Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Ameryka Trumpa kontra Europa. Taktyka ugłaskiwania przegrywa, a Polska jest w kropce

W najnowszej odsłonie sporu o Grenlandię prezydent Trump zapowiedział, że nałoży od lutego cła karne o stawce 10 proc. na Danię, Francję, Niemcy, Finlandię, Holandię, Szwecję oraz Wielką Brytanię i Norwegię. W najnowszej odsłonie sporu o Grenlandię prezydent Trump zapowiedział, że nałoży od lutego cła karne o stawce 10 proc. na Danię, Francję, Niemcy, Finlandię, Holandię, Szwecję oraz Wielką Brytanię i Norwegię. Shutterstock
Coraz agresywniejsze działania Donalda Trumpa w sprawie Grenlandii zmuszają Europejczyków do korekty dotychczasowej polityki ustępliwości wobec USA. Polska, jak większość krajów flanki wschodniej, jest w trudnej sytuacji.

Europejczycy są mocno uzależnieni od Ameryki w kwestiach bezpieczeństwa i nie są w stanie tego zmienić w ciągu najbliższych kilku lat – nawet w razie ogromnej mobilizacji finansowej. I choć Donald Trump nie stawiał publicznie alternatywy „ustępstwa albo Ameryka gwałtownie osłabia gwarancje bezpieczeństwa dla Europy”, to świadomi tego dylematu Europejczycy w ciągu ostatniego roku stawiali na ugłaskiwanie prezydenta USA pochlebstwami i potakiwaniami. A także kosztownymi upokorzeniami, jak zeszłoroczna ugoda celna UE–USA uprzywilejowująca biznes amerykański.

Jednak zakusy Trumpa wobec Grenlandii podważają przydatność taktyki appeasementu wobec Ameryki. Grożenie inwazją, kuszenie „pokojowym zakupem”, presja gospodarcza ze strony USA już dawno byłyby – gdyby chodziło nie o Amerykę, lecz np. o Rosję – nazwane atakiem hybrydowym. Pomimo to sformułowanie wspólnej odpowiedzi Europy na roszczenia USA wobec Grenlandii może okazać się nieprostym testem jedności krajów UE oraz europejskiej części NATO.

Czytaj też: Misja Europy. Czy scenariusz „bitwy o Grenlandię” jest całkowicie nie do wyobrażenia?

Wojna czy kaprys?

W najnowszej odsłonie sporu o Grenlandię prezydent Trump zapowiedział przedwczoraj, że nałoży od lutego cła karne o stawce 10 proc. na Danię, Francję, Niemcy, Finlandię, Holandię, Szwecję, Wielką Brytanię i Norwegię – czyli państwa, które w ostatnich dniach zdecydowały się na wysłanie żołnierzy na Grenlandię w ramach niewielkich ćwiczeń Arctic Endurance. Ich deklarowany cel to wzmacnianie bezpieczeństwa wyspy wobec zagrożeń wskazywanych przez Trumpa (Rosja, Chiny), a nie przeciwstawianie się inwazji USA. Dania zabiegała, by odbywały się pod egidą NATO, ale Trump najwyraźniej uznał ćwiczenia za działania wspierające integralność terytorialną Królestwa Danii, a zatem wrogie wobec Ameryki. Karne cła mają wzrosnąć do 25 proc. od czerwca i obowiązywać aż do sfinalizowania zakupu Grenlandii przez USA.

Zapowiedzi Trumpa w sprawie ceł pokazują, że jego wypowiedzi na temat duńskiej wyspy nie są zaledwie krótkotrwałą prowokacją w jego stylu, lecz mogą wynikać z rzeczywistego planu aneksji, który zagraża spójności NATO.

Z drugiej strony ujawnione w poniedziałek pismo Trumpa do premiera Norwegii, kraju podpadającego po karne cła, w którym prezydent USA wiąże sprawę Grenlandii z nieotrzymaniem pokojowego Nobla, daje – mimo groteskowości całej sytuacji – światełko nadziei, że może jednak chodzi „tylko” o przejściowy kaprys wykorzystywany przez jastrzębi w Białym Domu, lecz do przezwyciężenia przez bardziej umiarkowane skrzydło trumpistów. „Biorąc pod uwagę, że Państwa kraj postanowił nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla za powstrzymanie ośmiu wojen PLUS, nie czuję już obowiązku myślenia wyłącznie o pokoju” – napisał Trump do Jonasa Gahra Store.

Pierwszą okazją do bezpośrednich rozmów prezydenta USA z liderami europejskimi może stać się w najbliższych dniach Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Następnie w czwartek wieczorem uczestnicy nadzwyczajnego szczytu UE będą zajmować się wspólną odpowiedzią na działania USA. Nałożenie karnych ceł na sześć krajów UE byłoby sprzeczne z logiką unii celnej wspólnego rynku, ale zarazem technicznie możliwe do wdrożenia przez USA. Odwet handlowy musi być natomiast wbudowany w mechanizmy unijne.

Obecnie najszybszym i najbardziej prawdopodobnym działaniem UE jest reaktywowanie pakietu ceł odwetowych (na import z USA o wartości 93 mld euro rocznie), który Bruksela opracowała w zeszłym roku. Używała go jako środka nacisku w negocjacjach handlowych ze Stanami, lecz ostatecznie nigdy nie wdrożyła wskutek ugody z lipca 2025 r. Formalnie pakiet jest zamrożony do 6 lutego, więc – jeśli Trump nie odpuści pomysłu z karnymi cłami – wystarczy brak działań ze strony Komisji Europejskiej, by został automatycznie wdrożony. Gdyby Bruksela chciała zrobić to jeszcze szybciej, wystarczy wniosek KE, do którego zawetowania trzeba by 15 krajów UE z 65 proc. ludności. To najprawdopodobniej byłoby jednoznaczne z wszczęciem obustronnie bardzo kosztownej wojny handlowej Europy z Ameryką. Europosłowie już wstrzymali prace nad przepisami potwierdzającymi zerowe stawki celne na amerykańskie dobra przemysłowe – był to element zeszłorocznej umowy z USA.

Czytaj też: Świat na zakręcie. USA i Rosja negocjują „tajny protokół”. Byłby to cios dla Ukrainy i Europy

Warszawa w kropce

Francja podczas niedzielnych kryzysowych obrad ambasadorów państw UE w Brukseli była główną orędowniczką sięgnięcia po instrument antywymuszeniowy (ACI), za którego pomocą można np. wykluczyć amerykańskie firmy z zamówień publicznych w UE, ograniczyć dostęp do wspólnego rynku usług cyfrowych, limitować eksport do Stanów produktów ważnych dla branży farmaceutycznej. To rozwiązanie radykalne, ale zarazem czasochłonne, co pozwala na stopniową eskalację w odpowiedzi na kolejne działania Ameryki.

Unia do podjęcia działań sankcyjnych w ramach ACI potrzebuje bowiem uprzedniego stwierdzenia sytuacji „wymuszenia gospodarczego” na wniosek Komisji Europejskiej za zgodą 15 z 27 krajów obejmujących 65 proc. ludności Unii. Jeśli Trump nie sięgnie po zbrojną inwazję na Grenlandię, uzyskanie takiej większości nie będzie proste.

Ale szybkim krokiem Brukseli może być uruchomienie procesu oceny, czy zachodzi „wymuszenie”, co stanowiłoby środek odstraszający – rodziłoby presję polityczną i prognozowaną niestabilność dla amerykańskiego biznesu w Europie, choć jeszcze bez konkretów w praktyce.

Cła odwetowe i odstraszające uruchomienie ACI oznaczałoby przejście przez Unię od ustępliwości do taktyki nakładania kosztów na USA w nadziei, że to zmusi Trumpa do powściągania swych działań. Europejczycy mogą liczyć na wzrost sprzeciwu amerykańskiego Kongresu wobec planów aneksji Grenlandii, a w dłuższej perspektywie na lęk republikanów, obawiających się, że spór z Europą wpłynie na wynik wyborów połówkowych w listopadzie 2026 r.

Z drugiej strony taka eskalacja gospodarcza wymagałaby – bardzo trudnej m.in. dla Polski – zgody na podjęcie ryzyka, że Trump może zagrać jeszcze ostrzej poprzez gwałtowne osłabienie zaangażowania USA w NATO i w Ukrainie. Warszawa na forum unijnym na razie nie wychyla się w debatach o środkach odwetowych, prowadzi zakulisowe konsultacje i zapewne w najbliższych dniach nie będzie orędować za szybkim wdrożeniem działań radykalnych. Choć na Zachodzie już same plany przejęcia Grenlandii bywają interpretowane jako „koniec NATO”, to państwa Europy Środkowo-Wschodniej chcą jak najdłuższego utrzymania obecności sił USA w regionie, nawet jeśli Ameryka grozi – na razie niezbrojną – aneksją Grenlandii.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną