Archiwum Polityki

Sto dni na oceanach

Orkiestra gra na powitanie kilkunastopiętrowego kolosa, przybijającego do nabrzeża. Pomylili się ci, którzy w latach siedemdziesiątych wróżyli koniec żeglugi pasażerskiej. Wprawdzie do pokonywania dużych odległości służą dziś samoloty, ale statki pływają nadal, coraz większe, coraz bardziej luksusowe. Wciąż przemierza Atlantyk niemłoda już „Queen Elisabeth 2”. Za 27–35 tys. dolarów można tym statkiem w sto dni po królewsku opłynąć świat. Eleganckie wycieczkowce zawijają też do polskich portów.

Wygrali armatorzy, którzy schyłek liniowców potraktowali jako przejście do nowego etapu – wycieczkowców nastawionych nie tyle na przewożenie pasażerów, ile na dostarczanie im maksimum przyjemności w różnej formie – zwiedzania, wypoczynku, rozrywki. Dziś jest to świetnie prosperująca i chyba też najlepiej rozwijająca się gałąź żeglugi. A armatorzy prześcigają się w pomysłach mających zwabić klientelę. Liczne restauracje, bary, kasyna, dyskoteki, biblioteka, baseny, sauna, centrum odnowy biologicznej, sklepy, sala kinowo-teatralna, szpital – to norma.

Polityka 31.2000 (2256) z dnia 29.07.2000; Społeczeństwo; s. 70