Pies czyli kot
Ostatnia porcja kartofli
Tuż przed świętami wsiadłem do pociągu Tanich Linii Kolejowych. Biletu nie miałem, bo kolejki do kas jak „soliter księżnej pani”, ale ja zawsze bilet u konduktora kupuję.

Tego dnia jednak konduktor powiedział, że biletu mi nie sprzeda, bo ja tu w pierwszej klasie siedzę bez biletu, a w korytarzu pasażerowie z biletami stoją, bo miejsc siedzących brak. – Święta idą – powiedziałem. – Trzeba było zwiększyć pociąg o kilka wagonów. No i się zaczęło. Powiedział, że sprzeda mi, owszem, ale bilet II klasy, czyli mam opuścić wagon pierwszej i stać w korytarzu drugiej. – Skoro nie mogę siedzieć w przedziale klasy I, to będę stał w tej klasie na korytarzu – powiedziałem. Wcisnąłem się na korytarz i stałem. – Nie będzie pan stał w klasie pierwszej na korytarzu – powiedział konduktor wręczając mi wypisany bilet. – Nie wezmę od pana biletu drugiej klasy – zaprotestowałem. – Bilet jest pierwszej klasy – powiedział – proszę wracać na swoje miejsce w przedziale. Tu ja decyduję, kto siedzi, a kto stoi i gdzie – dodał na odchodne.

Właściwie było mi to na rękę, ale przy okazji nie po honorze, bo on jednak wygrał. Siedziałem naburmuszony i czytałem gazetowy dodatek reklamowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W raczej brudnym i wlokącym się pociągu czytałem na 24 kolorowych wielkich stronach o wspaniałych autostradach, jakie powstaną przed Euro 2012 – z wbudowanymi w jezdnie „inteligentnymi systemami komputerowymi, które same potrafią się uczyć przez analizę danych historycznych”. Znając temperaturę i wilgotność pod szosą, nad szosą i w samej szosie, gdy tylko jakaś blokada będzie groziła, to „system komputerowy każdemu kierowcy z wyprzedzeniem powie, jaką wybrać alternatywną drogę przejazdu”. Takie cuda ogłasza GDDKiA, która obchodzi 190 lat centralnej administracji drogowej na ziemiach polskich, a poprzez sieć autostrad, „na które czekamy od lat i zbudujemy przed Euro 2012” oraz potem kolejne, bardzo nam się poprawi bezpieczeństwo jazdy. Sto dziewięćdziesiąt lat? To znaczy, że gdyby Napoleon osiem lat później ruszył na Moskwę, to by sobie na nią jechał przez polskie ziemie prawie tak jak my teraz – szybko i bezpiecznie.

I w tym momencie uśmiech zamarł mi na ustach, bo uśmiech tam zawsze zamiera. A zamarł, bo wziąłem do ręki gazetę „Polska. The Times”, a tam jak byk: „Zamiast autostrad – superszybki pociąg. Po 2012 nowych autostrad nie będzie. Rząd stawia na kolej”. Wszystkie entuzjastyczne słowa, które czytałem o szosach, autostradach i drogach zostały odwołane. Inteligentny system komputerowy nie poda nikomu żadnych alternatywnych tras przejazdu, bo ich po prostu nie będzie. „Transport kolejowy spełnia wszystkie wymogi stawiane teraz przez Unię – w przeciwieństwie do transportu kołowego”. Koniec cytatu. I wtedy zrozumiałem, jak bardzo zwycięski okazał się ten mój konduktor.

W Białymstoku prawie wszyscy wysiedli, a od Sokółki jechałem już sam. Nagle rozległy się trąby i chóry, i anioł betlejemski ukazał mi się na brudnej szybie, bo u nas święci i Matka Boska mają zwyczaj, że na czystej szybie za skarby świata się nie pokażą i TLK o tym wiedzą. – Stanisławie! – powiedział do mnie ten anioł – jutro Wigilia, ale ja wcześniej trochę ci mówię, że nie jest źle. My, Polacy, mamy w niebie dużą przewagę i pan Bóg bardzo się liczy z naszymi głosami. Lubi nas. Nikt tak chmurki z deszczu nie wyżmie jak Polak, a już nasze kucharki to Szef uwielbia. Wiesz – przez żołądek do serca. No i my wtedy przez taką kucharkę załatwiamy, że szosy są nieważne, a pociągi najważniejsze. – Dlaczego? – Bo potem jeszcze raz się zmieni, że najważniejsze są okręty. Tam u was taki jeden ciągle opony pali i tak nam niebo zasmradza, że damy mu te okręty i niech płynie, dokąd chce. Pamiętasz sprzed pół wieku kartkę na drzwiach baru pod Olsztynem: „bar czynny do ostatniej porcji kartofli”? – Pamiętam. – No to właśnie ja, z tego baru pod Olsztynem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj