Świat

Krym: rosyjsko-ukraińskie starcie

Krym: rosyjsko-ukraińskie starcie

Prezydent Juszczenko zażądał, by okręty, które naruszyły gruzińskie wody terytorialne, nie wracały do Sewastopola. Prezydent Juszczenko zażądał, by okręty, które naruszyły gruzińskie wody terytorialne, nie wracały do Sewastopola. Nikolay Lazarenko/POOL/UPG / Reporter
Rośnie napięcie między Rosją a Ukrainą w sprawie Krymu. Rosyjscy nacjonaliści coraz głośniej upominają się o półwysep, na którym mieszka 1,7 mln Rosjan i stacjonuje Flota Czarnomorska.
Zamieszki na Krymie.Alexei Pavlishak/ITAR-TASS/Forum Zamieszki na Krymie.

[Artykuł powstał w sierpniu 2008 roku]

Sewastopol nie przypomina typowego krymskiego kurortu. Sporo tu kawiarni, knajp i straganów z bibelotami, ale to nie atrakcje dla turystów najbardziej rzucają się w oczy. Najbardziej widoczni są marynarze paradujący szerokimi alejami w granatowych mundurach. Bo Sewastopol to przede wszystkim potężny port wojenny, i to dwóch marynarek naraz – ukraińskiej i rosyjskiej. Flota Czarnomorska, kiedyś duma carskiej Rosji i symbol potęgi morskiej ZSRR, jest najbardziej rozpoznawalnym znakiem firmowym Krymu. I źródłem rosnących kłopotów Ukrainy.

Sama flota jest cieniem swej dawnej potęgi. Założona w XVIII w. przez księcia Grigorija Potiomkina, jeszcze 20 lat temu liczyła setkę okrętów i 25 tys. marynarzy, dziś zostało ich 11 tys., a okrętów zaledwie 35. Flagowy krążownik rakietowy „Moskwa” ma już 32 lata, kilka innych przekroczyło już czterdziestkę, a więcej jednostek jest wycofywanych ze służby, niż do niej trafia. Aleksandr Chramczichin z Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych w Moskwie twierdzi, że za kilkanaście lat armia rosyjska nie będzie mieć z Floty Czarnomorskiej większego pożytku.

Za czasów Związku Radzieckiego urządzała pokazy siły na Morzu Śródziemnym pod bokiem Szóstej Floty USA. Dziś jej najambitniejsze zadania to patrolowanie rosyjskiego wybrzeża, dbanie o bezpieczeństwo tankowców i rurociągów oraz udział w małych wojnach, jak sierpniowa potyczka z Gruzją, podczas której „Moskwa” i kilka mniejszych jednostek nałożyły blokadę gruzińskich portów. Ale choć wojskowe znaczenie Floty Czarnomorskiej systematycznie spada, jej polityczny ciężar stale rośnie. Kreml znalazł dla rdzewiejących okrętów inne zadanie: dzielenie Ukrainy.

Stan prawny Sewastopola i termin wycofania floty to ulubione narzędzie nacisku Moskwy na Kijów. Ilekroć Ukraina działa nie po myśli Rosji, Kreml grozi albo odcięciem dostaw gazu, albo tym, że nie dotrzyma umowy o wycofaniu z Krymu Floty Czarnomorskiej do 2017 r. Na dokładkę sugeruje, że może zachęcić do secesji mieszkających na Krymie Rosjan albo Tatarów krymskich. Po wydarzeniach w Gruzji te ostatnie groźby nabrały nowego znaczenia. Podobnie jak w przypadku Osetii Południowej i Abchazji, Rosjanie powołują się na rzekomą niejasność statusu prawnego Sewastopola i Krymu.

Sewastopol włączono w skład bolszewickiej Rosji w 1921 r., w 1948 r. został on tzw. miastem republikańskim, podporządkowanym bezpośrednio władzy centralnej. W 1954 r. Nikita Chruszczow przekazał cały półwysep sowieckiej Ukrainie, przy której pozostał on po rozpadzie ZSRR. Właśnie szczodry gest Chruszczowa to powód największych zadrażnień. W latach 90. rosyjska Duma dwukrotnie próbowała zaskarżyć tę decyzję do sądu i dwukrotnie rosyjski wymiar sprawiedliwości uznawał wniosek za bezzasadny.

Ale najboleśniejsza dla Rosjan jest umowa zawarta w 1997 r. przez Borysa Jelcyna, w której Moskwa zrzekła się praw do Sewastopola. Jej zawarcie przypadło na złoty okres stosunków obu krajów, snuto nawet plany wspólnego związku Ukrainy, Rosji i Białorusi. Jelcyn przekazał Ukrainie blisko 20 proc. statków radzieckiej Floty Czarnomorskiej, a broń i amunicję podzielił po połowie. Aneksem do traktatu była umowa o dzierżawie portu w Sewastopolu przez Flotę Czarnomorską do 2017 r. Nie przeszkadza to utrzymywać wielu rosyjskim politykom, że Sewastopol powinien być miastem rosyjskim.

Tylko w 2008 roku zimna wojna krymska wybuchała kilkakrotnie. W marcu pomarańczowy rząd Ukrainy zwrócił się do Rosjan o przygotowanie harmonogramu wycofania floty. W kwietniu zaiskrzyło w związku ze szczytem NATO w Bukareszcie, gdzie Ukraina dopominała się o plan na rzecz członkostwa w Sojuszu. Wreszcie w maju, podczas obchodów 225-lecia założenia Sewastopola, rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow oświadczył: „Trudno wyobrazić sobie Rosję bez jej głównej bazy na Morzu Czarnym. Rosyjscy marynarze strzegą zarówno rosyjskich, jak i ukraińskich granic”.

Iwanowa wsparł niezwykle popularny w Sewastopolu mer Moskwy Jurij Łużkow, nieformalny głos Kremla, a przy okazji hojny sponsor mieszkań dla sewastopolskich marynarzy. Za swoje obietnice Łużkow zapłacił zakazem wjazdu na Ukrainę. W płomiennym przemówieniu zapewniał: „Problem przynależności Sewastopola nie został rozwiązany i my się tym teraz zajmiemy. Zrobimy wszystko, by pomóc mieszkańcom Sewastopola i Flocie Czarnomorskiej przetrwać trudny czas rozłamu”. W czerwcu wicepremier Iwanow zapowiedział, że ewentualne wstąpienie Ukrainy do NATO postawi żyjący z rosyjskich turystów Krym na skraju bankructwa i bardzo zaszkodzi stosunkom Moskwy z Kijowem.

 

Spór o Krym i Sewastopol zaostrzył się gwałtownie w trakcie wojny rosyjsko-gruzińskiej, w której wzięły udział okręty Floty Czarnomorskiej. Ukraina od początku konfliktu stała po stronie Gruzji i udzieliła bezwarunkowego poparcia Micheilowi Saakaszwilemu. Dlatego też prezydent Wiktor Juszczenko zażądał od rosyjskiej marynarki, by jednostki, które naruszyły gruzińskie wody terytorialne, nie wracały do Sewastopola. Domagał się także, by Moskwa z trzydniowym wyprzedzeniem informowała Kijów, ilekroć rosyjski okręt lub samolot z Sewastopola zamierza przekroczyć granicę Ukrainy. Rosja te żądania po prostu zignorowała.

W samym Sewastopolu mało kto ma o Ukrainie dobre zdanie. W sondażu opinii z marca 2007 r. 99 proc. mieszkańców opowiedziało się przeciw członkostwu Ukrainy w NATO. Jak wszędzie na świecie, także tutejsi wojskowi lubią silną władzę państwową, która ceni armię, a mundurowych obdarza prestiżem. W ukraińskim Sewastopolu widać, że to Rosja jest silniejszym państwem – na co dzień powiewa tam więcej rosyjskich niż ukraińskich flag, a służbę we Flocie Czarnomorskiej ceni się tu wyżej niż pod banderą Ukrainy. W odwecie Kijów od 11 lat organizuje w Sewastopolu ukraińsko-natowskie manewry Morska Bryza. W mieście usłanym pomnikami bohaterskich walk z Zachodem nic nie wzbudza większego oburzenia tamtejszych Rosjan niż natowski okręt przycumowany do nabrzeża.

Dla Rosji Sewastopol to miasto-symbol łączący to, co dzisiejsi włodarze Kremla lubią najbardziej – historię silnej carskiej Rosji i wspomnienia po potędze ZSRR. To tu, w starożytnym Chersonezie, leżącym dziś w granicach miasta, książę Rusi Kijowskiej Włodzimierz Wielki przyjął prawosławie. W 1783 r. po aneksji Chanatu Krymskiego Katarzyna II nakazała budowę portu, który byłby bramą Rosji do niezamarzających zimą mórz. Rosjanom miasto kojarzy się z heroiczną, nieudaną obroną przed zakusami Zachodu, próbującego podbić Krym.

Do pierwszej doszło w czasie wojny krymskiej w latach 1853–1856, gdy miasto przez 11 miesięcy oblegali Brytyjczycy, Francuzi i Turcy. Drugi raz Sewastopol stanął na drodze zachodniemu najeźdźcy podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Niemieckie oblężenie trwało 250 dni, a miasto zrównano z ziemią. W uznaniu zasług dla obronności Związku Radzieckiego Sewastopol wyniesiono do rangi miasta-bohatera ZSRR, a po wojnie cały kraj uczestniczył w jego odbudowie. Rosyjska telewizja Wiesti uznała protesty sewastopolan przeciw zawijaniu do portu natowskich okrętów za trzecią bohaterską obronę Sewastopola.

Gdzie trafi Flota Czarnomorska po 2017 r.? Na nową bazę mógłby nadawać się jedynie port w pobliskim Noworosyjsku, ale trzeba by go rozbudować i pogłębić. Poza tym zimą wieją tam bardzo silne, niekorzystne wiatry, które tygodniami blokują wejście do portu. Niewykluczone, że część okrętów trafi do Noworosyjska, a reszta przeniesie się do Syrii – w porcie Tartus Rosjanie mają niewielką poradziecką bazę, gdzie rosyjskie okręty uzupełniają zapasy. Inna możliwość to starania o ulokowanie całej floty w jednym z portów Abchazji.

Gdziekolwiek trafi Flota Czarnomorska, Rosja zrobi wiele, by wyprowadzka z Krymu nie była dla Ukrainy bezbolesna. Krym to wymarzone miejsce do wzniecenia niepokoju. Tamtejsi Rosjanie widzieliby go w granicach Rosji, Ukraińcy naturalnie ciążą ku Ukrainie, a Tatarzy śnią o niepodległości. Na dodatek niemal cały półwysep to republika autonomiczna – jedynie Sewastopol należy do Ukrainy właściwej. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył, że Rosja „zrobi wszystko, by nie dopuścić do przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO”. Moskwa dopiero co zademonstrowała swoje możliwości w Gruzji.

Na pierwszy rzut oka sytuacja na Krymie wydaje się podobna do tej w separatystycznych republikach Gruzji. W Sewastopolu żywe są silne nastroje separatystyczne, Rosjanie są większością i w mieście, i na całym półwyspie. Są jednak różnice: sewastopolanie nie dadzą sobą tak łatwo manipulować jak Osetyńczycy, są od nich bogatsi, mniej zahukani i co najważniejsze, dotychczas nie toczyli z Ukraińcami krwawych walk. Ukraina to nie Gruzja, a wprowadzenie wojsk na Krym spowodowałoby zdecydowanie ostrzejszą reakcję Zachodu niż bombardowanie lotniska w Tbilisi.

Konflikt zbrojny na Krymie jest tym mniej prawdopodobny, że Kreml ma w zapasie narzędzia polityczne. Za rok na Ukrainie odbędą się wybory prezydenckie, a Wiktor Juszczenko jest w Kijowie jedynym bezwarunkowym zwolennikiem członkostwa w NATO. Do odsunięcia go od władzy może wystarczyć poparcie udzielone przez Rosję jego głównemu konkurentowi, oczywiście przeciwnikowi członkostwa Ukrainy w Sojuszu Północnoatlantyckim.

Od wybuchu konfliktu w Gruzji Juszczenko jest celem numer dwa oficjalnych mediów rosyjskich, które do znudzenia przypominają o jego zażyłości z Micheilem Saakaszwilim. Dziennikarze rosyjscy prześcigają się w snuciu analogii, które mają stworzyć wśród Rosjan wrażenie, że agresor w Tbilisi i nacjonalista w Kijowie to właściwie to samo. Jeśli jednak kalkulacje polityczne zawiodą, a Ukraina niebezpiecznie zbliży się do NATO, zdeterminowana Rosja może zastosować na Krymie wariant osetyński.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Wojna wódki z piwem

Wódka z piwem toczą wojnę. Obie strony uzbrojone w opinie, ekspertyzy i badania starają się skłonić państwo, żeby wreszcie zrobiło z konkurentem porządek. Od czasów wojny masła z margaryną takiego konfliktu na polskim rynku nie było.

Adam Grzeszak
16.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną