Jak świętować 100-lecie niepodległości na ziemiach zachodnich?

Kłopotliwe stulecie
Oto jedno z drażliwych pytań 2018 r.: jak obchodzić 100-lecie odzyskania niepodległości Polski w miastach, które aż do 1945 r. leżały na terytorium Rzeszy Niemieckiej i z Polską nie miały nic wspólnego?
Szczecińska Filharmonia wrosła już w krajobraz miasta.
Cezary Aszkiełowicz/Agencja Gazeta

Szczecińska Filharmonia wrosła już w krajobraz miasta.

Czy mieszkańcy Szczecina, Wrocławia, Gorzowa Wielkopolskiego, Olsztyna będą mogli w końcu powiedzieć z przekonaniem, że po 70 latach są u siebie?
Muzeum Niepodległości w Warszawie/materiały prasowe

Czy mieszkańcy Szczecina, Wrocławia, Gorzowa Wielkopolskiego, Olsztyna będą mogli w końcu powiedzieć z przekonaniem, że po 70 latach są u siebie?

audio

AudioPolityka Edwin Bendyk Urszula Czerny Schwarzenberg - Kłopotliwe stulecie

Logo „Twoje miasto – Twój wybór. 2018” otwiera cykl publikacji związanych z najważniejszym wydarzeniem politycznym tego roku – wyborami samorządowymi. Artykuły, analizy, wywiady, sondaże, raporty będą się ukazywały zarówno na łamach POLITYKI, jak i w specjalnym – już działającym – serwisie portalu polityka.pl. Chcemy zajmować się m.in. jakością życia w polskich miastach, smogiem, transportem, ogrodnictwem, strukturą klasową, tożsamością, demografią, kulturą, lokalnymi sukcesami i patologiami. Ale przede wszystkim chcielibyśmy mieszkańcom-wyborcom ułatwić ocenę miejscowych polityk i polityków, podsunąć pytania, zachęcić do stawiania wymagań, namówić do osobistego udziału w kampanii i – bezwzględnie – w samych wyborach. Stawka tych wyborów jest olbrzymia i warto się do nich dobrze przygotować.

***

Byliśmy, jesteśmy, będziemy – tak PRL ze śmiertelną powagą oznajmiał odwieczną polskość piastowskiego Wrocławia, Szczecina, Głogowa, Świdnicy, które w 1945 r. powróciły do Macierzy. Dziś to hasło zostało wykorzystane przez jedno z wrocławskich centrów handlowych jako slogan reklamowy. Cynizm, głupota czy ironia? Tak samo można pytać o hasło „Szczecin znów niemiecki”, które pojawiło się w internecie zaraz po tym, gdy w sierpniu 2014 r. lokalne wydanie „Gazety Wyborczej” zrelacjonowało wyjazdową sesję niemieckiej partii socjaldemokratycznej SPD współrządzącej Meklemburgią-Pomorzem Przednim, landem graniczącym z województwem zachodniopomorskim. Do wywołania emocji wystarczył tytuł: „SPD: Hamburg i Szczecin motorami rozwoju naszego landu”. Szybko ruszyła narracja o regermanizacji Szczecina, która miała się zacząć w 1989 r.

Trzy lata później emocje znowu rozpalił nie kto inny, tylko Wojciech Cejrowski, uznając, że Szczecin to miasto czysto niemieckie, wystarczy przejść się po cmentarzu Centralnym i popatrzeć na architekturę, i powinien do Niemiec, za odpowiednią kontrybucję, wrócić. W odpowiedzi oberwał nie tylko Cejrowski, ale także miejscy radni. Ich przewina polegała na tym, że pozbawiając (też w 2017 r.) honorowego obywatelstwa Szczecina ludzi takich, jak Bolesław Bierut i Nikita Chruszczow, w uzasadnieniu napisali, że tytuł nie należy się osobom, „które uczestniczyły w odbywających się w toku działań wojennych działań polegających na zajmowaniu miasta wiosną 1945 r. dającego początek kilkudziesięcioletniej sowieckiej dominacji na Pomorzu Zachodnim”.

Tak oto Szczecin znalazł się w historyczno-tożsamościowej próżni: do 1945 r. był niewątpliwie miastem niemieckim, w 1945 r. nie stał się jednak, zdaniem Rady Miasta, miastem polskim, tylko znajdującym się pod sowiecką dominacją, z kolei wraz z jej końcem w 1989 r. zaczęła się regermanizacja. Logika absurdalna, ale w sprzyjających warunkach może przełożyć się na polityczny kapitał. Pokazał to Marian Jurczyk, wygrywając w 2002 r. w wyborach na prezydenta miasta. Antyniemiecka fobia dawnego działacza Solidarności odegrała w kampanii ważną, pewnie decydującą, rolę.

Syndrom niepewnych korzeni

W istocie jednak w emocjach tych ujawnia się syndrom trapiący, w różnym stopniu, wszystkie miasta „odzyskane” – to niepewna tożsamość samego miasta i jego mieszkańców. Przekonali się o tym wrocławianie, mistrzowie w kreowaniu wizerunku i pozytywnego stereotypu. Bo czym innym niż dowodem autokreacji jest mit lwowski, mówiący o tym, że głównym żywiołem tworzącym polski powojenny Wrocław byli lwowianie? W rzeczywistości 74 proc. osiedleńców pochodziło z obszarów znajdujących się w granicach PRL, ze Lwowa przybyło 6–10 proc. przyszłych wrocławian. Tyle tylko, że wśród nich znalazły się takie postaci, jak Hugo Steinhaus i Stefan Banach, do tego Ossolineum, a także pomnik Aleksandra Fredry – wszystko razem złożyło się na „lwowskość”. Siła lwowskiego mitu dziwiła już w 1970 r. socjologa miasta Bohdana Jałowieckiego, badającego wówczas tożsamość mieszkańców. Upłynęło kolejnych 40 lat, mit trwa nadal, wynika z badań Barbary Pabjan z Uniwersytetu Wrocławskiego. W jego prawdziwość ciągle wierzy połowa wrocławian. Rzekome lwowskie dziedzictwo jest dziś powszechnie akceptowane; gorzej z realnym dziedzictwem niemieckim.

W 2013 r. jeden z radnych zwrócił się z interpelacją, by uczcić pamięć Georga Bendera, legendarnego nadburmistrza Breslau, który, rządząc w latach 1891–1912, uczynił z miasta nowoczesną metropolię, jakiej współczesny Wrocław jest spadkobiercą. Rada Miasta odrzuciła jednak pomysł, by przywrócić imię nadburmistrza wzgórzu w parku Południowym. Wcześniej z odmową spotkała się podobna propozycja Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia, organizacji skupiającej miejskich aktywistów. Badacze z Uniwersytetu Wrocławskiego postanowili podrążyć temat i sprawdzić, co o niemieckiej przeszłości myślą mieszkańcy.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj