Dla Władimira Putina to jedno z najważniejszych wydarzeń roku. Rosyjskie Davos, czyli Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w jego rodzinnym Petersburgu, miało być pokazem siły i stabilności rosyjskiej gospodarki, ale nie wyszło zbyt dobrze. Goście – z powodu sankcji i wojny w Ukrainie – dopisali słabo. Do tego ukraińskie drony dalekiego zasięgu dwa razy podczas imprezy przedarły się przez obronę przeciwlotniczą. Zamiast potęgi gospodarki uczestnicy zobaczyli dymy nad Newą. Zamknięto lotnisko. Ucierpiały baza floty bałtyckiej w pobliskim porcie Kronsztad, terminal paliwowy i magazyny wojskowe.
„Nasze drony odwiedziły pańskie forum w Petersburgu, pokonując ponad tysiąc kilometrów. Jak pan wie, nie jest to granica naszych możliwości” – napisał Wołodymyr Zełenski w otwartym liście do Władimira Putina. Dodał, że Ukraina jest gotowa na rozmowy pokojowe. Zaproponował osobiste spotkanie na neutralnym gruncie i całkowite zawieszenie broni wzdłuż obecnej linii frontu.
Wcześniej, jeszcze w maju, spotkanie liderów usiłował umówić rosyjski oligarcha Roman Abramowicz, ale nie ma jasności, czy była to inicjatywa Kijowa czy Moskwy. List Zełenskiego zyskał aprobatę Donalda Trumpa („Cieszę się, że rozmawiają o spotkaniu. Myślę, że mieliśmy w tym duży udział”). Z zadowoleniem gotowość Kijowa do negocjacji przyjęli też najważniejsi sojusznicy Ukrainy w Europie: Francja, Wielka Brytania i Niemcy. Przywódcy tych państw spotkali się z Zełenskim i zapewnili o swoim poparciu.
Putin uznał list Zełenskiego za „prostacki”. Odrzucił pomysł spotkania i dodał, że działania zbrojne „zakończą się, gdy Rosja osiągnie swoje cele”. Wyjaśniał, że wszystko jest pod kontrolą, a rosyjska armia „atakuje na całej linii frontu”.