Kogel-mogel po węgiersku
Czy Orbána da się odspawać od władzy? Tak zabetonował Węgry, że porażki się nie boi
„Widzę rozbite jaja, ale gdzie ten omlet?” – zapytał rumuński pisarz Panait Istrati, gdy stalinowscy aparatczycy tłumaczyli mu podczas wizyty w ZSRR, że nie da się zrobić omletu bez rozbijania jajek. Po 15 latach rządów Viktora Orbána i prawdopodobnym jak nigdy wcześniej sukcesie opozycji w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych na Węgrzech komentatorzy coraz częściej zadają pytanie, czy można włożyć rozbite jaja do skorupek.
Rządząca koalicja Fidesz-KDNP trzyma w garści wszystkie instytucje publiczne, niemal całą gospodarkę oraz media publiczne i prywatne. System stworzony na miarę dyktatorskich ambicji 62-letniego idola populistycznej prawicy, który szczyci się przyjaźnią z Donaldem Trumpem, a prezydenta Rosji Władimira Putina w trzecim roku wojny w Ukrainie nazywa „uczciwym partnerem”, działa tak, by jego kamaryla nawet w razie przegranej w wyborach nie straciła realnej władzy.
Czytaj też: Marsz LGBT w Budapeszcie zamienił się w antyrządowy wiec
Torysi znad Dunaju
Zgodnie z konstytucją Węgier z 2011 r. zmiana większości ustaw przyjętych przez gabinet Orbána i uchwalenie nowych wymaga aprobaty większości dwóch trzecich posłów. Dzięki faworyzującej rządzących ordynacji wyborczej Fidesz już trzykrotnie uzyskał większość konstytucyjną i 15 razy znowelizował ustawę zasadniczą tak, by zabetonować korzystny dla siebie układ sił na Węgrzech.
Na straży systemu Orbána stoją mianowani na dziewięcioletnie kadencje sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, prokurator generalny, a wreszcie wybierany przez parlament prezydent; obecnie jest nim były prezes Trybunału Konstytucyjnego Tamás Sulyok.