Świat

Geszefty z mułłami

Niemcy, mimo nacisków, robią interesy z Iranem

Rozmawiać z Iranem? Fot. Amir Farshad Ebrahimi, Flickr, CC by SA Rozmawiać z Iranem? Fot. Amir Farshad Ebrahimi, Flickr, CC by SA
Mimo karnej rezolucji ONZ i nacisków USA, kontakty handlowe Niemiec z Iranem mają się dobrze.

 

Politycy niemieccy są w tej sprawie podzieleni, biznesmeni - osamotnieni. Być może jednak prezydent Obama wkrótce zacznie rozmawiać z Iranem "po niemiecku".

Berlin kocha Iran

Kiedy w 2007 r. pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ wezwało Iran do zaprzestania programu nuklearnego, Berlin podpisał się pod rezolucją ustanawiającą sankcje gospodarcze na rząd w Teheranie. Zamiast jednak spadać, niemiecki eksport do Iranu wzrósł o 10,5 proc. Federalne Biuro ds. Gospodarki i Kontroli Eksportu zatwierdziło w tym czasie o 63 proc. więcej umów handlowych z Republiką Islamską. "Niemcy kochają Iran", pisał The Wall Street Journal z naganą, a Jerusalem Post przypomniał Niemcom o ich szczególnych zobowiązaniach wobec Izraela.

Do całkowitego bojkotu reżimu wzywają też niemieckie organizacje obywatelskie, żydowskie i antyrasistowskie. „Demokracje świata nie powinny wspierać zbrodniczego reżimu w imię merkantylnych interesów", nawoływał Amir Taheri, konserwatywny dziennikarz irański od lat przebywający na emigracji. W lutym tego roku został zaproszony do Berlina na spotkanie kampanii "Stop the Bomb". „Mułłowie jeżdżą mercedesami - łapówkami od niemieckich kontrahentów, a bezrobocie wśród irańskiej młodzieży rośnie", apelował do niemieckiego sumienia.

Oenzetowski zakaz handlu z Iranem z 2006 r. objął jedynie dostawy technologii do budowy rakiet i instalacji reaktorów atomowych. Ale politycznej presji uległy także zachodnie instytucje finansowe: Drezdner Bank, Credit Suisse, UBS, HSBC, Barclays, Commerzbank - wszystkie zawiesiły transakcje z Republiką Islamską - i koncerny energetyczne. W lipcu 2007 r. prezydent Sarkozy wezwał największe francuskie firmy energetyczne, Total i Gaz de France, do wycofania się ze starań o kontrakty rządowe w Teheranie.

Tymczasem Berlin obiecuje jedno, robi drugie, twierdzą krytycy. - Niemieccy politycy zareagowali różnie - potwierdza Johannes Reissener z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP) w wywiadzie z Polityką - Z jednej strony kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy mówią o możliwych ostrzejszych sankcjach, z drugiej między panią Merkel a niemieckim środowiskiem biznesowym trwa spór.

W przeciwieństwie do otwartego wezwania prezydenta Francji niemieccy politycy nie zniechęcają własnych przedsiębiorców do robienia interesów z Iranem, dowodzi raport dla amerykańskiego Kongresu z 2008 r. Ale jednak trochę utrudniają im życie. Stosują dodatkowe procedury eksportowe, podnoszą ocenę ryzyka działalności. - W rankingu OECD, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Iran został przesunięty do kategorii szóstej, co poniosło koszty ubezpieczenia eksportu o 25-30 proc. - mówi Helene Rang, prezes Związku Blisko- i Dalekowschodniego (Der Nah- und Mittelost-Verein e.V.,NUMOV), który zrzesza niemieckie firmy współpracujące z Bliskim Wschodem.

Na pytanie, jak czują się niemieccy biznesmeni z faktem, że robią interesy z reżimem aspirującym do Bomby, Rang odpowiada: - Firmy nie myślą w kategoriach wroga. Generalne założenie biznesu jest takie, że aktywność gospodarcza przyczynia się do ekonomicznego i społecznego rozwoju świata. Kiedy firma inwestuje, tworzy miejsca pracy i nawiązuje pozytywny dialog. Także problemy polityczne należy rozwiązywać na drodze dyplomacji - doradza - To jedyne wyjście.

Jak Hans z mułłą

"Cały ten dialog, zapoczątkowany przez Hansa Genschera [ministra spraw zagranicznych RFN w latach 1974 do 1992]. O czym oni tam dyskutowali?", pyta Taheri publiczność zgromadzoną w berlińskim Werkstatt der Kulturen. Organizatorzy spotkania zbierają podpisy pod kampanią "Powstrzymać Bombę", która chce odizolować Iran gospodarczo i kulturowo od reszty demokratycznego świata. Wśród sygnatariuszy jest m.in. kilku niemieckich parlamentarzystów i laureatka Literackiej Nagrody Nobla Elfriede Jelinek. "Wiadomo, że kiedy Niemcy spotykają się z mułłami, to knują przeciwko Amerykanom".

Amerykanie twierdzą, że chodzi o Bombę. Sankcje mają odciąć Iran od światowej gospodarki, osłabić reżim i zmusić go do rezygnacji z programu nuklearnego, który może doprowadzić do wyścigu zbrojeń na Bliskim Wschodzie. Według stanowiska byłego prezydenta Busha jakikolwiek dialog z Iranem jest możliwy dopiero wtedy, gdy Teheran pokaże nad czym naprawdę pracuje.

- Podejście Europejczyków od początku było inne - przypomina Reissener - Amerykanie stosowali politykę wykluczenia, izolacji i bojkotu. Europa chciała rozmawiać.
Rozmawiać chciały szczególnie Niemcy. - Niemcy mają długą historię dobrych kontaktów z Iranem - wyjaśnia Reissener - Częściowo dlatego, że nigdy nie były tam potęgą kolonialną. Wprawdzie od lat 50. w kontaktach gospodarczych z Teheranem prym wiedli Amerykanie, ale od początku lat 90. Niemcy i Unia Europejska metodą prób i błędów zaczęły nawiązywać samodzielne kontakty z Republiką Islamską. Dziś niemiecko-irańska izba handlowa i przemysłowa liczy około 2000 członków, w tym takie tuzy jak Siemens i BASF. Specjalnością Niemców jest eksport maszyn i urządzeń do przemysłu energetycznego i ciężkiego, części samochodowych, statków, produktów chemicznych i lekarstw. Tylko Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska wyprzedzają Republikę Islamską na liście bliskowschodnich partnerów RFN.

Za łóżmy odwrotnie niż radzi prezes Rang: że to biznesmeni posłuchają polityków. Co będzie, jeśli Niemcy wymażą Iran z gospodarczej mapy? Czy rząd w Teheranie zmieni zdanie w sprawie nuklearnej? - Nonsens - uważa Reissener - Pomysł, że od handlu z Niemcami w sposób istotny zależą polityczne losy rządu w Teheranie, to przesada. Owszem, Niemcy są ich ważnym partnerem handlowym, ale w 2007 r. zajmowały dopiero 5. miejsce, po EU i Chinach. Dla udowodnienia tezy Reissener proponuje hipotetyczny scenariusz: Niemcy wprowadzą całkowite embargo na kontakty z Iranem - czego nie wymaga rezolucja ONZ. Czy za ich przykładem idą inne kraje?

Wszystko wskazuje na to, że nie. Prasa i raporty (m.in. cytowany raport dla amerykańskiego Kongresu z 2008 r.) nie ukrywają, że mimo lat sankcji produkty ze Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, Chin i Indii docierają do Iranu okrężnymi drogami - głównie przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie są przepakowywane i reeksportowane. Mówiąc obrazowo, Dubaj stał się gospodarczą liną ratunkową irańskiej gospodarki, której drugi koniec trzymają Coca Cola, Pepsi, Nestle, Hewlett-Packard, Xerox, Caterpillar i inne zachodnie koncerny.

Gra idzie nie tylko 70 milionów irańskich konsumentów, którzy przepadają za dobrami z zachodnią etykietką. Persowie posiadają ważniejsze atuty. - Iran będzie najważniejszym graczem na rynku energetycznym 21.wieku - mówi Rang. Według amerykańskiej Energy Information Administration w Iranie znajdują się trzecie największe na świecie (po Arabii Saudyjskiej i Kanadzie) rezerwy ropy naftowej, i drugie po Rosji zasoby gazu ziemnego. - Środowisko biznesowe Iranu jest dobrze wykształcone i doświadczone w międzynarodowym biznesie. Pomimo różnic kulturowych i innych niż zachodnie procedur biznesowych, istnieją dobre podstawy do współpracy - ocenia Rang.

W eksploatację perskich złóż ropy naftowej i gazu zaangażowani są Francuzi, Brytyjczycy, Włosi i firmy ze Wschodu. Niemców wśród nich nie ma.

Czekając na Obamę

Tymczasem w rankingu partnerów handlowych Teheranu do góry pnie się także Turcja, Rosja, kraje bliskowschodnie i azjatyckie.

Paradoksalnie pomogły w tym sankcje. Za szacha irański rynek zalany był towarami made in USA. Lata blokady gospodarczej nauczyły jednak Irańczyków jak radzić sobie inaczej. Dziś Republika Islamska nie zginie z głodu bez Zachodu, nawet jeśli Zachód spuści na nią żelazną kurtynę. - Po zakończeniu zimnej wojny Iran wykorzystał presję globalizacyjną i dość skutecznie zdywersyfikował stosunki gospodarcze, zwłaszcza w kierunku azjatyckim - uświadamia Reissener  - Gospodarcza blokada nie zabije niemieckich kontrahentów, a Irańczycy powiedzą: „no to szkoda". Wprawdzie lata zaniedbań w przemyśle rolniczym spowodowały, że rząd w Teheranie musi importować żywność, przyznaje Reissener, ale nie jest to import z Zachodu. Podobnie w innych sektorach: irański przemysł samochodowy tylko częściowo produkuje na zachodnich licencjach, a współpraca z krajami azjatyckimi rozwija się także w strategicznych sektorach ropy i gazu.

Zdaniem Reissnera uświadomienie sobie tych faktów to nie tylko pogodzenie się z nieprzyjemnymi faktami, ale także szansa na konstruktywne rozwiązanie. W ustabilizowaniu Bliskiego Wschodu interes mają obie strony, nie tylko Niemcy. Zamiast więc trzymać się resztek zimnowojennej ideologii i typować wrogów „z rogami i kopytami", warto uznać punkt widzenia innych graczy w regionie i zacząć myśleć w kategoriach koegzystencji. - Nie wszystko co robimy jest dobre tylko dlatego, że jesteśmy bardziej rozwinięci - krytykuje - Sankcje to nie dyplomacja, tylko niemilitarny sposób na karanie innych państw. Jest ziarno prawdy w sloganach irańskich władz o zachodniej arogancji.

Na razie Niemcy czekają na Obamę. "Rząd niemiecki nie wie gdzie jechać, więc zaparkował", potępia Taheri, który chciałby widzieć bardziej zdecydowaną postawę Berlina. Według niego, reżim w Teheranie jest niereformowalny i nie należy traktować go jak członka społeczności międzynarodowej. Jego rada: do końca „przegłodzić" mułłów, zamiast zasilać ich petrodolarami.

Rang czeka na sygnał: porozumienie w sprawie nuklearnej będzie zwiastowało poprawę klimatu. - To szansa na wielostronne stosunki nie tylko z Iranem i światem muzułmańskim, ale ze wszystkimi. Musimy jednak poczekać na informacje o tym, jak istotne będzie rozwiązanie sprawy irańskiej dla prezydenta Obamy.

Być może ten sygnał został już nadany. Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że w Waszyngtonie rozpoczęły się prawdziwe zmiany. Bardzo więc możliwe, że nowy prezydent USA będzie rozmawiał z Teheranem „po europejsku".

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną