Noł! Noł! Noł!
Niepokojąca cisza panuje wokół wraku. Teraz wszystko wydaje się ważniejsze niż Tu-154M.

Kiedy słyszę słowo „rekonstrukcja”, mam ochotę dzwonić na pogotowie, ale ponieważ opieka lekarska w nocy i w dni świąteczne poddawana jest kolejnej deformie – szybko mi przechodzi. Wolę cierpieć u siebie na kanapie, niż nocować w poczekalni u samego pana Radziwiłła. Kiedy widzę reporterki i reporterów, jak z jednym pytaniem na ustach („rekonstrukcja?”) czyhają na ministrów i lekceważeni, zbywani, przepędzani jak komary, biegają za nimi po korytarzach, mam ochotę zawołać: „Koleżanki i koledzy z mediów – stop! Dajcie sobie spokój z tą rekonstrukcją!”. Co roku ta sama śpiewka: będzie – nie będzie? A cóż to za różnica? Gowin albo Gliński – czy to naprawdę istotne, gdy chodzi o konstytucję lub o organizacje pozarządowe? Jurgiel? Jaki? Sasin czy Brudziński? Wszyscy z tej samej ulepieni gliny.

Żeby chociaż mieli odrobinę fantazji i na przykład zorganizowali wieloetapowy Narodowy Rajd Samochodowy „Szlakiem BOR”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj