Archiwum Polityki

Do pieluchy ostatniej

– Zmiana pampersa? Tragedia! Nigdy tego nie robiłam. Po prostu obrzydliwość! A teraz? Żaden problem! – zwierza się Ania, drobna dwudziestopięcioletnia szatynka. W Oryszewie pod Żyrardowem opieka nad starymi ludźmi też już przestała być problemem. Jest częścią wymyślonej przez Monar terapii narkomanów.

Wieczór. Pod bramą posesji stoi kilka starszych osób. Na jednej z ławek płacze chłopak. Ma może dwadzieścia lat. Drugi go pociesza. Jest już po kolacji. Niedługo SOM-ici (Służba Ochrony Monaru) ogłoszą ciszę nocną. Będą sprawdzać, czy nowicjusze leżą w łóżkach, są dokładnie umyci, czy wyprali bieliznę. Bo na początku narkomana trzeba nauczyć jednego: przestrzegania higieny osobistej.

W tej chwili większość ma czas wolny. Pracuje tylko zmiana w „szpitalu” – tu leżą najbardziej zniedołężniali staruszkowie – i parę osób przy adaptacji obory na budynek mieszkalny.

Polityka 10.2002 (2340) z dnia 09.03.2002; Na własne oczy; s. 100