Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Żółwik z mordercą. Po co Joe Biden leciał do Arabii Saudyjskiej?

Joe Biden z wizytą w Arabii Saudyjskiej. 15 lipca 2022 r. Joe Biden z wizytą w Arabii Saudyjskiej. 15 lipca 2022 r. Bandar Algaloud / Forum
Gorzką lekcją Realpolitik była wizyta Joe Bidena w Arabii Saudyjskiej, najważniejsza część jego kończącej się w sobotę podróży na Bliski Wschód. Spotkanie z morderczym dyktatorem komentuje się jako żenujący moment dla Ameryki, ale i smutną konieczność.

W piątek prezydent USA spotkał się w Dżeddzie z przywódcą totalitarnej monarchii księciem Mohamedem bin Salmanem (MBS), którego w czasie swej kampanii wyborczej w 2019 r. potępił za zlecenie zabójstwa opozycyjnego saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Biden powiedział wtedy, że jako prezydent uczyni MBS „pariasem” i nie będzie sprzedawał Arabii Saudyjskiej amerykańskiej broni.

Spotkanie z morderczym dyktatorem, przeczące zapewnieniom, że prawa człowieka będą się liczyły w jego polityce zagranicznej, komentuje się jako żenujący moment dla Ameryki – ale i jako smutną konieczność, podyktowaną strategicznymi interesami kraju. Przeważa wszakże krytyka wizyty – nawet sympatyzująca z demokratyczną administracją telewizja CNN uznała, że jest ona ogromnym sukcesem Rijadu, za który monarchia nie wiadomo czym, jeżeli czymkolwiek, odwdzięczyła się Bidenowi.

Czytaj też: Mord Chaszodżdżiego ujdzie księciu na sucho

Biden w Arabii Saudyjskiej. Próba resetu

Biały Dom argumentuje, że celem przyjazdu prezydenta do Dżeddy była poprawa stosunków z Arabią Saudyjską, kluczowym partnerem i sojusznikiem USA w regionie. Saudyjska monarchia traktuje administrację Bidena jako kontynuatorkę prezydentury Baracka Obamy, architekta układu nuklearnego z Iranem, który Saudyjczycy uważali za zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Porozumienie wypowiedział Donald Trump, ale Biden wyrażał wolę powrotu do niego i odmawiał otwartego zdeklarowania się po ich stronie przeciw Teheranowi. A potępienia autokratycznych metod rządzenia MBS i zapowiedzi wstrzymania dostaw broni dodatkowo podsyciły nieufność saudyjskiego władcy wobec amerykańskiego prezydenta. Monarchia zaczęła sugerować, że może rozluźnić związki z USA i skierować się ku Rosji, a nawet kupować od niej broń.

Na briefingu po spotkaniu z MBS Biden przedstawiał je jako sukces. Powiedział, że Arabia Saudyjska otworzy swą przestrzeń powietrzną dla samolotów izraelskich wożących arabskich pielgrzymów do Mekki, że książę zgodził się na przedłużenie rozejmu w Jemenie, gdzie toczy się wojna domowa, i że z MBS rozmawiał o perspektywach trwałego pokoju w tym kraju. Zakończenie wojny w Jemenie, w której Saudyjczycy pomagają rządowi w walce z popieranymi przez Iran rebeliantami, jest jednym z celów polityki USA na Bliskim Wschodzie, podobnie jak doprowadzenie do normalizacji stosunków Arabii Saudyjskiej z Izraelem. Biden powiedział również, że na spotkaniu z MBS poruszył sprawę zabójstwa Chaszodżdżiego. Usłyszał od księcia, że „nie był on za nie odpowiedzialny”, i dodał, że wyraził w rozmowie wątpliwość, czy to prawda. Wywiad amerykański ustalił, że MBS osobiście zlecił morderstwo.

Czytaj też: Gospodarka państw arabskich

Żółwik w zamian za ropę

Prezydentowi USA musimy wierzyć na słowo, że z saudyjskim przywódcą rozmawiał twardo, ale nie ma ostatecznie znaczenia, jak było naprawdę. Gromkie amerykańskie oświadczenia na temat łamania praw człowieka brzmią pusto, jeśli nie idą za nimi praktyczne czyny – sankcje za ich łamanie. Gorzej, że swoje zapewnienia o tym, iż dał księciu do zrozumienia, jak Ameryka potępia zabójstwo Chaszodżdżiego, Biden zniweczył kolejną gafą. Kamery uchwyciły moment, jak stuka się pięścią z pięścią MBS – sposób powitania w czasie pandemii covid-19, wyglądający na zdjęciu na wyraz zażyłości obu polityków. Komentator „Washington Post” – dziennika, z którym zamordowany dziennikarz współpracował – uznał go za gest bardziej kompromitujący niż standardowy uścisk dłoni.

Jednym z głównych celów wizyty Bidena w Dżeddzie, jeśli nie najważniejszym, było przekonanie MBS, aby Arabia Saudyjska zwiększyła produkcję ropy naftowej, co przyczyniłoby się do obniżenia jej światowej ceny. Jest to w tej chwili kluczowy problem dla Ameryki, gdzie rosnąca inflacja, w tym zwyżka cen benzyny, pogarsza społeczne nastroje, za czym idą spadające notowania sondażowe prezydenta i jego partii przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Biden, zapytany na briefingu, czy jego rozmowa z MBS zmieni sytuację w tym zakresie, odpowiedział wymijająco, sugerując tylko, że różnicę – w cenie benzyny, jak można było zrozumieć – odczujemy najwyżej „za kilka tygodni”.

Czytaj też: Nowe szaty tyrana. Co dziś przeraża Putina?

Trzeba było wysłać Blinkena

Nie wiadomo więc w końcu, czy MBS obiecał prezydentowi zwiększyć produkcję ropy. Według niektórych doniesień Arabia Saudyjska, nawet gdyby chciała, niewiele tu może zrobić, gdyż i tak wydobywa już ropę w ilościach na granicy wydajności swoich szybów. Powiedział o tym podobno Bidenowi francuski prezydent Emanuel Macron w czasie niedawnego szczytu G7. Jeżeli to prawda, to nie wiadomo, po co właściwie prezydent USA fatygował się do Dżeddy. Swoją wizytą i żółwikiem z mordercą Chaszodżdżiego niejako zrehabilitował go w oczach światowej opinii. Amerykańscy komentatorzy są zdania, że z misją do Arabii Saudyjskiej można było wysłać sekretarza stanu Antony′ego Blinkena. A wcześniej nie ogłaszać przede wszystkim, że MBS zostanie izolowany jako „parias”, bo przecież było jasne, że to nierealne. Krytycy prezydenta argumentują, że w grze z Rijadem Ameryka ma dość kart – dostawy najnowocześniejszej broni i sprzętu wojskowego, gwarancje bezpiecznego eksportu ropy w rejonie Zatoki Perskiej – żeby występować nie w roli petenta, tylko supermocarstwa stawiającego warunki.

W kalkulacjach Białego Domu przeważyła jednak świadomość, że USA będą miały do czynienia ze stosunkowo młodym MBS jeszcze długo, pewnie co najmniej przez następne 20–30 lat. I prawdopodobnie wiara, że jego ograniczone reformy, jak zezwolenie kobietom na prowadzenie samochodów, sygnalizują wolę i gotowość dalszej, stopniowej liberalizacji kraju. A jeśli do niej nie dojdzie – bo to raczej pobożne życzenia – to przypomnijmy, że w ostatecznym rozrachunku sojusz Ameryki z Saudyjczykami opiera się nie na wspólnocie wartości, a tylko wspólnocie interesów. Tylko po co te nieustanne deklamacje o prawach człowieka?

Czytaj też: Nie ten, to inny dyktator. Cena ropy jest naprawdę wysoka

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną