Spadają gwiazdy USA. Iran zadał bolesne ciosy amerykańskiej dominacji na niebie
W piątek spadł czwarty w operacji irańskiej amerykański F-15E i pierwszy A-10. Oba tym razem od ognia nieprzyjacielskiego nad terytorium przeciwnika, co warto podkreślić, bo wcześniejsze – liczne – straty w siłach powietrznych USA brały się z ostrzału regionalnych baz lub z błędów (własnych i sojuszniczych). Nadal największe straty w sprzęcie przyniósł kuwejcki incydent z omyłkowym zestrzeleniem trzech F-15E, a w ludziach – niewyjaśnione wciąż zderzenie nad Irakiem tankowców KC-135, po którym jedna z maszyn runęła na ziemię z całą sześcioosobową załogą.
Iran w praktyce nie ma lotnictwa bojowego, i aktywnie bronić się przed powietrzną inwazją USA oraz Izraela nie ma sposobu. Ale zachował znaczne siły uderzeniowe, które co jakiś czas zaskakują agresorów na ich lotniskach stałego bazowania. Rakiety balistyczne i drony potrafią niszczyć „zaparkowane” samoloty. Przy czym Irańczycy świadomie wybierają za cel nie myśliwce i bombowce taktyczne, a tzw. strategiczne wsparcie, czyli maszyny powietrznego tankowania lub – jeszcze cenniejsze – wczesnego ostrzegania i dowodzenia.
Dlatego do obrazkowej legendy tej trwającej zaledwie od pięciu tygodni wojny już przeszedł zniszczony w Arabii Saudyjskiej AWACS E-3 Sentry – „stary, ale jary” Boeing 707 z charakterystycznym talerzem radarowym nad kadłubem, od dekad jedna z ikon zachodniej przewagi powietrznej. Tym razem poległ trafiony dronem lub rakietą wymierzonymi w tę samą bazę.