Świat

Równanie trójstronne

cena za odnowienie przyjaźni USA z Turcją

Prezydent Bush (USA) bada wzrokiem premiera Erdogana (Turcja). Fot. Chip Somodevilla / UPI / BEW Prezydent Bush (USA) bada wzrokiem premiera Erdogana (Turcja). Fot. Chip Somodevilla / UPI / BEW
W trzydziestoletniej historii konfliktu w górach Kandil, ten rok jest inny. PKK, Partia Pracujących Kurdystanu, stoi przed poważnym zagrożeniem - ale już nie ze strony tureckich żołnierzy, tylko polityków.

Wkrótce po zakończeniu ofensywy tureckiej armii przeciw rebeliantom w północnym Iraku, prezydent Dżalal Talabani przyjechał z wizytą do Ankary. Jego odwiedziny świadczą o dyplomatycznych wysiłkach, by złagodzić ostatnie napięcia spowodowane wtargnięciem wojsk tureckich do północnego Iraku, oceniają komentatorzy (BBC; Reuters).

Turcja od lat zwalcza kurdyjskich rebeliantów, działających z baz w górach Kandil na granicy Iraku z Turcją - jednej z najbardziej niedostępnych naturalnych fortec. Od 1984 roku, kiedy organizacja rozpoczęła kampanię o utworzenie niepodległego Kurdystanu w południowej Turcji, w wyniku ich działań zginęło niemal 40 tys. ludzi, głównie Kurdów, oskarża Ankara.

W październiku zeszłego roku parlament turecki dał armii mandat na prowadzenie działań militarnych przeciwko kurdyjskim rebeliantom w północnym Iraku. W ciągu następnych miesięcy samoloty i artyleria armii tureckiej bombardowały i ostrzeliwały pozycje PKK, korzystając ze wsparcia wywiadu amerykańskiego. W lutym 10 tys. żołnierzy tureckich przekroczyło granicę z północnym Irakiem. Stany Zjednoczone, które kwalifikują PKK jako organizację terrorystyczną, nie sprzeciwiły się tureckiej interwencji, apelując jedynie, by kampania była krótka i celowa.

Kurczący się Kurdystan

Porozumienie jest oczywiste, pisze Grenville Byford dla Newsweeka: Masud Barzani, prezydent autonomicznego rządu kurdyjskiego w północnym Iraku, i prezydent Iraku Talabani, powstrzymają PKK, o ile Turcja zgodzi się na jakąś formę niepodległości Kurdystanu - jakąkolwiek uda im się teraz uzyskać. Bo po raz pierwszy od 2003 roku iraccy Kurdowie, drugi obok Ankary sprzymierzeniec Stanów Zjednoczonych w regionie, znaleźli się w politycznej izolacji. Rząd premiera Nuri Al-Maliki'ego w Iraku niedawno obciął budżet ich autonomicznego rządu i odmówił dalszego finansowania kurdyjskiej armii Peszmerga.

To uzgodnienie polityki Ankary z Bagdadem - właśnie teraz - nie dzieje się bez przyczyny. Wygląda na to, że pod koniec zeszłego roku Waszyngton przeprowadził rewizję swojej polityki wobec Turcji, oceniając, że pozostawienie Kurów ich własnemu losowi jest niewielką ceną za odnowienie przyjaźni z Turcją, pisze M.K. Bhadrakumar, były dyplomata indyjski, który wiele lat spędził na placówkach m.in. w Turcji, w artykule "Turkey's offensive comes at a price". To kluczowa zmiana polityki wobec Ankary - i uznanie jej regionalnych ambicji. Należy przypuszczać, że Waszyngton oczekuje, że to właśnie Turcja odegra główną rolę gwaranta stabilności w północnym Iraku, przez który biegną rurociągi do Europy. Ankara jest w pełni zdolna do pohamowania ambicji dwóch rosnących w jej sąsiedztwie potęg, Iranu i Syrii - o ile nie posunie się za daleko w swoim entente cordiale z Teheranem i Damaszkiem.

Aspiracje Ankary

Zdaniem Byford'a, od kiedy przywódca kurdyjskich rebeliantów Abdullah Ocalan został pojmany w 1999 roku, bojownicy z PKK skupili się na prawach Kurdów i stonowali hasła walki o niezależny Kurdystan. Niewielu Kurdów chce dziś separacji, wszyscy natomiast chcą oficjalnego uznania ich kultury, pisze Byford. Premier Turcji Tayyip Edrogan skutecznie zabiega o ich głosy i jeśli uda mu się wygrać przyszłoroczne wybory lokalne w mieście Diyarbakir, kurdyjskiej twierdzy, będzie to cios dla PKK - które twierdzi, że jest jedynym reprezentantem aspiracji tureckich Kurdów.

Vadim Makarenko, znawca wojskowych stosunków międzynarodowych, cytowany przez Ria Novosti (Turkey feeling its way in north Iraq), uważa, że przekroczenie granicy przez wojska Tureckie to sondowanie reakcji społeczności międzynarodowej na ewentualny podział Iraku. Apetyty Turcji nie ograniczą się do spornego regionu Mosulu (którego przynależność do Iraku została w 1926 roku uznana przez Ligę Narodów) - Ankara będzie pewnie chciała sięgnąć także po zasobny w ropę Kirkuk.

Tureckie działania w północnym Iraku należy oceniać nie pod kątem ich militarnego, ale politycznego i strategicznego znaczenia, pisze turecki dziennik Zaman (Tug-of-war betwen the military and the militarists). Kilkuset tureckich żołnierzy na misji poszukiwawczej w ośnieżonych górach Kandil z pewnością nie rozwiąże kurdyjskiego problemu.

 

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną