Świat

Juszczenko chce wyborów

Ukraiński konflikt

Konflikt między prezydentem i premier i Julią Tymoszenko zaszedł za daleko. Chodzi o władzę, ambicje, reformy, wizję państwa ukraińskiego, popularność, o wszystko.

Prezydent Juszczenko rozwiązał Radę Najwyższą i ogłosił termin przyszłych wyborów do parlamentu, już za dwa miesiące.

Po niedawnym rozpadzie, demokratyczna koalicja już się nie odbudowała. Nie powstała też żadna nowa większość w parlamencie. Zgodnie z konstytucją, prezydent mógł rozwiązać Radę Najwyższą, ale ze względu na interes Ukrainy jest to decyzja bardzo zła. W dodatku podjęta bez jakiejkolwiek kalkulacji jakie mogą być wyniki kolejnej elekcji i jakie to może pociągnąć skutki dla kraju.

Konflikt między prezydentem  i premier i Julią Tymoszenko zaszedł za daleko. Chodzi o władzę, ambicje, reformy, wizję państwa ukraińskiego, popularność, o wszystko. Eufemizmem jest słowo konflikt, między prezydentem i premier Tymoszenko panuje prawdziwa nienawiść. Dziś dodatkowo Julia oskarża Juszczenkę o wywołanie kryzysu, a w efekcie o zniwelowanie szans Ukrainy na wejście do NATO i UE. On ją - o sprzyjanie interesom Rosji.

Wynik wyborów jest niepewny, nie wiadomo, czy któraś z sił demokratycznych, BJuT lub Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona zdobędą większość, pozwalającą samodzielnie rządzić. Z kolei wygrana Partii Regionów może zapowiadać zbliżenie z Rosją. W tle pozostają ambicje Kijowa wstąpienia do NATO i zacieśnienia stosunków z Brukselą. Dziś nie wydaje się prawdopodobne, żeby o tych planach rozmawiać, bo w Kijowie nie ma zgody ani klimatu. Kampania wyborcza i tworzenie nowego rządu to nie pora na poważne decyzje, zwłaszcza na Ukrainie. Tak więc ideały pomarańczowej rewolucji rozmieniono na drobne, a jej efekty, zwłaszcza zainteresowanie Europy i świata ukraińskimi przemianami, zaprzepaszczono chyba ostatecznie.

Co stanie się z polską ideą partnerstwa wschodniego, w którym to projekcie, dobrze przyjętym w Brukseli, Ukraina odgrywa pierwszoplanową rolę. Po to, żeby serio rozmawiać o przyszłości projektu, potrzebna jest stabilna sytuacja i poparcie partnera dla inicjatywy. Ukraińskie elity polityczne wcale temu nie pomagają.  A perspektywa wyborów prezydenckich w styczniu 2010 r. oddala nadzieję na   jakąkolwiek stabilizację polityczną w Kijowie.

W całym tym chaosie jedynie perspektywa organizacji Euro 2012 wydaje się niezagrożona. Szczęśliwie, to ukraińscy oligarchowie za własne miliardy budują stadiony na mistrzostwa i z pewnością nie pozwolą, aby ich pieniądze poszły na marne.

 

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną