Miasta przyszłości są bliżej, niż myślisz
Pływające miasta? Latające taksówki? Inteligentne budynki wyprzedzające myśli? Internet pełen jest doniesień o rewolucyjnych projektach, które już za chwilę odmienią nasze życie. Ale przyszłość będzie wyglądała inaczej.
Google wykombinował, że nie wystarczy mierzenie poziomu zużycia energii czy lokalizacji samochodów albo tramwajów. Istotne są poziom szczęścia mieszkańców i to, jak korzystają z miasta.
Google

Google wykombinował, że nie wystarczy mierzenie poziomu zużycia energii czy lokalizacji samochodów albo tramwajów. Istotne są poziom szczęścia mieszkańców i to, jak korzystają z miasta.

O przyszłości miast lubimy myśleć w wielkiej skali. Łatwo dajemy się zafascynować wizjami rodem z filmów sci-fi. Masdar City to pierwszy wielki projekt, który miał pokazać, że przyszłość jest już dzisiaj. Bogaci szejkowie z Abu Dhabi chcieli udowodnić, że nawet na pustyni może powstać najbardziej zielone i ekologiczne miasto na świecie. Masdar miał być urzeczywistniem wizji życia w najlepszym z istniejących miast na świecie.

Masdar, czyli fascynacja technologią

Mieszkańcy Masdaru mogliby korzystać z klimatyzowanych ulic, autonomicznych elektrycznych samochodów i komfortu płynącego z inteligentnych i niezwykle efektywnych energetycznie budynków. Potencjał intelektualny i rozwój tego żywego laboratorium nowych miejskich technologii zapewniałby zarówno lokalny uniwersytet, jak i kampus amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology.

Efekt zachwytu napędzały liczby. Realizowany od 2006 roku miał kosztować 22 mld dol. i być domem dla 50 tys. mieszkańców. Ze względu na potencjał ekonomiczny miał także codziennie przyciągać dodatkowe 40 tys. pracowników. Mimo że projekt jest jeszcze nieskończony, to już wiadomo, że ta wizja miasta może niebawem odejść do przeszłości. Bo ambitne plany udało się do końca 2015 roku zrealizować tylko w 5 proc., a mieszkańców jest około 300.

Porażka Masdar City kończy być może erę myślenia o przyszłości, którą symbolizowało połączenie pełnego pychy inwestycyjnego rozmachu i fascynacji technologią, która miała stać się podstawą miejskiego życia. Ale ludzie nie przestali próbować. Wciąż bowiem silna jest wiara, że to właśnie technologia jest jedynym sposobem na zbudowanie miasta przyszłości. To przekonanie stoi u źródeł koncepcji smart cities, czyli miast, które dzięki miliardom czujników są w stanie nie tylko efektywniej niż dotychczas zarządzać swoimi zasobami, ale także dopasowywać się do bieżących potrzeb mieszkańców i przez to ich uszczęśliwić.

Już dzisiaj korzystamy z technologii w polskich miastach – na przykład poruszając się po drogach, na których sterowanie sygnalizacją świetlną odbywa się za pomocą komputerowych systemów analizujących natężenie i kierunek ruchu. Albo czekając na przystankach komunikacji publicznej wyposażonych w ekrany wyświetlające czas oczekiwania na konkretny tramwaj lub autobus. To jednak tylko wstęp do bardziej zaawansowanych rozwiązań. Takie zaś szykuje dla nas Google na Quayside w kanadyjskim Toronto.

Czytaj też: Od molochów do miast w ludzkiej skali

Sidewalk. To miasto cię zgoogluje

Powstaje tam Sidewalk, czyli osiedle przyszłości. Innowacyjność tego pomysłu oparta jest na uwzględnieniu w pomiarach czynnika, których dotychczas nie był aż tak ważny dla firm projektujących i sprzedających technologię „smart”. Tym czynnikiem są ludzie.

Google wykombinował, że nie wystarczy mierzenie poziomu zużycia energii czy lokalizacji samochodów czy tramwajów. Istotne są poziom szczęścia mieszkańców i to, jak korzystają z miasta. Dzięki zgromadzonym w ten sposób danym władze miasta będą mogły na bieżąco modyfikować np. ustawienie ławek w parku albo przeznaczenie lokali użytkowych. Każdy mieszkaniec będzie zaś miał swój profil na specjalnym miejskim portalu, dzięki któremu włączy się w podejmowanie decyzji o swoim mieście.

Siedewalk jest w początkowej fazie realizacji, a wraz z postępującą budową rosną kontrowersje związane z takim sposobem zbierania danych i zarządzania nimi. Bo jak uczy ostatni skandal związany z Cambridge Analytica i Facebookiem, niekoniecznie powinniśmy ufać tym, którzy przekonują, że nasze dane posłużą tylko do tego, by nas uszczęśliwić.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj