Tu był las. Bory Tucholskie rok po wielkiej nawałnicy

Tu był las
Mamo, czy znów będzie nawałnica? – pytają dziś dzieci w Rytlu, ledwo niebo zaczyna sinieć.
Harcerze, bushcrafterzy, uczniowie... Półtora tysiąca osób sadziło drzewa w ramach akcji Las dla Niepodległej w leśnictwie Dywan.
Michał Łuczak

Harcerze, bushcrafterzy, uczniowie... Półtora tysiąca osób sadziło drzewa w ramach akcji Las dla Niepodległej w leśnictwie Dywan.

W zorganizowanej przez Lasy Państwowe akcji uczestniczyły m.in. siostry franciszkanki z pobliskiego Orlika.
Michał Łuczak

W zorganizowanej przez Lasy Państwowe akcji uczestniczyły m.in. siostry franciszkanki z pobliskiego Orlika.

Korzeń krótko na wietrze, do dołka, zasypać, uklepać – instruuje Bartłomiej Obajtek, nowy szef Regionalnej Dyrekcji LP, brat byłego wójta Pcimia, a obecnie prezesa PKN Orlen.
Michał Łuczak

Korzeń krótko na wietrze, do dołka, zasypać, uklepać – instruuje Bartłomiej Obajtek, nowy szef Regionalnej Dyrekcji LP, brat byłego wójta Pcimia, a obecnie prezesa PKN Orlen.

Wraz z lasem zniknęły punkty orientacyjne. Mieszkańcy gubią się w poklęskowym krajobrazie.
Michał Łuczak

Wraz z lasem zniknęły punkty orientacyjne. Mieszkańcy gubią się w poklęskowym krajobrazie.

Minie co najmniej 10 lat, zanim powstanie tu młody las. I kolejnych kilkadziesiąt, nim las wróci do dawnego wyglądu.
Michał Łuczak

Minie co najmniej 10 lat, zanim powstanie tu młody las. I kolejnych kilkadziesiąt, nim las wróci do dawnego wyglądu.

Jeszcze rok temu z ulicy Wczasowej w Rytlu nie było widać torów. Zasłaniał je las. Miękki kolejowy łoskot, przefiltrowany przez iglastą siatkę, kołysał do snu. Dziś tory widać i słychać – zmodernizowanym za unijne pieniądze traktem suną składy wypełnione posegregowaną grubizną. Dźwięk nie jest już jednak niczym stłumiony. Wyostrzył się. Ale i spowszedniał, tak jak wizg pił, stukot ramion kombajnów zrębowych. W kulminacyjnym momencie było ich tu ponad 170.

Może i dobrze, bo szum, taki nieokreślony, jak ten od wiatru, brzmi złowrogo, mówią ci, co przeżyli tę noc na miejscu. Żywioł urządził wtedy stroboskopową dyskotekę, wicher wył tak głośno, że nie było słychać, jak łamały się drzewa.

– Wiatr sprawia, że czuję się podminowany – przyznaje Łukasz Ossowski, sołtys Rytla. Tamtej nocy oglądał z teściem mistrzostwa świata w lekkiej atletyce, kula albo młot, dokładnie nie pamięta, ale na pewno Polacy. Pierwszy siadł sygnał w kablówce, zignorował. Nie raz już tak było. Ale potem zobaczył, jak zabrało wielką ogrodową trampolinę. Błysk, stoi, błysk, odleciała. Czas na kościelnym zegarze zatrzymał się na 22.35.

To niezwykle dziwne, że zwierzyna wyczuwa niebezpieczeństwo

Potem przyszła cisza. Ptasie, kocie ciałka wszędzie; nie zdążyły uciec. Tylko zwierzyna leśna sobie poradziła; ktoś, kto godzinę przed nawałnicą zszedł z ambony, raportował, że widział na jednej leśnej polanie: jelenie, daniele, lisy, zające obok siebie, jakby czekały na sygnał do ewakuacji. Znaleziono tylko jedną martwą łanię; nie zdążyła uskoczyć przed walącym się drzewem.

Ptaki wróciły dopiero na wiosnę. Zmienił się rejestr treli; w koronach powalonych drzew pojawiają się nowe gatunki. Drozd śpiewak z wiatrołomu w leśnictwie Zdroje, który – decyzją leśników – ma zostać nieuprzątnięty, uwił gniazdo na szczycie drzazgi po złamanej sośnie. Właśnie wykluły się pisklęta. Oto oznaka potencjału klęskowiska, powiedzieliby przyrodnicy. Cykl życia. Cmentarz i żłobek jednocześnie.

Pół biedy, gdy mieszka się w miejscu, z którego nie widać okaleczonego krajobrazu. Wtedy można, momentami, łapać dystans. Wystarczy jednak, że wyjdzie się na ulicę, popatrzy w dół, trzysta metrów dalej. Wybujałe pojedyncze pnie, wykończone sosnowym wiechciem, kołyszą się samotnie. Las cofnął się o kilka kilometrów.

Nigdy wcześniej w Rytlu nie było tylu mgieł, zauważa Ossowski, las spijał całą wilgoć z powietrza. Mimo że to nie najlepszy czas na pozbywanie się nieruchomości, na Wczasowej wystawiono na sprzedaż już trzy domy. Z kilkunastu.

– Ze stratami materialnymi już sobie prawie poradziliśmy – mówi sołtys, którego zaangażowanie ujęło całą Polskę. – Gorzej ze stratami w głowach i sercach. Największy cios, jaki natura nam mogła zadać, to odbierając siebie.

W zestawie pohuraganowych żali rzadko pojawiają się te związane z utratą osobistego krajobrazu. Bólu po takiej stracie nie da się na nic przeliczyć. Liczby, których się używa, żeby oddać skalę kataklizmu, są nieprzydatne. Tam ofiary, domy do rozbiórki, leśny złom o powierzchni równej Warszawie, a płacze się nad pojedynczym drzewem. Takim jak sosna Matka Tuszkowska, lat 230, trzy metry w obwodzie. Albo nad ogrodem. Rosło w nim 70 pięknych sosen, nawałnica położyła wszystkie.

– Przestaliśmy chodzić z żoną na spacery – mówi Krystian Siepielski, właściciel punktu skupu runa leśnego w Rytlu. Ulica, przy której mieszka, biegnie wzdłuż Wielkiego Kanału Brdy. Modrzewi i świerków, które tu posadził ponad 20 lat temu, gdy w poszukiwaniu idealnego krajobrazu przewędrował z rodziną blisko 300 km, aż z Wielkopolski, już nie ma. Został jeden kasztanowiec.

Taki ból, detaliczny, bywa trudny w obsłudze. Zbyt dotkliwy, by go ignorować, zbyt subtelny, by szukać pomocy. – Ludzie w Rytlu są smutni, zauważyła pani? – pyta Siepielski. Ale to taki kieszonkowy smutek; w domu, w codziennej gonitwie daje się go ukryć, wypełza dopiero w plenerze. Z drugiej strony: wiewiórki wracają. Jaszczurki. Ptaki. Listki. Biegacze, rowerzyści znów wdzierają się w poturbowany krajobraz. Trochę można się przyzwyczaić.

Ja to nagram, bo nikt nie uwierzy

Tego sierpnia las najpierw pachniał żywicą; pogruchotane sosny próbowały sobie na gwałt opatrywać rany. Potem – wilgotnym trocinowym pyłem. Wreszcie, jesienią – grzybami, aż kręciło w nosie. Tak jakby skompresowana przez wichurę, miażdżona przez wozy bojowe, amfibie i harwestery ściółka uparła się, żeby pokazać hola, hola, jestem, żyję. – Takiego sezonu dawno nie było – mówi Krystian Siepielski.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj