Archiwum Polityki

Więcej mieszkań, mniej bezrobotnych

Mieszkaniowe lobby od lat przekonuje, że permanentny kryzys w budownictwie jest wynikiem zbyt drogich kredytów i zbyt małych dotacji z budżetu. Wnioski były przygnębiające – dopóki państwo, czyli biedni podatnicy, nie dadzą więcej, dopóty mieszkania budować będą tylko najbogatsi. Tymczasem wnioski płynące z opracowanych na prośbę wicepremiera Leszka Balcerowicza przez McKinsey Global Institute „Kierunków rozwoju polskiej gospodarki” są zupełnie inne. Dynamiczny rozwój budownictwa mieszkaniowego – podkreślają autorzy opracowania – jest koniecznością nie tylko ze względu na sytuację rodzin pozbawionych własnego dachu nad głową. To właśnie budownictwo i handel powinny wchłonąć sporą część bezrobotnych, którzy stracili zajęcie w innych, restrukturyzowanych gałęziach gospodarki. Tym bardziej że stan budownictwa mieszkaniowego w Polsce jest o wiele gorszy, niż wskazywałaby nasza sytuacja ekonomiczna. Na Węgrzech, mających podobny dochód narodowy na jednego mieszkańca, problem ten jest o wiele mniej nabrzmiały.

Jakie bariery trzeba usunąć, żeby ten stan zmienić? Jest ich wiele. Wydajność w „mieszkaniówce” jest u nas cztery razy niższa niż w USA. Dzieje się tak m.in. dlatego, że aż 70 proc. budowanych mieszkań to domki jednorodzinne, stawiane według tradycyjnych technologii, odpornych na postęp, który dokonuje się najszybciej w budownictwie wielorodzinnym. Ziemi mamy dużo, ale samorządom brakuje pieniędzy i motywacji, aby energiczniej udostępniać grunty pod budowę nowych mieszkań. Zmienić to może szybkie wprowadzenie katastru, czyli nowoczesnego podatku od nieruchomości. Autorzy raportu są zresztą zgodni, że rosnąć powinny podatki od konsumpcji, a maleć – od dochodów.

Polityka 16.2000 (2241) z dnia 15.04.2000; Gospodarka; s. 64
Reklama