B. senator więziony w PRL. Państwo zapłaci
Zasługi i pieniądze
Zbigniew Romaszewski jest człowiekiem wielkich zasług dla walki o wolną, praworządną i demokratyczną Polskę. Z tej racji Rzeczpospolita uhonorowała go swoim najwyższym oznaczeniem – Orderem Orła Białego. Teraz zaś sąd przyznał mu zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Oczywiście, zasądzonych 240 tys. złotych (suma niebagatelna) nie należy traktować w kategorii pieniężnej nagrody za męstwo i szlachetność. To jedynie wyrównanie krzywd, jakich Romaszewski doznał od reżimu, któremu odważył się sprzeciwić. Zapewne zresztą niepełne, bo choćby straconego w więzieniu zdrowia wrócić się przecież nie da.

 Ale… Po 1989 roku wielu ludziom demokratycznej opozycji – w tym i mojej skromnej osobie – czymś niedorzecznym, ba – nieprzyzwoitym, wydawało się samo myślenie o żądaniu od młodego i biednego państwa jakichkolwiek gratyfikacji za działalność w czasach PRL. Bunt wobec systemu wynikał wszak z pobudek ideowych czy moralnych, albo choćby z chęci znalezienia się wśród ciekawych i przyzwoitych ludzi. Nadto nikomu w głowie nie były kalkulacje na temat jakikolwiek kombatanckich rent, skoro trudno było liczyć nawet na to, że system w przewidywalnym czasie kompletnie upadnie.

Z czasem jednak okazywało się, że wielu ludzi, którzy na rzecz opozycji przez lata poświęcali swój czas, zdrowie czy życie osobiste, teraz, w warunkach wolnego państwa, ledwo wiąże koniec z końcem. Równocześnie funkcjonariusze starego reżimu biedy jakoś zwykle nie cierpieli.

W tej sytuacji postulaty zrekompensowania ludziom opozycji przynajmniej części poniesionych krzywd (w postaci chociażby zmniejszonego o czas pobytu w więzieniach czy obozach internowania stażu pracy) zaczęły wydawać się słuszne.

Nadal jednak niepisaną regułą pozostawało, że o odszkodowania takie mogą starać się ci, którym w III RP wiedzie się kiepsko. Ci zaś, którzy w wolnym państwie zajęli prominentne stanowiska publiczne, bądź po prostu jakoś sobie poradzili i z głodu nie przymierają, powinni się od takich pozwów przeciwko, było nie było swojemu, państwu powstrzymać.

Zbigniew Romaszewski przez ponad 20 lat wolnej Polski (od 1989 do 2011 roku) był nieprzerwanie senatorem Rzeczpospolitej. Już z tego tytułu ma nie najniższą emeryturę. Czy naprawdę brakuje mu (lub jego rodzinie) na masło do bułki? Czy Zbigniewowi Romaszewskiemu nie szkoda należnej za KOR i podziemną „Solidarność” sławy dla tych paru tysięcy wziętych teraz z kasy kraju, o który walczył?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj