Polskie miasta się wyludniają

Kryzys miasta średniego
Konin. Sposobem na brak pracowników jest zatrudnianie Ukraińców. Z kolei menedżerów potrzebnych do zarządzania często ściąga się z Warszawy. Na razie są chętni.
Krzysztof Chojnacki/EAST NEWS

Konin. Sposobem na brak pracowników jest zatrudnianie Ukraińców. Z kolei menedżerów potrzebnych do zarządzania często ściąga się z Warszawy. Na razie są chętni.

Przemyśl. Według raportu przygotowanego dla Ministerstwa Rozwoju to jedno ze 122 miast wymagających interwencji państwa.
Łukasz Solski/Forum

Przemyśl. Według raportu przygotowanego dla Ministerstwa Rozwoju to jedno ze 122 miast wymagających interwencji państwa.

Ełk. Miasto wyjątek: w ciągu ostatnich kilku lat przybyło tu 6 tys. mieszkańców.
Wojciech Wójcik/Forum

Ełk. Miasto wyjątek: w ciągu ostatnich kilku lat przybyło tu 6 tys. mieszkańców.

audio

AudioPolityka Edwin Bendyk Urszula Schwarzenberg Czerny - Kryzys miasta średniego

Spirala śmierci

– Utrata wojewódzkiego statusu to nie tylko zraniony prestiż, ale bardzo konkretna utrata istotnej funkcji, która przekłada się choćby na popyt na kompetencje na lokalnym rynku pracy. Innym negatywnym impulsem była wywołana przez posocjalistyczną transformację dezindustrializacja, czyli upadek wielkiego przemysłu. Znowu, produkcja przemysłowa to nie tylko miejsca pracy dla robotników, ale także działanie tzw. efektu mnożnikowego, czyli popyt na różnego typu usługi w otoczeniu – tłumaczy prof. Śleszyński.

Konin, stojący na węglu brunatnym i opartej na nim energetyce, nie odczuł tak bardzo poprzemysłowej traumy, dziś jednak nad węglowo-energetyczną monokulturą wyrasta coraz większy znak zapytania. Problem w tym, że trudne pytania się kumulują. Wiele polskich średnich miast weszło w niebezpieczny proces tracenia funkcji społeczno-gospodarczych, który zaczyna nabierać charakteru „spirali śmierci” – sprzężenia negatywnych czynników.

Słabe dotychczas perspektywy dobrego zatrudnienia wypychały młodych ludzi do większych miast lub na emigrację. Teraz, gdy wkraczamy w kryzys demograficzny, zaczyna brakować rąk do pracy dla rozwoju lokalnych, miejskich gospodarek. Niektórzy ratują się pracownikami z Ukrainy, ale – jak zauważa Robert Choma, prezydent przygranicznego Przemyśla – akurat w jego mieście Ukraińcy nie zatrzymują się, bo jadą dalej. Tam, gdzie są wyższe zarobki (pytanie, czy chcieliby zostać nawet za większe pieniądze w mieście, które zyskało złą sławę z powodu antyukraińskich rozrób). – Niestety, na inwestorów nie działa też argument bliskości granicy – niestabilna sytuacja na Ukrainie zniechęca ich do angażowania się w Przemyślu.

W efekcie miasto nie ma wystarczających własnych środków, by budować infrastrukturę socjalną, jak żłobki i przedszkola, która mogłaby stać się zachętą dla młodych, by jednak związali z miastem swoją przyszłość. Koło się zamyka, co prezydent Choma kwituje: – Jeśli te negatywne zmiany nie zostaną zahamowane, to rzeczywiście mogą doprowadzić do zapaści miasta.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj