Archiwum Polityki

Hotel Sahara

Jutro rozpocznie się długa i groźna podróż. Droga Marlboro – jak ją nazywają ze względu na gigantyczny przemyt ludzi i towarów – prowadząca przez pustynię z nigerskiego Agadesu do Dirkou, a potem do granicy z Libią w Tumo i dalej na północ, do Europy, pochłonęła już wiele ofiar. Ale chętnych na podróż nie ubywa. Punkt zborny jest w hotelu Sahara w Agadesie.

Kim jesteś? Pisarzem? Dziennikarzem? A może agentem tajnych służb? – spocona twarz Murzyna niebezpiecznie zbliża się do twarzy gościa. Czuć silny zapach alkoholu. – A zresztą, wszystko jedno. I tak nie pojedziesz z nami. Białych nie puszczają przez granicę. Jego usta niespodziewanie rozciągają się w uśmiechu. Zaprasza na piwo. Nazywa się Thomas B.J. i ubrany jest w dżinsowe ogrodniczki z krokiem w kolanach, luźną bluzę z podobizną Dr Dre i – pomimo panującego skwaru – wełnianą czapkę.

Polityka 41.2002 (2371) z dnia 12.10.2002; Na własne oczy; s. 108