Cud na Woli

Nie, nie chodzi mi o Wolę warszawską i erekcję wieżowców pośród ruder i pustkowi, lecz o Wolę Uhruską nad Bugiem, w pół drogi między Chełmem i Włodawą. Wżeniłem się tam i od 1985 r. spędzam kilka tygodni w roku. Historia najnowsza tej wsi na ścianie wschodniej, jak sądzę wcale typowej, to metonimiczna przypowieść o rozwoju wolnej Polski, przypowieść budująca i zadziwiająca.

Lud woleński zapomniał swą historię i jej traumy. Zarzucił też wiejskie zwyczaje i tradycje, choć obejście zachował. Młodzież wciąż mówi starszym dzień dobry, nawet nieznajomym. Do kościoła się chodzi, ale z jehowcami i prawosławnymi jest pokój. I w ogóle tak tu spokojnie, że nawet posterunek zamknięto. Mówię wam, jest tu taka jakaś kultura. Na przykład w tych stronach trzeba mieć gest. Z gołą ręką się do ludzi nie chodzi. Wszyscy są uprzejmi i ładnie mówią tą swoją wysoko nastrojoną, zaśpiewną mową.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj