Archiwum Polityki

Dzieci z żelaza

Nauczyciele lękają się, że swym dzieciństwem bez dzieciństwa ci mali dorośli zarażą innych. Rówieśnicy wołają: złomiarze, brudasy!; jakby chcieli zagłuszyć swoje upokorzenie biedą – upokarzając innych. Ci przezywani czasem pięścią odpowiedzą na słowo, czasem prychną pogardliwie na łatwą pogardę. Może skończą pod sklepem. Może w krwawym napadzie. Może w wymarzonym warsztacie stolarskim. A może, co najwspanialsze, założą punkt skupu złomu.

Adam ma 16 lat (wygląda góra na 12) i dłonie spracowane ponad wiek. Sympatyczna śniada twarz, inteligentne spojrzenie, sponiewierana kurtka, brud za paznokciami i rozpadające się adidasy owinięte taśmą samoprzylepną. Gdy stara się składnie mówić, denerwuje się, zacina. Jego przyjaciele, blond bracia, 14-letni Adam (wyłamane pół przedniego zęba) i 11-letni Andrzej zgrywają małych twardzieli. Wszyscy mają po kilkoro rodzeństwa, wychowywanego przez bezrobotne matki. Wszyscy tęsknie wpatrują się w zapalanego papierosa.

Polityka 17.2002 (2347) z dnia 27.04.2002; Na własne oczy; s. 100