Gdzie leży granica ulepszania ludzkiego gatunku?
Zastępy dobrze urodzonych
Straszne doświadczenia hitleryzmu bardzo osłabiły pozycje progresistów – wiecznych optymistów o niezachwianej wierze w przyszłość.
StockSnap.io

Straszne doświadczenia hitleryzmu bardzo osłabiły pozycje progresistów – wiecznych optymistów o niezachwianej wierze w przyszłość.

Alchemik kreujący życie w próbówce. Faust i homunkulus, ilustracja Engelberta Seibertza do „Fausta” Goethego, 1858 r.
Bettmann/Corbis

Alchemik kreujący życie w próbówce. Faust i homunkulus, ilustracja Engelberta Seibertza do „Fausta” Goethego, 1858 r.

Ilustracje z XVI-wiecznego traktatu alchemicznego
„Splendor Solis”
EAST NEWS

Ilustracje z XVI-wiecznego traktatu alchemicznego „Splendor Solis”

Informacje docierają obecnie do każdego zakątka kuli ziemskiej z prędkością światła. Dzięki temu odnosimy wrażenie aktywnego uczestniczenia w kreowaniu postępu. Kogo ganić za to, że codziennie obiecuje się nam nowości i roztacza świetlane perspektywy: naukowców, dziennikarzy? To przecież ich obowiązek. Problem w tym, że informacje bywają albo zbyt dosadne, albo źle rozumiane przez głodnych sensacji widzów, słuchaczy i czytelników.

Nauka obiecuje postęp, ale nie jest w stanie przewidzieć tempa pionierskich badań. Jak jednak przekonać decydentów i społeczeństwo łożące na badania naukowe bez podania choćby hipotetycznej daty uzyskania wyników? Naukowcy robią więc często po prostu zakład, a brane jest to bądź za oszustwo, bądź za przejaw pychy. Przypomnijmy tu Compte’a: „Postęp nie odbywa się po linii prostej, on kluczy, porusza się zygzakiem”. Nazbyt często o tym zapominamy.

Postęp jest też coraz lepiej kontrolowany, choć między bajki należy włożyć idee pełnej jego kontroli. W dziedzinach tyczących życia ludzkiego, biotechnologii i genetyki na straży racjonalności postępu stoi bioetyka. Ale bioetycy, choć często odgrywają rolę watch dogs, nie są nieomylni i nie mają mocy sprawczej pozwalającej rzeczywiście postępem kierować. Odgrywają raczej funkcje doradcze.

Skoro modyfikuje się dziś geny bakterii, myszy, krów i małp, to czemu nie modyfikować genów ludzkich? Ewidentnym celem takich zabiegów jest leczenie chorób genetycznych. I to już się robi! Modyfikuje się geny białych krwinek w leczeniu białaczek. Może pojawić się jednak pokusa ulepszania genów w celach eugenicznych, by poprawić gatunek ludzki. Zabiegi te musiałyby dotyczyć komórek rozrodczych. Tylko wówczas nowe geny byłyby przekazywane potomstwu. Chyba panuje zgodność, że takie modyfikowanie genów ludzkich jest etycznie i moralnie niedopuszczalne. I nie chodzi o tzw. poszanowanie godności ludzkiej – na pierwszym planie argumentów Kościoła katolickiego, to bowiem problem religii, a nie nauki – lecz o kliniczną nieprzewidywalność takich działań.

Np. inteligencję, zależną od wielu genów, można by podnosić, zwiększając liczbę takich genów – oczywiście, kiedy będzie wiadomo, co to za geny, czego dziś nie wiemy. Może być to jednak tragiczne w skutkach, gdyż nie sposób przewidzieć skutków psychicznych. A tego nie da się sprawdzić na myszach. Problem ten stanie realnie przed nami, gdy modyfikacje genetyczne linii płciowej okażą się medycznie użyteczne. Prostszym i tańszym sposobem ingerencji jest jednak selekcja zarodków pod względem obecności i liczby wybranych genów. Takie działania skutecznie ostudzi zaś etyka katolicka. Przynajmniej w Europie i w Ameryce. Jeśli jednak ktoś poza tym kręgiem, choćby w Azji, gdzie dominuje zupełnie inna wizja postrzegania tych spraw, podejmie ryzyko, i jeśli skutki będą pozytywne, to przyspieszenie ewolucji gatunku Homo sapiens mamy jak w banku. Wtedy bowiem Europejczycy i Amerykanie ruszą ich śladem, nie oglądając się na kościelne zakazy.

Sposób na koniec końców

Do umiaru w percepcji postępu nawołuje francuski filozof, socjolog i politolog Pierre-André Taguieff. Zarówno religię, jak i nihilizm postępu proponuje on zastąpić chłodnym racjonalnym myśleniem. Wbrew pozorom wybrał on drogę najtrudniejszą, gdyż wezwanie do umiaru nie jest rewolucyjne, a więc nie porwie mas. Jednak to właśnie umiar – dziś towar jakże deficytowy – jest nam na początku szalonego XXI w. potrzebny bardziej, niż zdajemy sobie z tego na co dzień sprawę. To w nim właśnie należy upatrywać ratunku przed końcem postępu, nauki i nas samych.

Potencjalne zabiegi eugeniczne również powinny być poddane racjonalnej ocenie. Może lepiej zrezygnować z pewnych pomysłów i dążeń, niż otworzyć tę puszkę Pandory? Łatwo prowadzić takie rozważania, ale podążający swoim torem postęp i tak narzuci nam kiedyś swoje nieubłagane prawa. Szybciej czy wolniej gatunek ludzki i tak będzie ulepszany. Dopóki procesy te nie wymkną się rozsądkowi, dopóty będą ludzkości przynosiły korzyści. A wszystkim zagrożeniom i tak nie da się zapobiec.

Przeczytaj, inne teksty z Niezbędnika Inteligenta poświęcone bioetyce.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj