Magiczne ogrody botaniczne. Służą nauce, słyną z urody

Spacerkiem do kucmerka
Warszawa
Alamy Stock Photo/BEW

Warszawa

Warszawa
Grażyna Myślińska/Forum

Warszawa

Berlin
Eugene Feygin/Alamy Stock Photo/BEW

Berlin

Londyn
G. Wright/De Agostini/Getty Images

Londyn

Nowy Jork
Hiroyuki Matsumoto/Getty Images

Nowy Jork

Nowy Jork
Giordano Cipriani/Getty Images

Nowy Jork

Rio de Janeiro
Jon Hicks/Getty Images

Rio de Janeiro

Rio de Janeiro
Getty Images

Rio de Janeiro

Singapur
Tuul && Bruno Morandi/Getty Images

Singapur

Otwieranie bram

Już po odejściu profesora na emeryturę, ogród w jego 150-lecie wpisano do rejestru zabytków, ale nie zwiększyło to jego popularności – autokary z Polski przestały podjeżdżać, kolekcje podupadły, ogród stał się miejscem dla wtajemniczonych.

Otwierano go w maju, więc ludzie trzeciego zbierali się w Świątyni Opatrzności, co nie było w smak władzy ludowej, więc zza każdego drzewa obserwowali ich tajniacy – wspomina dyrektorka i przyznaje, że wcale nie miała zamiaru pracować w tym sennym i zaniedbanym miejscu. – Gdy podczas studiów spędziłam tu dwa nudne tygodnie, ślęcząc nad jakimś katalogiem, przysięgłam sobie, że więcej moja noga tu nie postanie. Jak widać, nigdy nie należy mówić nigdy, bo kilkanaście lat później, już po doktoracie, za namową mistrza i przyjaciela Andrzeja Batko zostałam tu dyrektorką. Od 30 lat stara się ogród ożywić i przybliżyć go nowym mieszkańcom stolicy, którzy zaczęli napływać po 1989 r. i nie mają pojęcia o jego istnieniu – stąd wpuszczenie do ogrodu dzieci (kiedyś wchodziły dopiero siedmiolatki), otwarcie szklarni czy właśnie nowej bramy.

Gdy badaliśmy, kto i dlaczego nas odwiedza w Noc Muzeów, większość mówiła, że przyszła, bo u nas jest pięknie, ale zapamiętałam dwie dziewczyny, które zabłądziły, szukając kebaba, i tak im się spodobało, że zostały do końca zorganizowanej przez nas gry plenerowej – mówi edukatorka Krystyna Jędrzejewska-Szmek. Przyłączenie się do Nocy Muzeów było zresztą dobrym ruchem, w końcu ogród sam jest zabytkiem, jak w muzeach są w nim kolekcje roślin i opiekujący się nimi kuratorzy, wiele z roślin ma swoją historię, a każda jest skarbnicą wiedzy przyrodniczej.

Już na wiosennym spacerze można było wypatrzyć botaniczne ciekawostki. Sezon otworzyła wystawa 50 gatunków szachownicy, rośliny o dużych dzwonowatych kwiatach w kratkę, które u nas zapylają trzmiele, ale w innych częściach świata kolibry i wróblowate. Koło krzaku berberysu dr Zych wypatrzył pędy wystające z ziemi. – To chyba jedyne miejsce w Polsce, gdzie występuje ten pasożyt zwany zarazą berberysową, zawleczony tu razem z żywicielem, ale zostawiliśmy, bo to ciekawy przejaw różnorodności.

Mniej wtajemniczeni mogą obserwować budzące się do życia pomniki przyrody – dęby kolumnowe, strzelistą metasekwoję, czyli żywą skamieniałość z czasów dinozaurów, albo posadzony ponoć ręką Szuberta największy miłorząb w Polsce. To osobnik męski (miłorząb jako roślina dwupienna ma dwie płcie), żeńskie nie są mile widziane w ogrodach, bo ich nasiona jesienią wydzielają woń starej skarpety albo wymiocin. – Według pewnej teorii ten smród przyciągał mamuty, które zjadały nasiona i rozsiewały je na trasie swych wędrówek, więc po ich wyginięciu miłorzęby niemal znikły. U nas prof. Roman Kobendza żeńską gałąź zaszczepił na męskim okazie, dzięki czemu mamy nasiona i z okazji jubileuszu rozdamy szkołom 200 miłorzębów, którego liść jest naszym symbolem – zapowiada botanik.

Włoski spod binokularu

Ogród zaistniał na mapie atrakcji Warszawy też dlatego, że ostatnio ludzie z miasta poczuli większą potrzebę kontaktu z przyrodą. Dlatego na całym świecie miejskie ogrody botaniczne, pierwotnie instytucje elitarno-naukowe, postanowiono przekształcić w bardziej przyjazne ludziom. Na kalendarz kwitnień nałożył się kalendarz wydarzeń – gier plenerowych, kawiarni naukowych, warsztatów, spacerów z ornitologami, botanikami czy entomologami.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj