, że w czasie wojny objawiają się nowe autorytety, skuteczni dowódcy zyskują szacunek żołnierzy, rozpoznawalność i uznanie Rosjan. Niczym Aleksandr Lebiedź – najpopularniejszy generał Rosji w połowie lat 90., który stanął w konkury z Jelcynem. Wsławił się podczas interwencji w Afganistanie, później jako dowódca 14. Armii stacjonującej w Mołdawii, to on też podpisał traktat pokojowy z Czeczenią w Chasawjurcie. Do połowy 1996 r. jako szef Rady Bezpieczeństwa był trzecią osobą w państwie, a dwa lata później został wybrany na gubernatora Kraju Krasnojarskiego. Jego karierę przerwał dopiero śmiertelny wypadek śmigłowca w 2002 r.

Putin wplątał się w wielką wojnę, która nie gwarantuje sukcesu. Nie ma więc wyjścia: musi zarządzać rywalizującymi służbami, rotować generałów i czuwać nad nastrojami tych, którzy o nieudolności dowódców i metodach ręcznego sterowania władzy wiedzą coraz więcej, krytykują je coraz głośniej i domagają się bardziej stanowczej ofensywy w Ukrainie.

Czytaj też: Wywózki aż pod chińską granicę. To stara metoda Rosji

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną