Świat

Naksalici atakują

W Indiach rząd ściera się maoistowskimi rebeliantami

Fot. Wiki Fot. Wiki
Maoiści kontrolują lasy we wschodnich Indiach aż po granicę z Nepalem.

 

22 lutego setki maoistów zaatakowały posterunek policji w Najagar w stanie Orisa na północnym wschodzie Indii, zabijając 20 oficerów, raniąc 12 i rabując broń. W odpowiedzi siły porządkowe przeprowadziły największą w historii stanu operację, zabijając 20 rebeliantów. Ta wojna jest światu mało znana, ale na pewno nie lokalna (Daily News and Analysis, Hindustan Times).

Czy za tym stoi Mao?

W północnych i centralnych Indiach rząd od lat ściera się maoistowskimi rebeliantami, zwanymi naksalitami, od nazwy wioski Naxalbari w Zachodnim Bengalu, gdzie ruch narodził się w 1967 roku. Maoiści kontrolują lasy we wschodnich Indiach aż po granicę z Nepalem. Władze szacują, że szeregi naksalistów liczą około 10 tysięcy partyzantów. Co roku z ich rąk giną tysiące policjantów. Porywają pociągi, odbijają więźniów, mordują lokalnych polityków. Twierdzą, że reprezentują najbiedniejszych i walczą o prawa bezrolnych chłopów i ludności plemiennej. Finansują swoje działania nakładając 12 proc. "podatek" na lokalnych przedsiębiorców i handlarzy. Premier Indii Manmoham Singh ogłosił ich kampanię największym zagrożeniem bezpieczeństwa wewnętrznego kraju.

W 2005 roku władze w Ćhattisgarh uzbroiły mieszkańców wiosek, organizując antymaoistyczny ruch Salva Judum (Marsz Pokoju). Wioski, które popierają naksalitów są wysiedlane, domy burzone, a ich właściciele zawożeni do obozów przesiedleńczych. Żołnierze mówią, że wieśniacy ściągają do obozów szukając schronienia; wieśniacy twierdzą, że obozy są w rzeczywistości więzieniami. Jak podawał w 2006 roku The Guardian, W konflikcie zostało wysiedlonych 50 tys. osób.

Siedzieć na majątku

Powód leży pod ziemią. Obszary plemienne w tej części kraju są jednymi z najbardziej zasobnych w rudę żelaza, węgla, wapnia i boksytu. Na tej ziemi mieszkają najubożsi Hindusi - w większości niepiśmienna ludność rdzenna; tutaj też chcą się wprowadzić największe koncerny, by wydobywać bogactwa naturalne: Vedanta (producent aluminium), Texas Powergen, koncerny stalowe Tata, Mittal, Posco (źródło: CLSA). "Mówimy o 30 mld dolarów zagranicznych inwestycji", mówi Anirudha Dutta, analityk w grupie CLSA.

Jednak strajki wymuszone przez maoistów, przestoje w pracy i ataki na wykonawców inwestycji nękają chętnych przedsiębiorców. Analitycy finansowi martwią się, czy uda się wybudować przemysł w miejscu, gdzie państwo jest nieobecne. Problemem jest pogodzenie rozwoju przemysłowego z obojętnością rządu, uważa Dutta. Rdzenna ludność nie ma odpowiedniego wykształcenia, by dostać pracę w inwestujących w ich ziemię koncernach. Sprzedają swój kawałek gruntu, a potem kończą jako wyrobnicy na budowach.

Eksperci oceniają, że konflikt może zamienić się w rodzaj "afrykańskiej" wojny o minerały, w której uchodźców przemieszcza się z obozu do obozu, pisze The Guardian. "Takie problemy nie są typowe dla Indii czy dla przemysłu wydobywczego", ocenia Ravi Kastia z międzynarodowej korporacji Aditya Birla i przewodniczący sekcji górniczej Konfederacji Przemysłów Indii. "W wielu miejscach na świecie obserwuje się podobny konflikt. W Indonezji i Chinach z podobnych powodów zamknięto huty miedzi. Ale ponieważ jest popyt, inwestycje będą kontynuowane".

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Włoski strajk na polskich drogach

Włoskie firmy drogowe ogłosiły, że rozpoczętych w Polsce budów mogą nie skończyć, jeśli nie dostaną dodatkowych pieniędzy. W wyborczym roku będzie więc mniej przecinanych przez polityków wstęg, a więcej awantur. Jak do tego doszło?

Adam Grzeszak
21.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną