Życzenie śmierci
AI, czyli scenariusze końca świata. Lem już to opisał. Problem wyrzucony drzwiami wróci oknem
Gdy spoglądamy na okienko czatbota, aż trudno uwierzyć, że mógłby nam zrobić krzywdę. Jak? Po co? Badacze unikają tych pytań, tym trudniej więc uwierzyć w ich ostrzeżenia. Skazani jesteśmy na uruchomienie wyobraźni, na szczęście zrobił to za nas nasz wielki rodak Stanisław Lem. Jest popularnym autorem w Krzemowej Dolinie, poza tym czołowi badacze nad sztuczną inteligencją (na przykład Wojciech Zaremba czy Jakub Pachocki) to też nasi rodacy. Możemy więc śmiało założyć, że te ostrzeżenia również są inspirowane Lemem.
Zacząć trzeba od uwagi porządkowej, że znaczna część prozy Lema była pomyślana jako żart. Na przykład opowiadanie „Tragedia pralnicza” traktuje o problemach, które ludziom sprawiają coraz bardziej inteligentne pralki. To oczywiście nie była prognoza sformułowana na serio – po prostu Lema zainspirowało do niego pojawienie się na zachodnich rynkach pierwszych pralek automatycznych (na dobrą dekadę zanim trafiły pod polskie strzechy).
Prozatorskie utwory Lema, w których na serio próbował przewidywać przyszłość, należą do mniejszości. Wśród nich jest książka „Golem XIV” – i tak się składa, że żyjemy w czasach, w których Lem umieścił jej akcję. Choć słowo „akcja” jest trochę na wyrost. „Golem XIV” pochodzi z późnego okresu twórczości Lema, gdy ten zaczął pisać quasiopowiadania, nazwane potem „apokryfami”. Były to fikcyjne wstępy, recenzje i omówienia książek, które dopiero ukażą się w przyszłości. „Golem XIV” narodził się jako wstęp do zbioru wykładów, które superpotężna sztuczna inteligencja wygłosić miała dla nadzorujących ją badaczy z Massachusetts Institute of Technology gdzieś ok. 2026 r. Dokładna data nie pada, ale wstęp do książkowego wydania napisano w 2027 r.