Archiwum Polityki

Wspólna nie dla wszystkich

Biurowiec w miejscu, gdzie miał być plac zabaw? Centrum handlowe zamiast parku? Nadrzeczny bulwar, ale tylko dla mieszkańców osiedla? W ostatnich latach gwałtownie kurczy się przestrzeń publiczna. I zawsze tam, gdzie da się przy jej ograniczaniu zarobić.

W lutym władze stolicy z dumą ogłosiły, że w ciągu dekady w centrum Warszawy powstanie kilkanaście wieżowców o łącznej powierzchni 1,7 mln m kw. Nie dla każdego jest to dobra wiadomość. – Mają zabetonować połowę parku Świętokrzyskiego, znikną kolejne place i skwery. Nie da się tu żyć, a ja nie chciałbym się wyprowadzać – narzeka Krzysztof Cibor, warszawiak od urodzenia, który nie chce marnować czasu na dojazdy do pracy. Ci, którzy myślą inaczej i mają pieniądze, budują domy na przedmieściach. I nie dotyczy to tylko Warszawy. Podobnie jest w wielu innych miastach, gdzie przestrzeń publiczna jest zaniedbywana lub stopniowo się kurczy.

W Lubinie na Dolnym Śląsku władze miasta zgodziły się na budowę wielkiego centrum handlowego w samym środku zabytkowego rynku (inwestycję zablokował konserwator zabytków). W Legionowie mieszkańcy osiedla Piaski zaczęli protestować na wieść o tym, że Wojskowa Agencja Mieszkaniowa sprzedaje przylegającą do niego działkę pod budowę hipermarketu, a wcześniej gmina obiecywała zbudować tu park sportowo-rekreacyjny. W Ełku emocje wzbudził projekt lokalnego dewelopera, o którym „Gazeta Współczesna” pisała, że jeśli będzie zrealizowany, to „jeziora przysłonią blokowiska, a jedno z najatrakcyjniejszych miejsc turystycznych przy promenadzie zostanie zamknięte i ogrodzone wysokim płotem”. Podobny problem był w Poznaniu. Tu od lat władze miasta obiecują budowę publicznych bulwarów ciągnących się wzdłuż Warty. Ale gdy pierwszy taki bulwar został zbudowany, okazało się, że jest częścią grodzonego osiedla. Dla postronnych stał się niedostępny.

Klucze do blokowiska

Przestrzeń publiczna kurczy się w zastraszającym tempie.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Gospodarka; s. 36
Reklama