Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Rishi Sunak vs. Liz Truss. Oni zawalczą o władzę w Wielkiej Brytanii

Liz Truss i Rishi Sunak rywalizują o fotel szefa Partii Konserwatywnej i premiera Wielkiej Brytanii. Liz Truss i Rishi Sunak rywalizują o fotel szefa Partii Konserwatywnej i premiera Wielkiej Brytanii. PA Images / Forum
Były kanclerz skarbu i szefowa brytyjskiej dyplomacji zmierzą się w głosowaniu członków Partii Konserwatywnej. Rishi Sunak ma wyższe notowania w partyjnych strukturach, Liz Truss popierają buntownicy.

Jeszcze tydzień temu zanosiło się na sensację, bo wyżej od Liz Truss po pierwszych głosowaniach parlamentarzystów Partii Konserwatywnej była mało znana sekretarz stanu ds. handlu Penny Mordaunt. Minister spraw zagranicznych traciła do niej ok. 20 głosów. Bo choć Mordaunt nie brakowało doświadczenia (była członkinią szerokiego gabinetu Davida Camerona 12 lat temu), to rozpoznawalności – już tak.

Truss to odwrotny przypadek. W Westminsterze zasiada od 2010 r., pierwszą posadę rządową przyjęła siedem lat później, ale dopiero na czele dyplomacji od 2021 r. ma realny wpływ na politykę gabinetu. Bryluje w mediach, nie zawsze fortunnie. Dziennikarze wypominali jej naiwność i błędy w rozmowie z Siergiejem Ławrowem, wyskoczyła też przed szereg, namawiając brytyjskich ochotników do wyjazdu na front w Ukrainie. Zwłaszcza wokół tej drugiej wypowiedzi wybuchło sporo kontrowersji, bo udział żołnierzy z Wysp w wojnach toczonych przez inne państwa jest, przynajmniej teoretycznie, zabroniony.

Czytaj też: Karol, Rwanda i Miś Paddington. Spór monarchii z rządem?

Liz Truss czy Rishi Sunak

Ale o Truss było głośno i stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy rządu Borisa Johnsona, w dodatku nie dźwigała balastu jego skandali z czasów pandemii. Kiedy tydzień temu sypały się dymisje najważniejszych członków rządu, na czele z Sunakiem, ona leciała do Dżakarty na szczyt ministrów spraw zagranicznych krajów G20. Wróciła na tyle szybko, żeby ubrać się w pióra zaniepokojonej sytuacją w kraju i odpowiedzialnej polityczki. I na tyle późno, żeby zdążył opaść kurz po awanturze.

W ostatecznym głosowaniu w piątek 22 lipca zmierzy się z Rishim Sunakiem. Truss była na wznoszącej fali od kilku dni i przejmowała głosy kandydatów, którzy odpadali z rywalizacji po poprzednich głosowaniach. Sunak wygrał wszystkie rundy, Mordaunt była druga – aż do dzisiaj. Zagłosowało na nią 105 parlamentarzystów – przy 113 głosach na Truss i 137 na Sunaka. Dla Truss kluczowe okazało się zagospodarowanie poparcia Kemi Badenoch, byłej sekretarz stanu ds. równouprawnienia, drugiej bardzo konserwatywnej kandydatki w wyścigu. Badenoch odpadła we wtorkowej rundzie, zdobywając 59 głosów. 27 przejęła Truss, 19 poszło na konto Sunaka, tylko 13 do Mordaunt.

To był scenariusz łatwy do przewidzenia: Truss w roli szefowej widzieli najwięksi konserwatyści. Ale wśród buntowników, zmęczonych latami rządów Johnsona, prawicowców generalnie było więcej, więc głosy się rozproszyły. Stąd wysoka pozycja Badenoch i wczesne sukcesy Mordaunt – to kandydatki uszyte z podobnego materiału ideologicznego. Truss jest kojarzona najszerzej i charyzmatyczna, a to w brytyjskiej polityce bywa decydujące. Wzięła więc elektorat rywalek. Finałowa rozgrywka przeistacza się więc w konfrontację starego z nowym, stabilizacji z bardziej prawicową polityką tożsamościową i zagraniczną, technokratycznej ciągłości z powrotem ideologii.

Brytyjski tygodnik: Bierność Johnsona zabiła tysiące ludzi

Premier bez właściwości

Teraz debata przenosi się poza parlament. Wszystko w rękach ponad 160 tys. członków partii, którzy będą głosować korespondencyjnie. Wyniki poznamy 5 września. Według sondaży YouGov, na które powołuje się m.in. „Financial Times”, Truss jest – dość niespodziewanie – faworytką. Okazuje się, że Sunakowi szkodzi zarówno łatka współpracownika Johnsona, umoczonego w skandale poprzedniej ekipy, jak i zdrajcy, który opuścił szefa w krytycznym momencie. Truss nie ma na koncie skandali, ale też nadmiernie widocznych partyjnych powiązań.

Gdyby o zwycięstwie decydowały tylko głosy parlamentarzystów, Sunak nie miałby szans. YouGov już na początku rywalizacji ustawiał go na przegranej pozycji w starciu z każdym innym kandydatem. Jego stronnicy utrzymują jednak, że w szerszym elektoracie to on ma przewagę. Z obozu byłego kanclerza skarbu, którego poparł m.in. obecny wicepremier Dominic Raab, słychać głosy, że partia powinna postawić na niego, bo w przypadku wyborów to Sunak, prędzej niż Truss, dałby torysom zwycięstwo.

Przed dzisiejszym głosowaniem spekulowano, że część zwolenników Sunaka zagłosuje na Mordaunt, by zmniejszyć szanse szefowej dyplomacji – była sekretarz stanu ds. handlu weszłaby do finałowego starcia i przegrała zdecydowanie. Popołudniowe kalkulacje wskazują, że do niczego takiego nie doszło, prawdopodobnie też dlatego, że Sunak zaczął liczyć głosy. Nie czuł się na tyle pewnie, by jakąkolwiek ich część poświęcić na rzecz słabszej rywalki.

Na Wyspach dominują dziś głosy, że choć wygrała dwójka polityków, to przegrała Partia Konserwatywna i brytyjska demokracja. Oboje są kandydatami najwyżej przeciętnymi. Truss weszła do pierwszej ligi zaledwie kilkoma głośnymi deklaracjami – co pokazuje, jak nisko wisi poprzeczka. Sunak, z walizką afer, kontrowersjami wokół majątku żony i przyjaźnią z Johnsonem, w zdrowym systemie demokratycznym też prędzej chowałby się w tylnych ławach Izby Gmin, zamiast walczyć o premierostwo.

A to i tak najlepsi z dostępnych kandydatów. Jak pisał we wtorek felietonista „Financial Timesa” Jana Ganesh, zachodnie demokracje cierpią na niedobór politycznych talentów. Wybitne jednostki zagarnia sektor prywatny, do polityki trafiają przeciętniacy. Ani Rishi Sunak, ani Liz Truss nie wyprowadzą brytyjskiej polityki na nowe, lepsze tory – nie mają charyzmy ani kompetencji. I nie zmieni tego ani oksfordzki dyplom Sunaka, ani dyplomatyczna brawura Truss. Brytyjską politykę czekają, niestety, lata ciemne.

Czytaj też: Trójkąt przy Downing Street. Boris, Rasputin i Wiewióra

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną