Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

O co chodzi Juszczence?

Trudno zrozumieć Ukrainę: niby zależy jej na zbliżeniu z UE, ale robi wiele, by pokazać się z jak najgorszej strony.

Grę Ukraińców trudno zrozumieć. Wprawdzie wciąż wysyłają sygnały, że zależy im na zbliżeniu z Unią, kontaktach ściślejszych, niż tylko dobrosąsiedzkie. W rzeczywistości robią wiele, żeby pokazać się z jak najgorszej strony i ugruntować przekonanie, coraz powszechniejsze, że wewnętrzne kłótnie i wzajemne złośliwości biorą górę nad politycznym interesem kraju i zwykłym rozsądkiem.

Wspólna wizyta ministrów spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego i Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera w Kijowie rozpoczęła się od obsuwy: prezydent Wiktor Juszczenko, który miał rozmawiać z ministrami jako pierwszy, opóźnił spotkanie o ponad pół godziny. Spowodowało to prawdziwy zamęt i postawiło pod znakiem zapytania dalsze rozmowy z premier Julią Tymoszenko, szefem parlamentu Wołodymirem Łytwinem i kandydatem na prezydenta Arsenijem Jaceniukiem.

Czy Juszczence o to właśnie chodziło, żeby położyć program wizyty? Czy chciał zrobić na złość premier Tymoszenko? Spekuluje się, że właśnie tak. Niemcy mieli program rozpracowany co do minuty i otwierali ze zdziwienia oczy, kiedy zamiast do siedziby prezydenta przy ulicy Bankowej, zawieziono ich do Pieczerskiej Ławry i pokazano ikonostasy.

Ta wizyta odbywa się z inicjatywy polsko-niemieckiej. Ma pełnić funkcję rozjemczą, bo to, co dzieje się na tutejszej scenie politycznej mało kto już w Europie rozumie i akceptuje. Jest to poniekąd dyplomatyczna forma międzynarodowej interwencji, bo Europa poważnie obawia się rozpadu Ukrainy i prawdziwego ogniska konfliktu. Kampania przed wyborami prezydenckimi już się rozpoczęła i zapowiada się bezpardonowo. Wciąż w powietrzu wisi groźba kryzysu gazowego, bo Ukraina nie ma dość pieniędzy, by zapłacić Rosjanom za gaz potrzebny na okres zimowy. Magazyny, z których przesyłany jest surowiec do Unii Europejskiej nie są zapełnione, a czas mija. Rosja odmawia kredytowania, Kijów chce więc zabiegać o kredyty w Unii. Zależy mu też na złagodzeniu reżimów wizowych do strefy Schengen. Polski minister Radosław Sikorski przywiózł miłą informację, że umowa o małym ruchu granicznym między Polską a Ukrainą została ratyfikowana i wejdzie w życie w lipcu, co będzie sporym ułatwieniem dla mieszkających w odległości 35 km od granicy z Polską (również mrówek). Ale czy będzie miał okazję o tym komuś więcej o tym powiedzieć poza dziennikarzami?

Zresztą i dla Niemców ta wizyta jest ważna ze względu na kampanię wyborczą w Berlinie. Minister Steinmeier chce w niej zagrać kartą wschodnią. Pytanie, czy będzie warto nią grać.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną