Joseph Fritzl - część austriackiej neurozy?

Spojrzenie w otchłań
Ta historia jest tak monstrualna, że wydaje się wzięta bardziej z literatury sensacyjnej niż z życia. Kazirodcze niewolnictwo. Perfekcyjnie zaplanowane podwójne życie złoczyńcy. I pozorny spokój drobnomieszczańskiego osiedla małych, zadbanych domków. Nobliwy kościół z zatroskanym proboszczem.
Austriacki wampir?
we-make-money-not-art/Flickr CC by SA

Austriacki wampir?

Jeszcze nie przebrzmiała sprawa Nataszy Kampusch z podwiedeńskiego Strasshof, nastolatki, która dwa lata temu uciekła z piwnicy, w której przez osiem lat była więziona przez młodego mężczyznę, gdy kazirodczy horror z Amstetten ponownie ściągnął na Austrię uwagę mediów z całego świata.

W spokojnym miasteczku zamożny i respektowany obywatel przez niemal ćwierć wieku więził córkę w piwnicy, rozbudowanej za zezwoleniem władz w schron przeciwatomowy. Ściągnął ją tam w 1984 r., gdy miała 18 lat, bo obawiał się ujawnienia przez nią faktu, że od siedmiu lat ją regularnie gwałcił. W lochu Josef Fritzl spłodził z własną córką siedmioro dzieci. Jedno zmarło po porodzie, więc – jak zeznał – spalił je w piecu. Trójkę również uwięził, tak że nigdy nie widziały światła dziennego. A pozostałą trójkę podsunął własnej żonie do wychowania, mówiąc, że podrzuciła je córka, która żyje w jakiejś sekcie i nie chce utrzymywać żadnych kontaktów z rodziną. I nikt, ani żona Josefa F., ani sąsiedzi, ani lokalne władze niczego nie podejrzewali, choć ten i ów w sąsiedztwie wiedział, że w latach 60. Fritzl był skazany za gwałt...

Cała sprawa wyszła na jaw, gdy jedno z uwięzionych dzieci, 19-letnia córka, ciężko zachorowało i 73-letni już ojciec-dziadek pozwolił ją zawieźć do szpitala.

Zbrodni na tle seksualnym nie brak w żadnym kraju. Belgia miała aferę Dutroux. Niemcy – choćby aferę z Frankfurtu nad Odrą, gdzie matka zamordowała dziewięcioro kolejnych noworodków. Również we Francji, pod wrażeniem szokujących doniesień z Austrii, pewna kobieta przyznała, że przez lata była gwałcona przez swego ojczyma, rodząc mu sześcioro dzieci.

Prasa austriacka – jak „Die Presse” – z jednej strony uspokaja, że to jednak przypadek odosobniony, z drugiej jednak nalega na energiczne śledztwo. Prowadzi je 35 urzędników, podając mediom coraz to nowe szczegóły. Niewykluczone, że Fritzl jest także mordercą, ponieważ w latach 60., w pobliżu prowadzonej przez jego żonę stancji dla dziewcząt, znaleziono zamordowaną kobietę, która – jak podaje prasa – jest podobna do córki Fritzla. Nie, to jednak chyba pomyłka, pojawia się dementi. Za to nie jest wykluczone, że oprawca trzymał swe ofiary w szachu, grożąc im zagazowaniem w wypadku próby ucieczki. Sprawdzamy...

Komora gazowa w Amstetten? Czyżby nazistowski cień nad całą historią, zastanawiają się reporterzy. W końcu niedaleko Amstetten była filia obozu koncentracyjnego w Mauthausen. I zaczyna się liczenie, ileż to lat mógł mieć Fritzl w 1945 r.? Tylko 9! A więc znów błędny trop. Niemniej komentatorzy wiążą odrażający przypadek z Amstetten z innymi zbrodniami popełnionymi w ostatnich dziesięcioleciach w Austrii. Choćby nacjonalisty Franza Fuchsa, który w przesyłkach pocztowych rozsyłał do wybranych imigrantów bomby wybuchające po rozerwaniu koperty. Albo cukiernika-nazisty Udo Prokscha, który podłożył bombę zegarową we frachtowcu „Lucona”, powodując jego zatopienie. I wreszcie Wolfganga Priklopila, bezrobotnego młodego mężczyzny, który uprowadził dziesięcioletnią Nataszę Kampusch, a gdy mu uciekła, rzucił się pod pociąg.

To może nie przypadek, że właśnie w małej, przytulnej, ale i zakłamanej Austrii, w której karierę robili tacy ludzie, jak były nazista Kurt Waldheim czy ksenofobiczny populista Jörg Haider, dochodzi do takiego rozdwojenia jaźni: Dr Jekyll i Mr Hyde. Co jest nie w porządku z państwem austriackim? – zapytał na konferencji prasowej w Amstetten brytyjski korespondent.

Według monachijskiej „Süddeutsche Zeitung”, loch w Amstetten ukazuje mroczne regiony psychiki Austriaków, która ujawnia się w twórczości austriackich autorów. A także w obrazach Gottfrieda Helnweina, na których widać ludzi z widelcami wbitymi w oczy albo dziewczyny, którym cieknie po nogach krew. U Helnweina wychodzą na jaw zmory, odsłaniane są lochy istniejące w głowach. Ale czymże są one w obliczu prawdziwych lochów? Nawet w swej kulturze pop Austriacy zajmują się grozą. Na przykład tekściarz i piosenkarz Hans Hölzl, zwany Falco, który swą „Jeanny” stworzył tło muzyczne dla tragedii Nataszy Kampusch czy rodziny F.: „Przychodzą po ciebie. Ale ciebie nie znajdą. Nikt ciebie nie znajdzie! Jesteś u mnie”. To klasyk. W 1986 r. ta piosenka trafiła na szczyt austriackiej listy przebojów. Wtedy Elisabeth Fritzl była już od dwóch lat zamknięta w lochu.

Do tych przykładów można dodać dalsze. Choćby „Pianistka” Elfriede Jelinek, uwięziona psychicznie przez własną matkę, czy duszne sztuki Artura Schnitzlera, w których ujawnia się austriacka nerwica, albo Thomasa Bernharda czy Petera Turriniego, który w latach 90. nazwał Austrię republiką morderców. Wtedy chodziło o nieprzezwyciężoną przeszłość nazistowską Austriaków, którzy – zasłaniając się mitem Austrii jako „pierwszej ofiary Hitlera” – nigdy nie dokonali tak głębokiego rachunku sumienia jak Niemcy.

Kto chce, ten klucza do Amstetten może szukać nawet w powieści Normana Mailera „Zamek w lesie” o kazirodczym rodowodzie Hitlera i bezpośrednim udziale szatana w jego poczęciu. Ale to przecież jedynie literackie konstrukcje opisujące, a może jedynie kreujące austriacką neurozę.

Ale czy naprawdę ta austriacka neuroza istnieje? Psychiatra, który zajmował się terapią Nataszy Kampusch, Max Friedrich ma co do tego wątpliwości. Przypadek z Amstetten jest inny niż ten ze Strasshof. Jedno, co jest wspólne, to fakt wieloletniego więzienia ofiar w lochu. Ale Natasza przed uwięzieniem prowadziła normalne życie, natomiast trójka dzieci Elisabeth Fritzl nigdy nie była na świeżym powietrzu i nigdy nie chodziła do szkoły. Nie wiadomo, czy dwójka starszych – 19 i 18 lat – w ogóle może się włączyć do normalnego życia. Jednak – przyznaje Friedrich – fakt, że obie tragedie zdarzyły się właśnie w Austrii, być może nie jest przypadkowy. Austriacy są mistrzami zamykania oczu na rzeczywistość. Niegdyś byli mocarstwem, a od 90 lat mają tylko ogryzek państwa. Być może są historyczne powody do wypierania ze świadomości tego co niewygodne, ale ta rzeczywistość co jakiś czas mimo wszystko wychodzi na jaw. Tak jak w tym wypadku. Nieprzypadkowo Zygmunt Freud swe najważniejsze doświadczenia zebrał w Wiedniu...

Na razie obydwoma przypadkami zajmują się media i politycy obawiający się dramatycznego pogorszenia wizerunku kraju. Austria w dużej mierze żyje z turystyki. Jest też współorganizatorem najbliższych piłkarskich mistrzostw Europy. Nie pozwolimy, by cały kraj stał się zakładnikiem jednego człowieka – mówił kanclerz Austrii Alfred Gusenbauer. To nie Austria jest sprawcą, to jest niepojęty, ale odosobniony przypadek.

Ministrowie zostali zobowiązani do przejrzenia wszystkich norm prawnych związanych z tą sprawą, a firmy reklamowe mają zadbać o korzystną prezentację Austrii w Europie. Jeśli – w odróżnieniu od afery Dutroux w Belgii – okaże się, że przedstawiciele administracji nie są w żaden sposób uwikłani w tę sprawę, to przypadek z Amstetten nie będzie miał żadnego wpływu na wizerunek Austrii – twierdzi szef austriackiego instytutu marketingowego Wolfgang Bachmayer. Co prawda, dodaje, na obrazie Austrii w ostatnich latach pojawiło się kilka rys, afera Waldheima, sankcje UE w 2000 r. po zwycięstwie Haidera, a następnie afera z porwaniem Nataszy Kampusch, ale tak jak londyński Kuba Rozpruwacz z końca XIX w., seryjny morderca kobiet, nie podkopał prestiżu Wielkiej Brytanii, tak i Josef Fritzl nie zniszczy obrazu Austrii, nawet jeśli nie jest „wyspą szczęśliwości, do której przyjeżdża się na narty”.

Niemniej profesjonaliści są sceptyczni. Politykom się zdaje, że metodami marketingowymi mogą poprawić wizerunek swój, swej polityki lub kraju. Tymczasem – według Bachmayera – tworzenie wizerunku kraju to proces długotrwały, rozkładający się na pokolenia, i doraźne akcje reklamowe niewiele pomagają. Lepsze wrażenie sprawia solidna i długotrwała dyskusja społeczeństwa obywatelskiego o przyczynach takich aberracji jak w Amstetten i o możliwościach samokontroli społeczeństwa, niż kolejna akcja plakatowa czy spoty telewizyjne o austriackim cudzie gospodarczym czy turystycznym raju.

Zatem gdy przebrzmi pierwszy medialny szok, nadejdzie pewnie czas na rozwiązanie austriackich języków, na dyskusje o przyczynach i skutkach niepojętej zbrodni Josefa Fritzla. Literatura austriacka co jakiś czas dokonuje wnikliwych wiwisekcji austriackiego samopoczucia. To kolejny dramatyczny temat.

Sprawa Josefa Fritzla nie pozwala na łatwe uspokojenie, że zbrodniarzem był pokręcony dziwak, samotnik. Nic podobnego. Przez ćwierć wieku zamożny, uznany współobywatel skutecznie prowadzi podwójne życie. Jego żona wzruszająco – jak mówią sąsiedzi – troszczy się o trójkę dzieci. Tyran domowy urzeczywistnia najgorsze fantazje. I wszystkie mechanizmy kontrolne zawodzą – zarówno państwowe, jak społeczne, a także moralne, wbudowywane przez rodzinę, Kościół, szkołę... Ludzie uwierzyli w bajkę o ucieczce 18-letniej Elisabeth do dziwacznej sekty, bo to mieściło się w ich wyobrażeniach zagrożeń, nie mieściło się natomiast, że tuż pod ich bokiem ojciec najpierw przez kilka lat gwałci córkę, a potem czyni z niej swą niewolnicę, zamkniętą w odrębnym świecie. I nikogo nie zastanowiły zakupy jedzenia, pieluch, ubranek dla dzieci.

Fritzl w swym domu wynajmował pokoje, mówiąc lokatorom, że piwnice są dla nich tabu, a oni to tabu respektowali, nawet jeśli słyszeli – jak się teraz okazuje – dziwne stukanie. To tylko hydraulik, odpowiadał Fritzl. Cóż to za wspólnota, w której skrajnie autorytarny człowiek jest w stanie na ćwierć wieku narzucić sąsiadom tabu, zapytuje „Die Zeit” dopowiadając: czyżby obawiali się zajrzeć we własną otchłań?

Być może, ale wyobrażenie wspólnoty, w której sąsiedzi podejrzliwie myszkują sobie nawzajem po piwnicach, też jest aberracją.

Przerażająca sprawa kazirodztwa z Amstetten jest przypadkiem austriackim. Ale nie tylko. Nie wiadomo, ile jeszcze kobiet w różnych krajach – które nie miały nazistowskiej przeszłości czy fantomu bólu po utraconym mocarstwie – jest więzionych w nieznanych lochach. Lista zaginionych jest długa. Także w Polsce.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj