Robert Biedroń: polityczny influencer

Makroń
Z Robertem Biedroniem jest trochę tak, jak z tytułowym drozdem z powieści Harper Lee – „grzechem jest zabić drozda”, ponieważ ptaki te „nie robią żadnej szkody, tylko śpiewają dla nas z głębi swoich ptasich serduszek”. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać.
W 2014 r. zdobył fotel prezydenta Słupska. Nie jest więc debiutantem, choć może najważniejsza rola dopiero przed nim.
Gerard/Reporter

W 2014 r. zdobył fotel prezydenta Słupska. Nie jest więc debiutantem, choć może najważniejsza rola dopiero przed nim.

Kuszenie Biedronia zacznie się dopiero, kiedy ten rzeczywiście zdecyduje się wejść do gry o dużą stawkę.
Artur Widak/NurPhoto via ZUMA Press/Forum

Kuszenie Biedronia zacznie się dopiero, kiedy ten rzeczywiście zdecyduje się wejść do gry o dużą stawkę.

Na spotkania z nim przychodzą tłumy; od swoich wielbicieli słyszy, że powinien coś zrobić, bo przecież „opozycja jest beznadziejna”.
Filip Radwański/Forum

Na spotkania z nim przychodzą tłumy; od swoich wielbicieli słyszy, że powinien coś zrobić, bo przecież „opozycja jest beznadziejna”.

audio

Audio Polityka Malwina Dziedzic - Makroń

Ludzie mu ufają, media go uwielbiają, a politycy przezornie boją mu się odwinąć, nawet kiedy bezpardonowo ich atakuje. Bo w Robercie Biedroniu, który w polskiej polityce obecny jest już od kilkunastu lat, wielu wciąż widzi potencjał politycznego debiutanta: nadzieję na nową jakość i szansę na stworzenie nowoczesnej lewicowej formacji. Ma być „polskim Macronem”, „zbawić Polskę”, zostać kolejnym prezydentem RP.

To musi łechtać ego włodarza 90-tys. Słupska, bo zdążył już obwołać się liderem opozycji („Super Express”), a także stwierdzić, że „PiS i PO boją się, iż Biedroń pójdzie w Polskę i jak się wkurzy, to założy coś, co ich zmiecie ze sceny politycznej” (RMF FM). Nie kryje, że nosi się z zamiarem powołania własnego ruchu, ale – oficjalnie – wciąż się waha. Jeździ po Polsce, promuje swoją książkę i siebie. Na spotkania z nim przychodzą tłumy; od swoich wielbicieli słyszy, że powinien coś zrobić, bo przecież „opozycja jest beznadziejna”. Umiejętnie gra na zniechęceniu części wyborców do partii politycznych i wierze, że łańcuchy światła mogą wygrać wybory. Że te wszystkie mało seksowne i mocno przyziemne sprawy związane z logistyką kampanii wyborczych: organizacją struktur, zdobyciem finansowania, opracowywaniem strategii, nie mają znaczenia, bo sam oddolny, obywatelski zryw wystarczy. Nawołuje, żeby się policzyć, słać do niego maile, ale czy coś z tym zrobi, powie dopiero za kilka tygodni.

Na razie tylko się odgraża i niejako zza węgła atakuje Koalicję Obywatelską. Unika jednak przy tym jakichkolwiek deklaracji i konkretów. Dobrze było to widać w niedawnym wywiadzie Marcina Zaborskiego (RMF FM), który zamiast – jak to wśród niektórych dziennikarzy się przyjęło – głaskać Biedronia, dociskał i oczekiwał czegoś więcej niż tylko zgrabnych frazesów o „realnych problemach Polek i Polaków”. Szczególnie że te w opowieści prezydenta Słupska stały się bytami jakby niezależnymi od ogólnopolskiej polityki i tego, kto sprawuje władzę w kraju.

Nie widziałem go jeszcze tak wkurzonego! – komentował tę rozmowę jeden z lewicowych polityków, który sam jakiś czas temu chciał w szerszej lewicowej formule współpracować z Biedroniem. Dziś realnie ocenia sytuację polityczną, podkreśla, że do wyborów parlamentarnych zostało niespełna półtora roku, a PiS po zmanipulowaniu ordynacji do europarlamentu najpewniej zacznie majstrować przy ordynacji do Sejmu. Więc trzeba się dogadywać, negocjować, a nie myśleć o rozczłonkowywaniu opozycji. Inaczej niż w szerokiej formule z PiS się nie wygra.

Bezkarność władzy i bezbronność obywateli – z taką sytuacją po przejęciu sądów przez PiS mamy do czynienia. Dlatego każdy, kto rozbija opozycję i przyczynia się do utrwalenia rządów tej partii, jest nieodpowiedzialny – mówi Katarzyna Lubnauer. – Trzeba tworzyć koalicję racji stanu, a nie oglądać się na czysto partykularne interesy. Rozsądek musi wziąć górę nad egoizmem, inaczej PiS dalej będzie rozbijać państwo.

Influencer

Tyle że Biedroń tego nie rozumie albo celowo mami wyborców opowieścią o „fajnej polityce”, bez PiS i PO, ale też bez personaliów i konkretów. Ucieka nawet od lewicowej łaty, zastępując ją „progresywną” – bo to bardziej pojemna formuła, pozwalająca przedstawiać te same postulaty w mniej zużytym opakowaniu. Ale nawet w tak niedookreślonym wydaniu część wyborców w ciemno go kupuje. A na dociskanie i irytowanie Biedronia dociekliwymi pytaniami reaguje złością.

Każda krytyka Biedronia spotyka się z agresją. Ja na początku też postanowiłam dać mu szansę, dopóki nie zorientowałam się, że to tylko „gęba pełna frazesów” – mówi gorzko jedna ze słupskich radnych. Jako przykład podaje odrzucenie przez prezydenta miasta propozycji Państwowej Inspekcji Pracy, aby w ratuszu przeprowadzić anonimową ankietę antymobbingową. I brak reakcji na podejrzenie zaniedbań podległych mu urzędników, związane z ujawnionym trzy miesiące temu skandalem pedofilskim w Słupskim Ośrodku Kultury (do ratusza miał ponoć jeszcze zimą przyjść list z informacją o wykorzystywaniu dzieci przez instruktora tańca). – Prawdziwa twarz Biedronia wychodzi, kiedy ktoś się z nim nie zgadza – kwituje nasza rozmówczyni.

Jest politycznym celebrytą – twierdzi zgodnie kilkoro naszych rozmówców, nie tylko z parlamentarnej opozycji. Choć chyba bardziej na czasie jest określenie: polityczny influencer. Bo podobnie jak popularni „liderzy opinii” serwisów społecznościowych jest nie tylko znany, ale przede wszystkim gromadzi wokół siebie grupę lojalnych fanów, którzy liczą się z jego zdaniem i są gotowi żarliwie go bronić. Dlatego Biedronia lepiej wprost nie atakować. On za to może pozwolić sobie na więcej i mówić o „nurzaniu się w POPiS-owym rynsztoku”, „dziadowskiej” opozycji czy „ofiarach tchórzostwa PO” (a zaraz obok o tym, jak to dzięki PiS i 500+ wiele osób „odzyskało godność”).

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną