Rozmowa z dr Katarzyną Growiec, laureatką Nagród Naukowych Polityki 2013
Prosto z pomostu
Psycholożka społeczna Katarzyna Growiec o tym, jak Polacy sami siebie uczą nieufności i autorytaryzmu.
Ocenia się, że w Europie najniższe zaufanie społeczne panuje w państwach postkomunistycznych i krajach południa. Najwyższe - w Skandynawii.
violetkapia/PantherMedia

Ocenia się, że w Europie najniższe zaufanie społeczne panuje w państwach postkomunistycznych i krajach południa. Najwyższe - w Skandynawii.

Dr Katarzyna Growiec - laureatka tegorocznego konkursu Nagród Naukowych Polityki w dziedzinie nauk społecznych.
Karol Woźniak/Polityka

Dr Katarzyna Growiec - laureatka tegorocznego konkursu Nagród Naukowych Polityki w dziedzinie nauk społecznych.

Ewa Wilk: – Co to właściwie jest ten kapitał społeczny, modne sformułowanie, ale niejasne. Czyż nie chodzi po prostu o znajomości?
Katarzyna Growiec: – O znajomości, o naszą sieć społeczną, czyli o to, ile osób znamy, ile możemy poprosić o wsparcie, z iloma podzielić się informacjami czy plotkami. A także skorzystać z ich zasobów. Czyli są one w stanie nam coś załatwić lub doradzić.

Badacze uważają kapitał społeczny za niesłychanie pozytywną sprawę. Ale znajomości źle się raczej kojarzą. Z układami, z republikami kolesiów...
Właściwie nie powinno się mówić ogólnie o kapitale społecznym, lecz o dwóch jego rodzajach. Kapitał pomostowy, ­kojarzony jednoznacznie pozytywnie, gromadzimy poprzez udział w rozmaitych stowarzyszeniach, organizacjach, grupach wsparcia, gdzie poznajemy innych od nas – osoby mające inny zawód niż my, inny status ekonomiczny, inne ­pochodzenie społeczne, inne wykształcenie. Łączy nas pozytywny cel, sprawa do załatwienia. Natomiast kapitał wiążący charakteryzuje zwarte grupy, np. religijne, które w swej idei mają wpisane bycie przeciwko innym, przeciwko obcym.

Rodzina to też kapitał wiążący?
Tak. Podobnie, jak organizacje mafijne, oparte zresztą niekiedy na rodzinie. Niezręcznie to zestawiać razem, ale logika funkcjonowania tych grup jest podobna: popieramy swoich do tego stopnia, że jesteśmy w stanie zrobić krzywdę obcym. Pewne normy moralne stosujemy tylko do grupy własnej, a nie do obcych.

Mówić o rodzinie jako o czymś, co przypomina mafię, to w Polsce duża odwaga.
Taką logikę pierwszy zaproponował socjolog Diego Gambetta w książce „Mafia sycylijska” z 1993 r. Wyszedł w niej od opisu funkcjonowania mafii, a doszedł do specyfiki włoskiej rodziny i skomplikowanej historii włoskiej państwowości.

W Polsce uważamy jednak, że przywiązanie do rodziny to nasz wielki walor.
Jesteśmy pod względem siły więzi rodzinnych na światowym szczycie. Kraje afrykańskie, potem arabskie i zaraz my. Mówię o międzynarodowych badaniach, w których mierzy się przywiązanie do rodziny za pomocą trzech pytań. Na pierwsze, proste: na ile rodzina jest ważna w twoim życiu? – 97 proc. Polaków odpowiada, że bardzo. Potem respondentów stawia się przed wyborem: czy uważasz, że rodzice powinni wszystko poświęcić dla swoich dzieci, czy też mają swoje odrębne życie? I tutaj też większość Polaków jest zdania, że rodzice mają poświęcić wszystko. I kolejne pytanie: czy uważasz, że rodzicom należy się miłość i szacunek bez względu na to, co robią, jak się wobec ciebie zachowywali, czy też uważasz, że rodzice powinni w jakimś sensie zasłużyć na miłość swoich dzieci? Polacy odpowiadają, że rodzicom należy się bezwarunkowa miłość i szacunek. Np. w krajach skandynawskich odpowiedź na dwa ostatnie ­pytania jest znacznie bardziej zniuansowana, pół na pół.

Taka postawa wobec rodziny wpływa na postawę wobec społeczeństwa, nawet na poglądy polityczne. Proszę wytłumaczyć, co to za mechanizm.
Analizując dane Diagnozy Społecznej, powtarzalnego badania, udało mi się wychwycić pewne prawidłowości. Z silnym przywiązaniem do rodziny, z utrzymywaniem rozległych kontaktów z rodziną (chodzi tu nie o dzieci i małżonka, lecz o siostry, braci, szwagrów, ciotki itd.) wiąże się niższe zaufanie społeczne.

Znowu modny termin: zaufanie społeczne. O co chodzi – o zaufanie do polityków, banków, lekarzy, sądów, do wszystkich instytucji?
Rzecz w uogólnionym zaufaniu do innych ludzi, szczególnie obcych. W tym, że jeśli na ulicy ktoś mnie o coś pyta, to nie uciekam, lecz udzielam odpowiedzi czy pomocy. Zaufanie społeczne też mierzy się prostym pytaniem: czy uważasz, że większości ludzi można ufać, czy też ostrożności nigdy za wiele?

Istnieje bardzo silny związek między zaufaniem do ludzi w ogóle a zaufaniem do państwa, do parlamentu, do polityków, do policji, do banków. Kraje postsocjalistyczne i kraje Europy Południowej to właśnie te, w których zaufanie jest najniższe w Europie. Najwyższe – w krajach skandynawskich.

I to się niemal idealnie nakłada, jak wynika z pani badań, na towarzyskość. Co znowu przeczy naszym wyobrażeniom. Bo ciągniemy się na szarym końcu towarzyskości z Grecją, a tam – tawerna obok tawerny. Zaś przodujących towarzysko Norwegów wyobrażamy sobie jako chłodnych samotników. A Polak? Zastaw się, a postaw się, wszystkie te wesela, chrzciny, komunie. My jesteśmy mało towarzyscy?!
Skandynawowie działają w ogromnej liczbie organizacji społecznych, zrzeszają się, gromadzą się dla wspólnego celu. To sprawia, że mają tak znaczną liczbę znajomych. W Grecji widzimy mężczyzn siedzących razem pół dnia w kawiarni, ale to mogą być szwagrowie, bracia, kuzyni. Moja opiekunka naukowa z czasu pobytu studyjnego na Islandii pani prof. antropologii Unnur Dís Skaptadóttir co dwa tygodnie organizuje u siebie w domu nieformalne kluby czytelnicze. Zbiera się pięć–osiem osób, głównie kobiety, zaczynają od dyskusji o książce, a potem od słowa do słowa poszerza im się ów kapitał pomostowy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj