Archiwum Polityki

Wymiar niesprawiedliwości

Kolegia do spraw wykroczeń powołano w 1951 r., liczą sobie więc blisko pół wieku. Od początku towarzyszyła im społeczna niechęć. W kraju, w którym od XV stulecia władzę sądzenia składano w ręce sędziego, odstąpienie prawa karania (nie tylko grzywną, ale i aresztem do 3 miesięcy) tzw. czynnikowi społecznemu, czyli starannie upolitycznionym niefachowcom, było zabiegiem podejrzanym, sprzecznym z całą wielowiekową tradycją.

To była ważna, choć nie najważniejsza wizytówka stalinizmu. Najgorsze przewidywania sprawdziły się z naddatkiem. Kolegia sądziły bez poszanowania procedury (np. częste niedopuszczanie świadków obrony) i z prawem na bakier, ulegały też naciskom politycznym, szczególnie widocznym w czasach przełomów w 1968 czy 1976 r. (surowe karanie uczestników zajść studenckich i robotniczych), a także stanu wojennego (kary za noszenie znaczka Solidarności, orzeczenie konfiskaty samochodu, przewożącego ulotki antyrządowe). Uniewinnienie należało tu do tępionej przez władzę nadzorczą (było nią MSW) rzadkości. W dodatku udział w tych gremiach zmonopolizowali w znacznej części ospali i nieruchawi umysłowo emeryci, dorabiający do skromnych dochodów niewielkimi dietami.

Po 1989 r. nastąpiły zasadnicze zmiany. Powstała możliwość zaskarżenia do sądów wszystkich decyzji kolegiów, nie jak dotąd tylko tych wymierzających areszt. Jednak generalna opinia, że sądzenie to jednak praca nie dla amatorów bez prawniczego przygotowania i sędziowskiej niezależności, pozostała. Toteż kiedy konstytucja z 1997 r. złożyła uroczyste zapewnienie, że kolegia mają jeszcze przed sobą cztery lata życia, a potem ich kompetencje przejmą niezawisłe sądy, zamknięty został nie najlepszy rozdział, zwany „małym wymiarem sprawiedliwości”. (Jaki on mały, skoro zawsze górował liczbą tu karanych nad sądami?)

Jest gorzką ironią, że być może już wkrótce pożałujemy tej konstytucyjnej decyzji. Na przeciążone ponad miarę sądy spadły bowiem nowe liczne rodzaje spraw (np. wpisy do rejestru sądowego, niektóre wykroczenia drogowe), a budżet resortu sprawiedliwości na 2001 r. zapowiada się więcej niż skromnie.

Ponadto do tej pory nic nie zrobiono, by przygotować tę prawdziwą rewolucję organizacyjną.

Polityka 1.2001 (2279) z dnia 06.01.2001; Społeczeństwo; s. 82
Reklama