Świat

Masakra na święta

Mordy w Ugandzie

Na zdj. Joseph Kony, Fot. Joram Jojo, Flickr, CC by SA Na zdj. Joseph Kony, Fot. Joram Jojo, Flickr, CC by SA Joram Jojo / Flickr CC by SA
Od 20 lat Armia Bożego Oporu walczy z rządem Ugandy, mordując i porywając ludzi. Próby zakończenia rebelii kończą się bez sukcesu, mimo że zaangażowanych jest w nie wiele krajów regionu i organizacje międzynarodowe

W dzień Bożego Narodzenia oddział Armii Bożego Oporu (LRA) zaatakował uczestników koncertu zorganizowanego przez Caritas. Ofiary w większości masakrowano za pomocą maczet i kijów lub paląc żywcem. Od świąt zginęło już ponad 400 osób w kolejnych rajdach armii. „Wszystkie wioski są spalone... nie wiemy dokładnie, gdzie są mieszkańcy", mówi pracownik Caritas. Według świadków, do których dotarło BBC, niektórym obcięto wargi - jako ostrzeżenie dla miejscowych, by nie mówili źle o rebeliantach. Pracownicy humanitarni potwierdzają te doniesienia: „Ciała kobiet i dzieci z podciętymi gardłami były rozrzucone przed kościołem". Świadkowie mówią, że rozpoznali rebeliantów po dredach, języku Acholi i dużej liczbie chłopców wśród żołnierzy.

Rzecznik LRA zaprzeczył, by za masakrą stała LRA: oddziałów armii nie ma w tej okolicy, a odpowiedzialni za mord mogą być dezerterzy lub ugandyjska armia, która chce mieć pretekst, by wkraczać na terytorium Demokratycznej Republiki Kongo i nielegalnie wydobywać tamtejsze surowce mineralne.

Mistyk z buszu

Armia Bożego Oporu działa w północnej Ugandzie od 1989 r. Jej przywódca, Joseph Kony, od kilku lat ukrywa się w dżungli na północnym wschodzie graniczącej z Ugandą Demokratycznej Republiki Konga. Twierdzi, że jego armia chroni ludność Acholi mieszkającą na północy Ugandy przed rządem kierowanym przez południowców. Chce obalić prezydenta Ugandy Yoweriego Museveniego i ustanowić państwo wyznaniowe kierujące się dziesięcioma przykazaniami.

W kwietniu tego roku, po wielomiesięcznych negocjacjach ugandyjskiego rządu z rebeliantami,  miało dojść do podpisania układu pokojowego. Ale Kony nie pojawił się na uroczystości. Wcześniej zresztą wielokrotnie powtarzał, że nie wyjdzie z dżungli, dopóki Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze nie wycofa nakazu jego aresztowania. Trybunał wystawił za nim list gończy w 2005 r., na prośbę prezydenta Ugandy, stawiając mu 33 zarzuty zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych.

Wspólnymi siłami

Nakaz aresztowania Kony'ego był pierwszym w historii Trybunału - pierwszego w historii ludzkości stałego sądu międzynarodowego powołanego do sądzenia pojedynczych osób oskarżanych o popełnienie najcięższych zbrodni.

„Nie jest jasne, czy Kony faktycznie opuściłby dżunglę, gdyby Trybunał cofnął nakaz aresztowania,  ale faktem jest, że sąd nigdy tego nie spróbował", pisze Glenna Gordon z Kampali w Ugandzie. Wiele osób zgadza się, że Trybunałowi chodziło głównie o zachowanie twarzy: cofnięcie nakazu aresztowania podkopałoby jego reputację, poddawaną w wątpliwość przez różne strony. Stany Zjednoczone od początku sprzeciwiały się powstaniu Trybunału, nie zgadzając się, by amerykańskich obywateli, szczególnie żołnierzy, sądził inny sąd niż amerykański. Tymczasowy Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy krytykował też prezydent Rwandy Paul Kagame, zarzucając mu, że sądzi jedynie oskarżonych z państw rozwijających się i nie podejmuje śledztw przeciwko obywatelom Francji i Belgii (zwłaszcza z kręgów rządowych), którzy, jego zdaniem, przyczynili się do rwandyjskiego ludobójstwa z 1994 r.

Wszyscy - kraje ościenne, Trybunał i inne strony konfliktu - zadowolili się wypchnięciem Kony'ego z Ugandy, pisze Gordon. Teraz Armia Bożego Oporu stała się problemem Afryki Środkowej: prowadzi działania nie tylko na terenie Ugandy, ale również w Południowym Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej i północnych rejonach Demokratycznej Republiki Kongo. Ostatnio ogłoszona wspólna ofensywa armii Ugandy, Sudanu i DR Kongo ma małe szanse na powodzenie, przewidują obserwatorzy - bo ta trójka to w równej mierze sojusznicy, co wrogowie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną